fbpx

Wiara

Wielki Post na Pustyni. Siłowania serca

3 miesiące temu

Na pustyni osiądzie prawo, a sprawiedliwość zamieszka w sadzie. Dziełem sprawiedliwości będzie pokój, a owocem prawa – wieczyste bezpieczeństwo.
(Iz 32, 16-17)

Wyobraź sobie pustynię. Złote wydmy piasku, poruszające się przy powiewie nawet lekkiego wiatru. Palące słońce, upał, żar z nieba. Daleko do źródeł i żadnej roślinności. Spiekota ciała, pragnienie wody i wielkie marzenie, by dorwać choć kawałek cienia, usiąść pod palmą i wypocząć. Znikąd nadziei na zaspokojenie podstawowych pragnień. Na horyzoncie nie widać żadnego zwierzęcia, nie mówiąc już o osiedlach zamieszkałych przez jakąkolwiek cywilizację. Z całą pewnością można stwierdzić, że warunki nie sprzyjają, by chcieć zostać tu na dłużej.

Z czym Wam się kojarzy jeszcze pustynia? Z samotnością, medytacją, zawierzeniem Bogu swojego życia, niepewnością jutra, odizolowaniem, opuszczeniem. Jednak powiesz mi, no ale przecież Jezus był na pustyni…. i to przez 40 dni. Jakie to wymowne. Jezus wybrał się na pustynię, by dzięki takim warunkom odosobnienia pobyć sam na sam z Bogiem. Dzięki temu miejscu Jezus nabrał, wbrew pozorom, siły na ostateczną misję którą miał wypełnić. To dzięki pustyni był gotowy ponieść ofiarę. Czy było Mu łatwo? No nie, jak wiemy, był kuszony, był poddawany próbie. Cierpiał tak jak my. Był przecież człowiekiem, wiedział co to zmęczenie, tak jak każdy z nas odczuwał wszelkie utrapienia.

Bardzo wyraźnie pokazane są dwie rzeczywistości u proroka Izajasza. Zestawienie pustyni z sadem. Cóż za kompilacja! Przecież to jak porównanie wody do ognia.

Pustynia – miejsce wymarłe, nieprzyjazne dla życia i jakiejkolwiek przyrody, oraz SAD – miejsce bujnie porośnięte roślinnością, dojrzałymi owocami. Miejsce sprzyjające wypoczynkowi w cieniu np. pod gruszą, ale również miejsce dające dodatkowo słodki owoc, posilające człowieka.

Na pustyni osiądzie prawo, a jego owocem, jak czytam, jest wieczyste bezpieczeństwo. Jak to można rozumieć? W miejscu opustoszałym, samotnym jak może osiąść prawo?

Pustynię można rozumieć, jako miejsce w swoim sercu. Poddawane pokusom, umęczone ciągłymi walkami i  upadkami. Niejednokrotnie zrezygnowane swoimi grzechami i różnymi decyzjami. Sfrustrowane swoimi wadami, brakiem okazanej miłości w stosunku do bliskich. Miejsce rozterek, smutku. W to miejsce Bóg chce położyć swoje prawo, chce byśmy wierni Jego przykazaniom, umieli Mu ZAUFAĆ! Zaufać, że ON JEST pomimo, że miejsce i sytuacje w którym się znajdujemy nie sprzyjają.

Bóg chce byśmy podnosili się ciągle na nowo ze swoich upadków, ze swojej pustyni Serca. Idąc za Jezusem, za wypełnianiem Jego słowa Bóg daje nam pocieszenie, daje nam pewność, że się nie zgubimy się na trasie prowadzącej do nieba.

Jezus wychodząc nam naprzeciw pokazuje – synu, córko nie bój się wyjść na pustynię . Nie bój się konfrontacji ze swoją słabą wolą, ze swoimi wadami. Ja Cię pokrzepię! Wystarczy Ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali (zob. 2 Kor 12, 8).

Jakie to jest głębokie, Jezus zaprasza nas do miejsc, których my najchętniej byśmy unikali, myślimy… Słucham? Mam iść na pustynię? Przecież tam jest za gorąco, nie ma wody, zmęczę się! Nieważne, idź, wyjdź na pustynię! Wycisz się, wsłuchaj co Twoje serce mówi, wsłuchaj się co Bóg do Ciebie mówi. Owszem będzie ci ciężko, będziesz zrezygnowany, bo w pracy za dużo konfliktów, bo w rodzinie przestało już wszystko normalnie funkcjonować, bo znów po raz kolejny popadam w te same grzechy. Ale Jezus zapewnia o tym, że JEST i że przeprowadzi nas przez tę burzę.

Zauważ, że kiedy Chrystus był ze swoimi uczniami, to czuli się przy Nim bezpiecznie. Byli w stanie zdobyć się na wielkie słowa, wielkie deklaracje miłości i oddania. Nie było kryzysu. Dopiero doświadczenie pojmania Jezusa i skazania Go na śmierć absolutnie wstrząsnęło życiem apostołów. Byli zdruzgotani. Ich Mesjasz, ich przyjaciel i Pan zostaje im odebrany. Cały ich bezpieczny świat staje do góry nogami. Dzisiaj byśmy to nazwali kryzysem, załamaniem. Kiedy bliski człowiek umiera, my pogrążamy się w totalnej rozpaczy. Zaczyna się bunt, i mnóstwo pytań do Boga, dlaczego tak się stało? Czujemy się zdradzeni przez Boga, zostawieni. Mamy ochotę usiąść i płakać.

Przypomnij sobie jak było ze świętym Piotrem. Kiedy było dobrze, deklarował wierność i walkę za Jezusa, wielką miłość, a niedługo po tym stchórzył. Było mu wstyd, że nie był wierny swojemu przyjacielowi, że się Go wyparł. Sercu mu pękało na kawałki, widząc swoje błędy, a Jezus co zrobił gdy Zmartwychwstał? Przyszedł do nich wszystkich, którzy byli zalęknieni, mówiąc- Pokój Wam!

Jezus przyszedł by powiedzieć mnie i tobie w tej chwili – pokój tobie córko, synu. Nie bój się. JA ŻYJĘ i ty żyć będziesz dzięki MNIE. Uwierz mi, bo JA ZWYCIĘŻYŁEM ŚWIAT. Wstawaj córko, wstawaj synu, bierzemy się do roboty, nie pozwolę Ci trwać w tym marazmie, w tym smutku, grzechu. Jezus wiedział, że dzięki tym ciężkim doświadczeniom, temu szokowi, jego ukochani uczniowie urosną w siłę. Mocne, nieprawdaż? MOC W SŁABOŚCI SIĘ DOSKONALI.

Przypatrz się teraz uważnie, jaka była postawa apostołów tuż po tym jak zobaczyli Jezusa, który ŻYJE. Otóż Ci uczniowie, którzy niegdyś, przerażeni o swój własny los uciekali (oprócz św. Jana), tuż po Zmartwychwstaniu, byli gotowi oddać swoje życie za Jezusa. Oprócz Jana, wszyscy apostołowie oddali swoje życie w męczeńskiej śmierci. Czemu?

Trud wcześniejszej pustyni, opuszczenia, grzechu, lęków sprawił, że coś zmieniło się w ich sercach na lepsze. Zaraz potem nastał czas zmartwychwstania, poznali że Jezus ZAWSZE BYŁ, JEST i BĘDZIE z nimi, w szczególności w tym trudnych miejscach, mimo że tego nie dostrzegali… On jest z nami!!!

Dzięki trudom, doświadczeniom pustyni Jezus jest wstanie nas wyrzeźbić, On jest mistrzem trudnych sytuacji, to On nas ciągle szuka i chce ratować z pustyni naszych serc.

W sadzie zaś zamieszka sprawiedliwość, a jej owocem będzie pokój. Dzięki trudowi, dzięki nawożeniu, pielęgnacji sadu, dbałości o każdą roślinkę, sad wyda owoc. Czyli to co ciężkie, przeżywane z Jezusem wyda owoc. Zaczniemy postępować lepiej, uczciwiej, będziemy chcieli być podobni do Niego. Doznamy pokoju w sercu.

Życzę Tobie i sobie byśmy przygotowali  z siebie na spotkanie z naszym Przyjacielem. Byśmy tęsknili za Nimi, za spotkaniem. Byśmy umieli razem z Nim przejść drogę wyciszenia w Wielkim Tygodniu, przejścia przez Jego cierpienie, by ostatecznie być wdzięcznymi za to, że chciał dać nam życie. Życzę nam, byśmy uwierzyli, że ON ŻYJE i zapewnia nas o  SWOJEJ CODZIENNEJ OBECNOŚCI, szczególnie blisko jest w naszych upadkach. Spokojnie… Jezus wyprowadzi Cię z tego, ON Jest, pamiętaj, nie ważne, jak daleko odszedłeś, jak się pogubiłeś, ON CIĘ KOCHA NAJBARDZIEJ na świecie!


Przejdź do ćwiczenia duchowego
Agnieszka Szpryngiel

Agnieszka Szpryngiel

Od czasów gimnazjalnych sercem jestem przy Ruchu Światło Życie. Choć z zawodu jestem politologiem, fascynuje mnie psychologia i cała złożoność relacji międzyludzkich. Prywatnie mogłabym słuchać na okrągło ojca Szustaka, znanego z Langusty na Palmie.