fbpx

Wiara

Od pełnego zniewolenia do pełni wolności

5 miesięcy temu

Jakoś tak ułożony jest ten świat, że najtrudniejsze rzeczy w życiu mogą okazać się najprostsze, a najprostsze mogą okazać się najtrudniejsze. Jedną z takich rzeczy jest przyjęcie najważniejszego daru jaki został człowiekowi dany. Czegoś, bez czego życie wydaje się niepełne, wybrakowane i pozbawione kolorów.

Myślę, że życie Marii Magdaleny mogło być trudne i smutne, do momentu spotkania Jezusa. Jak podaje Ewangelia św. Łukasza:

Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów.
(Łk 8, 1-2)

W Biblii, liczba siedem oznacza pełnię. W przypadku Marii, oznacza pełnię jej zniewolenia. Od czego? Nie wiem. Jednak człowiek, który jest w pełni zależny od czegoś co go zniewala, przestaje być szczęśliwy. Patrzy na świat przez pryzmat swoich słabości. Trudno mu dostrzec pozytywną perspektywę, zobaczyć wyjątkowość i niepowtarzalność własnego życia. A przecież każdy z nas, ja i ty, jesteśmy jedyni w swoim rodzaju. Nikogo takiego jak my, na tym świecie nie ma. Stracenie tego z oczu, otwiera drogę dla depresji, dla uzależnienia własnego szczęścia się od opinii innych.

Maria, która była w pełni zniewolona, potrafiła otworzyć się na miłość Jezusa. Przyjęła dar, który nie każdy chce przyjąć. Czy nie było dla niej innego rozwiązania? Nie wiem. Wiem, że dokonała dobrego wyboru. Wielu ludzi cierpi ponieważ nie mają obok siebie nikogo, kto obudziłby w nich pragnienie życia. Pokazał gdzie można znaleźć nadzieję i miłość, której tak rozpaczliwie szukają. A to miłość, poczucie bycia przyjętym, takim jakim się jest, daje siłę do życia. Jezus ją przyjął, uwolnił i pokochał.

Dużym wyzwaniem jest podążanie drogą Marii Magdaleny. Trzeba zostawić to, co człowieka trzyma, to, co czasami nieświadomie zniewala, to, co jest wygodne ale niewarte bycia w tym. Otworzyć się na miłość, która pozwala człowiekowi rozwijać się, a nie usychać…


Przejdź do ćwiczenia duchowego
Marcin Kaczmarczyk

Marcin Kaczmarczyk

Przez większość życia, z własnego wyboru, poza Kościołem, wiarą i Bogiem. Kilka lat temu wróciłem i uczę się życia z Nim. Biorę od Niego pełnymi garściami: nadzieję, motywację i siłę do wstawania z kolan, gdy upadnę. Po za tym piszę. A to moje dzieci: Bóg ma 20 lat, Charyzmatyk z Nazaretu, Biblia nie gryzie oraz powieść Strażnicy Raju.