fbpx

Wiara

Owieczko, Pasterz ciebie szuka!

2 miesiące temu

Wyobraź sobie scenę. Mieszkasz w górach, jesteś pasterzem, twoimi zadaniem jest pilnować swoich owiec. Wyprowadzasz je na pola, by mogły się pożywić, troszczysz się żeby żadna za daleko nie odbiegła od stada. Po całym dniu, wracacie do domu. Po drodze orientujesz się, że zabrakło tej jednej, małej, dosyć płochliwej owieczki. Co robisz?

Zostawiasz pozostałe, bo wiesz że posłusznie będą stać obok siebie i czekać na ciebie, a ty udajesz się w drogą, szukać tej małej. Zapada noc, zaczyna padać, wieje silny wiatr, ale ty się nie poddajesz, idziesz przed siebie, wspinasz się, rozglądasz się dookoła, idziesz godzinami, bez czasu na wytchnienie i nagle słyszysz jak w oddali coś zaczyna głośno beczeć. Dobiegasz na miejsce i widzisz swoja ukochaną owieczkę, w krzakach pełnych kolców. Nie może się sama wydostać, kolce mocno ją poraniły. Zrywasz prędko kolce i nareszcie z ulgą wyciągasz owieczkę, bierzesz ją na ramiona, z troską ją tulisz. Wzruszasz się w głębi, ronisz łzę, bo w końcu ją masz i możesz się nią zając, otoczyć troską, omyć rany, ale przede wszystkim zabrać do domu.

Tak samo jest z Bogiem! Wzrusza się na Twój widok, kiedy Cię odnajduje. Pragnie prędko zając się twoim poranionym sercem i wlać łaskę pokoju.

Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych.
(Mt 18, 12-14)

Parę ładnych lat temu, podczas wyjazdowych rekolekcji, moja koleżanka opowiedziała mi piękną historię, która przyśniła jej się w nocy. Powiedziała mi: „widziałam bardzo szczęśliwe dziecko, przytulone do taty. Czułam emocje tego dziecka, poczucie bycia kochanym. Tata był bardzo szczęśliwy widząc swojego malca, jak się bawi, jak się cieszy. Jednak po chwili, ono się zgubiło, tata zaczął go szukać. Czuć było smutek tego ojca, był zrozpaczony. Szukał wszędzie. Po jakimś czasie, nagle gdzieś za mgły te dziecko się pojawia. Ze łzami w oczach, Ojciec podbiega i z wielką radości i ulgą tuli to dziecko. Tak samo jest z Bogiem”. Gdy grzeszymy, oddalamy się od Niego. A przecież Bóg odczuwa taki sam ból i rozpacz, jak ten wyżej opisany tata.

Bogu zależy na nas! Na tym, by nas mieć znowu w swoich ramionach. Oboje tęsknimy – chociaż my, jako jego dzieci, stoimy w miejscu, po omacku próbując ogarnąć rzeczywistość. Ale kiedy Bóg szuka dróg do naszego serca, by nas odnaleźć, daje nam różnych ludzi, stwarza sytuacje, próbuje do skutku przemawiać do nas. Czeka aż, odważymy się otworzyć się na Jego miłość, na przebaczenie. Tak jak zagubione dziecko, czujemy dopiero wielką ulgę, pokój i wielką radość w momencie, gdy wychodzimy ze spowiedzi, czyli wtedy kiedy pozwolimy mu się na nowo odnaleźć.

Czemu więc pozostajemy w tej mgle?
Czemu pozwalamy być daleko od Ojca, który za nami tęskni?
Owieczko wróć, twój Pasterz ciebie szuka!


Przejdź do ćwiczenia duchowego
Agnieszka Szpryngiel

Agnieszka Szpryngiel

Od czasów gimnazjalnych sercem jestem przy Ruchu Światło Życie. Choć z zawodu jestem politologiem, fascynuje mnie psychologia i cała złożoność relacji międzyludzkich. Prywatnie mogłabym słuchać na okrągło ojca Szustaka, znanego z Langusty na Palmie.