fbpx

Wiara

Wielki Post na Pustyni. Pustynia miejscem schronienia

9 miesięcy temu

Niewiasta zbiegła na pustynię, gdzie miejsce ma przygotowane przez Boga, aby ją tam żywiono przez tysiąc dwieście sześćdziesiąt dni. I dano Niewieście dwa skrzydła orła wielkiego, by na pustynię leciała na swoje miejsce, gdzie jest żywiona przez czas i czasy, i połowę czasu, z dala od Węża. Lecz ziemia przyszła z pomocą Niewieście i otworzyła ziemia swą gardziel, i pochłonęła rzekę, którą Smok ze swej gardzieli wypuścił. I rozgniewał się Smok na Niewiastę, i odszedł rozpocząć walkę z resztą jej potomstwa, z tymi, co strzegą przykazań Boga i mają świadectwo Jezusa.
(Ap 12, 6. 14. 16-17)

Niewiasta z Księgi Apokalipsy to nikt inny, jak Maryją, ale jest też utożsamiana z Kościołem, jako Mistycznym Ciałem Chrystusa. Czy może Ona być utożsamiana z nami, którzy żyjemy współcześnie? Czy pustynia, teren tak nieprzyjazny, może być miejscem, które przygotował nam Bóg na schronienie przed złem? Okazuje się, że tak. Nie tylko pustynia jest miejscem, gdzie możemy schronić się przed złem, ale Bóg, jak Niewieście, daje nam orle skrzydła. Są one nie tylko symbolem Bożej opieki, ale pozwalają nam wznieść się ponad przeciętność i dostrzec to, czego zajęci swoimi codziennymi sprawami dostrzec nie jesteśmy w stanie. Tylko tu, na pustyni, oddając się pod Boża opiekę, karmieni przez Niego, nabieramy sił do dalszej drogi i walki. Tutaj tak naprawdę znaleźć możemy ciszę, spokój i wytchnienie od rzeki, którą i za nami wypuścił smok, aby nas w niej zatopić. I jak ziemia przyszła z pomocą Niewieście, tak i może przyjść z pomocą nam, dając miejsce, gdzie wody tej rzeki dotrzeć nie mogą.

Dlaczego ta opowieść dotyczy nas? Aby to lepiej zrozumieć musimy cofnąć się wstecz do dnia, o którym nam mówi dzisiejsze święto. Maryja przez swoje “tak” powiedziane Bogu staje się matką Dziecięcia, które smok chce unicestwić. Nie mogąc nic zrobić, ani Dziecku, ani matce, postanawia walczyć z resztą Jej potomstwa, którym jesteśmy my, stając się nim przez chrzest święty. A zwłaszcza, jeśli staramy się żyć nauką Ewangelii w naszej codzienności. Tylko wtedy też możemy dostrzec to zło, które jak rzeka wylewa się na nas każdego dnia. Nie raz chcemy uciec przed nurtem tej rzeki, której wody czynią z naszego życia bagno i możemy to uczynić tylko zdając się na Bożą pomoc.

Niewiasta żywiona była na pustyni przez 1260 dni, czyli około trzech i pół lat. Spróbujmy przełożyć tę cyfrę mniej lub bardziej dosłownie na naszą codzienność. Gdybyśmy każdego roku uciekali na pustynię na 40 dni, aby karmić się Słowem Bożym, to na wypełnienie liczby podanej w Księdze Apokalipsy potrzebowalibyśmy trzydziestu lat. I może ktoś powiedzieć – no ale przecież tak jest! Co roku przez 40 dni Wielkiego Postu wychodzimy na duchową pustynię, aby karmić się Bogiem. Tylko, że ta nasza pustynia to często jest taka przestrzeń przy okazji, a nie rzeczywista ucieczka. Bardzo często wielkopostne postanowienia i wyrzeczenia przeradzają się w zniechęcenie, a po pierwszym zapale zostają tylko dobre chęci. Może dlatego, że żyjemy od Wielkiego Postu do Wielkiego Postu, od Adwentu do Adwentu, od świąt do świąt. A pomiędzy czegoś brakuje. Brakuje czasu na pustynię. Na może krótsze, ale regularniejsze wypady. Bo w wierze nie chodzi o to, aby zdobywać osiągnięcia, zaliczać testy i odhaczać godziny poświęcone Bogu. Chodzi o stałą relację z Tym, który chce nad nami czuwać przez całe nasze życie. Zastanawiałem się, gdzie w liczbie 1260 jest klucz do rozumienia pustyni w mojej codzienności i odkryłem właśnie to – potrzebuję całego życia, całego danego mi czasu, aby uciekać się do Boga.

Niewiasta z Apokalipsy to Maryja, której życie było bardzo ukryte. Jest jeszcze jedna postać z Biblii utożsamiana z Matką Bożą – Oblubienica z Pieśni nad Pieśniami. Księga ta nazywa Maryję “gołąbką ukrytą w zagłębieniu skał”. Ta właśnie młoda dziewczyna dojrzewała w skalnym Nazarecie do roli Matki Boga.

Kiedy Filip powiedział Natanaelowi, że spotkał Mesjasza, ten bardzo się zdziwił i odpowiedział: “Czyż może być co dobrego z Nazaretu?”. Nasza codzienność też często przypomina taki sobie Nazaret. Szary, monotonny, ukryty przed wielkim światem; “Nazaret”, z którego nic dobrego nie wyjdzie, bo nie ma na to szans… Czy aby na pewno?  


Przejdź do ćwiczenia duchowego
Mariusz Żmuda

Mariusz Żmuda

Jestem osobą świecką, fascynuje mnie duchowość Karmelu i osoba św. Tereski. W swojej codzienności: w małżeństwie, w pracy zawodowej i w relacjach z innymi ludźmi staram się realizować Jej “Małą Drogę”. Pociąga mnie styl życia wyrażający się w duchowej postawie Marty i Marii z Betanii. Interesuję się także misjami, zwłaszcza tymi prowadzonymi przez moich przyjaciół oo. Werbistów.