fbpx

Wiara

Wielki Post na Pustyni. W dzień i w nocy

3 tygodnie temu

Wyruszyli z Sukkot i rozbili obóz w Etam, na skraju pustyni. A Pan szedł przed nimi podczas dnia, jako słup obłoku, by ich prowadzić drogą, podczas nocy zaś jako słup ognia, aby im świecić, żeby mogli iść we dnie i w nocy.
(Wj 13, 20-21)

Pierwsze dni Wielkiego Postu za nami, ale to dopiero skraj. Skraj pustyni. Jeszcze idziemy w nasze praktyki wielkopostne z zapałem, jeszcze pewnie nie pojawiło się zniechęcenie ani pokusa, że to nie ma sensu. Upał i brak wody nie dał nam się jeszcze we znaki. Warto jednak już teraz pomyśleć, że to nieunikniona część wędrówki, aby być do niej lepiej przygotowanym.

Ciekawą perspektywę do takiej refleksji daje nam „punkt startowy” wędrówki, Sukkot. Tutaj jest to nazwa miejsca, ale tak nazywa się też jedno z najważniejszych świąt żydowskich – Święto Namiotów. Upamiętnia ono właśnie wędrówkę Izraelitów przez pustynię. W tradycji żydowskiej okres ten jest przedstawiany jako najszczęśliwszy czas w dziejach Izraela. Jak to? Z dala od Ziemi Obiecanej, wszędzie tylko piach i kamienie, manna na śniadanie, obiad i kolację – i to ma być szczęście? A no właśnie.

Taka perspektywa naszych starszych braci w wierze zawiera genialną intuicję. Szczęście bierze się z całkowitego oddania Bogu. Bierze się ze złożenia naszego życia w Jego ręce i postrzegania wszystkiego jako dar. Z wędrowania, upadania i powstawania – Izrael na pustyni nie był wolny od grzechów – w świadomości, że Bóg prowadzi każdy nasz krok.

Wędrówka Izraela trwała przez całą dobę, w dzień i w nocy. Także znak Bożego prowadzenia miał dwojaki charakter. Niestety rzadko kiedy odnosimy tę lekcję do naszego życia. Kiedy w naszym życiu zapada zmierzch – pojawiają się trudności, życiowe przeciwności – mamy ochotę zawracać albo rozbić obóz na środku drogi, siąść i wpatrywać się we własną biedę zamglonymi od łez oczami. Podobnie robimy, kiedy Bóg zmienia sposób, w jaki nas prowadzi, i daje oczyszczenie czy oschłość na modlitwie albo pokazuje nam rzeczy, których nie chcemy widzieć. Często wybieramy wtedy ucieczkę, rezygnację z życia duchowego, a nawet obwinianie Boga, że nas zostawił na pastwę losu i już nas w ogóle nie kocha.

Co jeśli to właśnie najszczęśliwsze okresy naszego życia? Okresy, kiedy Pan Bóg najmocniej rozszerza nasze serca i daje nam wzrost? Momenty pełne łaski prowadzenia do wolności wewnętrznej, do większej miłości, do coraz głębszego zjednoczenia z Bogiem?

W jakiej sferze przeżywasz dziś taką łaskę? Podziękuj za nią.


Przejdź do ćwiczenia duchowego
Anna Kierbedź

Anna Kierbedź

W godzinach pracy tłumaczka tekstów zupełnie niekreatywnych. Po godzinach – wariatka (to sprawdzona opinia moich najbliższych przyjaciół), która chce czterema kółkami swojej limuzyny (zwanej też poduszkowcem, TIR-em lub wózkiem inwalidzkim) wykreślić na tej ziemi i na ludzkich sercach jakiś pozytywny ślad. Zafascynowana ludźmi – ich poznawaniem, byciem z nimi, wspólnym śmianiem się i płakaniem. Szukająca inspiracji u Jezusa i zaprzyjaźnionych hiszpańskich świętych – Ignasia z Loyoli i Teśki z Avili. Zakochana do szaleństwa w Słowie. Ponad tym wszystkim – odnaleziona, umiłowana córka Boga.