fbpx

Wiara

Wielki Post na Pustyni. Zbawienie przyszło przez Krzyż

4 miesiące temu

A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne.
(J 3, 14-15)

Pustynia – w dniu dzisiejszym kojarzy się ona bardziej ze stanem ducha niż z konkretnym miejscem. Krzyż a na nim Ten, który miał być nadzieją, światłem w ciemności, wodą żywą, pokarmem, teraz wisi martwy, wszystko się skończyło. Pustka, która nieraz w życiu nas dopada. Pustynia, której nie wybieramy świadomie, lecz którą spotykamy czasem na swojej drodze. Stan ducha, kiedy wydaje się nam, że wszystko jest skończone. Ogarnia nas rozpacz, żal, smutek beznadzieja. To, co było światłem na naszej drodze zgasło, nie ma już ratunku, a rozpacz jak jad palących węży zatruwa i zabija nas od środka. Pustynia, która staje się w nas ogromną pustką… W takich chwilach mówi się, że nadzieja umiera ostatnia, a tu nawet ona wydaje się być martwą; nie ma jej.

Gdy Pan zesłał węże o jadzie palącym na lud Izraela, ulitował się po jakimś czasie nad nim. Kazał uczynić węża miedzianego, którego zatknięto na długiej tyczce tak, aby był dobrze widocznym, aby każdy ukąszony spojrzawszy na niego mógł pozostać przy życiu. Sam wąż miedziany nie uzdrawiał, uzdrawiała wiara i zaufanie Słowu Bożemu: spójrz na niego, a żyć będziesz. Ten wąż jest również symbolem, który przenosi nas do dnia dzisiejszego, kiedy to na krzyżu, na pionowej belce, wisi nie wąż miedziany lecz samo Słowo, które Ciałem się stało, i które mówi do nas każdego dnia: „nie lękaj się, wierz tylko”.

Nie wiemy jak wielu Izraelitów zmarło, bo nie byli zdolni spojrzeć na węża. Jak wielu mówiło do siebie: jak coś, co nas zabija, ma nas wybawić od śmierci? Nie wierzyli Słowu, które prowadziło ich tak długo, przeprowadzając co jakiś czas przez miejsca które już znali, w których już byli. Stracili nadzieję w to, że kiedykolwiek zobaczą ziemię obiecaną. Miedziany błyszczący w słońcu wąż, dzieło rąk ludzkich, stał się dla nich przekleństwem, głupstwem, lub wręcz bluźnierstwem. Byli tak zaślepieni niewiarą, beznadzieją, może rozpaczą, że nie byli w stanie dostrzec tych wokół siebie, którzy spojrzawszy na ten znak zostawali uzdrowieni.

Podobnie jest i dzisiaj. Bo co ma do powiedzenia człowiek po ludzku przegrany, który żyje marzeniami, jakimiś mrzonkami, nic w życiu nie osiągnął, a teraz w okrutny sposób umiera na krzyżu? Jak może pomóc mi w sytuacji, która mnie dobija? Wielu nie uwierzy, nie spojrzy, dla wielu ten Człowiek na krzyżu jest głupstwem, przekleństwem, bluźnierstwem.

Lecz ta czterdziestodniowa pustynia uczy nas również pustki Wielkiego Piątku pokazując ten znak – Krzyż, i wiszącego na nim Jezusa, jako tego, w którego ranach jest nasze zbawienie, uzdrowienie. Znak, który nie jest znakiem śmierci lecz zwycięstwa nad nią. Znak dzięki któremu żadna ciemność nie będzie ciemna, a noc tak jak dzień zajaśnieje. Każdy z nas idąc przez życie ze wzrokiem utkwionym już nie jak Izraelici w węża miedzianego, lecz Boga, który wydał za nas samego siebie, nie umrze lecz żyć będzie, pokonując po drodze wszelkie mroczne i beznadziejne pustkowia. Każdy kto spojrzy i uwierzy w głos wiszącego na Krzyżu Jezusa mówiącego: „nie lękaj się, nie bój, zaufaj. Ja zwyciężyłyłem świat, Ja pokonałem dla ciebie wszystko to, czego ty się boisz, przylgnij do Mnie i wierz tylko. Choćbyś przechodził przez ciemną doliną zła się nie lękaj, bo Ja Jestem z tobą”.


Przejdź do ćwiczenia duchowego
Mariusz Żmuda

Mariusz Żmuda

Jestem osobą świecką, fascynuje mnie duchowość Karmelu i osoba św. Tereski. W swojej codzienności: w małżeństwie, w pracy zawodowej i w relacjach z innymi ludźmi staram się realizować Jej “Małą Drogę”. Pociąga mnie styl życia wyrażający się w duchowej postawie Marty i Marii z Betanii. Interesuję się także misjami, zwłaszcza tymi prowadzonymi przez moich przyjaciół oo. Werbistów.