fbpx

Wiara

Potrzebujemy czasu…

7 miesięcy temu

Czekanie. Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak bardzo czas i tęsknota są ze sobą powiązane? Ile czasu potrzeba kobiecie w stanie błogosławionym, by ujrzeć własne dziecko? Ile czasu czeka absolwent liceum na poznanie wyników maturalnych? Ile czasu musi czekać zakochany chłopak, by ujrzeć swoją ukochaną, mieszkającą w innym mieście?

Tak jak kobieta w ciąży przygotowywana jest przez 9 miesięcy utęsknionego wyczekiwania na dziecko, tak uczeń z dozą niepewności musi wytrwać miesiąc, aby poznać wyniki. Pytanie: “Ile czasu?” tak naprawdę nie skupia się na znalezieniu odpowiedzi stricte czasowej, a wokół oceny tęsknoty za tym, czego brakuje.

Zatem czemu tęsknimy, po co czekamy?

W związku z ostatnimi wydarzeniami dobiegającymi z zagranicy, media na całym świecie rozpisywały się na temat odejścia amerykańskiego prezydenta George’a H.W. Busha. Jako osoba urodzona po transformacji ustrojowej nie byłam świadoma jego działania, aż do czasów studiów. Zapewne zapytasz, czemu o nim wspominam?

Przegrzebując informacje na temat jego osoby, nietrudno jest dostrzec hart ducha, odwagę i asertywność w prowadzeniu polityki zagranicznej. Jednak moją sympatię zdobył za sprawą propolskiej postawy, która go wyróżniała. Jednak nie to mnie w tym wszystkim poruszyło.

Każdego człowieka czeka koniec swojej wędrówki na ziemi. Każdy pogrzeb wiąże się z dozą nostalgii i poczucia przemijania. Niezależnie, czy to jest nasz znajomy, czy członek rodziny, odejście człowieka wywołuje pewien dyskomfort, burzy nasz wewnętrzny spokój i każe zastanowić się, co dalej. Zastanawiasz się, co dalej z tą osobą, czy była gotowa pożegnać świat, czy była szczęśliwa dostatecznie, czy wykorzystała dobrze swój czas, swoja misję.

Na pogrzeb prezydenta Busha seniora zjechało się wielu wyśmienitych gości: jego następcy wraz z pierwszymi damami, przedstawiciele wszelkich instytucji, politycy, prezydenci wielu krajów, rodzina i przyjaciele. Całemu zdarzeniu towarzyszył chór, przedstawiciele Kościoła episkopalnego oraz wojsko. Piękne pieśni i płomienne przemówienia nadały całej uroczystości dostojności.

To była akurat godzina, kiedy po pracy mimochodem włączyłam telewizję, w nadziei na znalezienie interesującego kanału, aż trafiłam na relację na żywo, wprost z kościoła.

Zazwyczaj takie obchody wywołują we mnie stan zaprzeczenia i wyparcia ze świadomości tak przykrych zdarzeń. Przez chwilę byłam pewna, że mój palec przeskoczy czym prędzej po pilocie, ale coś kazało mi się zatrzymać. Dałam sobie CZAS.

To był moment, kiedy na ambonę wszedł syn- Bush junior i zaczął opowiadać anegdotki z życia swojego ojca. Ton jego głosu, postawa i uśmiech na twarzy w pierwszej chwili wydawały mi się nieadekwatne. W końcu jak syn może pajacować na pogrzebie, w dodatku własnego ojca?

Pomyślałam, czy to kolejne amerykańskie podejście do spraw, realizujące formułę „show must go on”? Ciekawość nakazywała mi dalej cierpliwie czekać i słuchać. Wydawało się, że widownia bawi się dobrze, uśmiecha i słucha uważnie. Jednak chwilę później prezydent Bush junior zawiesił głos, przekierował całą swoją narrację na wyższy poziom. Zaczął opowiadać, jak bardzo jego ojciec kochał, jaką oddaną miłością darzył jego matkę. Wspominał o gestach miłości, codzienności i zarazem wielkości relacji, jaka panowała pomiędzy obojgiem małżonków. I to był ten moment.

Poczułam uderzenie prosto w serce. Obudziła się we mnie wielka nostalgia i uczucia, które dawno nie widziały światła dziennego, zakopane daleko w podświadomości. ODDANIE i CZAS.

Jak to możliwe, że człowiek, który włada potężnym mocarstwem, od którego decyzji zależą, nie bójmy się użyć tego słowa – losy świata, człowiek, który wydaje polecenia i wzbudza respekt wśród przywódców innych krajów, jest w stanie mieć CZAS oraz tyle łagodności i czułości wobec jednego, delikatnego istnienia, zaślubionej sobie kobiety.

Wydawało mi się, że stanęłam w miejscu, w jakiejś innej czasoprzestrzeni. Wsłuchiwałam się z zapartym tchem w każde jego słowo. Pojawiły się łzy, można by pomyśleć, zupełnie irracjonalnie. Ale właśnie ta emocja wzbudziła we mnie całe pokłady nadziei. Tej wiary, że człowiek może kochać miłością zbudowaną na trwałej przyjaźni, szacunku i całkowitym oddaniu. Gdybym cierpliwie nie zaczekała do końca jego przemowy, z pewnością nie byłoby mi dane wzruszyć się i zastanowić głębiej nad tym, co krzyczą moje emocje, co chcą mi powiedzieć.

Dlatego tak ważne jest, by dać sobie czas, by przeżywać bardziej, wsłuchując się w swoje emocje i dać dojść do głosu tej tęsknocie, która nieustannie szepce do serca, a odkryjesz, czego brakuje Ci najbardziej.

My potrzebujemy CZASU. Jakości, a nie ilości. Obdarowywania sobą, zamiast konsumpcjonizmu. Potrzebujemy CZASU, by dojrzeć do wyzwań, do roli i misji, którą mamy pełnić przez całe nasze życie. Potrzebujemy CZASU, który nas uszlachetni, wyrobi w próbie ognia, który doprowadzi do tego, że zwykły kamień zmieni się w delikatny, zachwycający diament.

Tak bardzo próbujemy przyspieszyć to, co utęsknione, a tak bardzo nie umiemy czekać. Pozwolić, by okoliczności, cierpliwość i czas nas ukształtowały. Zapominając często, że nie potrzebujemy osiągnięcia celu tuż po wystartowaniu, lecz łakniemy podróży, która nas zmieni… Tą podróżą jest czas oczekiwania.

Życzę sobie i Tobie drogi czytelniku, byśmy mogli przeżyć Adwent, czas radosnego oczekiwania na zadumie, na refleksji, czy Twoje życie idzie we właściwym kierunku. Czy wystarczająco kochasz i potrafisz żyć na pełnej petardzie, jak wspomniany prezydent, przy jednoczesnym zachowaniu prostoty, ofiarności i delikatności. Niech Boża Dziecina obdarza Twoje serce pokojem i daje męstwo w realizacji tego, co szlachetne i długo wyczekiwane.


Agnieszka Szpryngiel

Agnieszka Szpryngiel

Od czasów gimnazjalnych sercem jestem przy Ruchu Światło Życie. Choć z zawodu jestem politologiem, fascynuje mnie psychologia i cała złożoność relacji międzyludzkich. Prywatnie mogłabym słuchać na okrągło ojca Szustaka, znanego z Langusty na Palmie.