fbpx

Wiara

O miłości bez lęku

4 miesiące temu

Czy sprzątaliście kiedykolwiek w ciemności? Brzmi niedorzecznie, prawda? Ale wyobraźcie sobie teraz pokój, w którym nie ma zapalonego światła, na domiar złego, jest noc, więc odsłonięcie zasłon czy żaluzji też na nic się nie zda. A wy postanawiacie akurat w tym momencie posprzątać ów pokój.

Powiedzmy, że znacie to miejsce dość dobrze (a przynajmniej tak wam się wydaje), więc po omacku próbujecie dotrzeć do najgłębszych zakamarków, aby dobrze je wysprzątać. Postanawiacie najpierw nieudolnie wytrzeć kurze, potem pozamiatać, wyrzucić śmieci, umyć okna, a na końcu podłogi. Myjecie, ale nie macie pojęcia, czy na pewno wszystko jest już czyste, czy na oknach nie pozostały smugi, bo… nic nie widać.

Najprostszym rozwiązaniem byłoby w tej sytuacji zapalenie światła, ale wy próbujecie jednak za wszelką cenę zrobić to w ciemności. Obraz dość śmieszny i zapewne myślicie sobie teraz: Kto o zdrowych zmysłach by tak zrobił?!. Już spieszę z odpowiedzią: MY wszyscy tak robimy! Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale jestem pewna, że każdy z nas niejednokrotnie tak właśnie sprząta pokój, którym jest jego serce i dusza.

Patrzymy na ten nasz pokój i widzimy w nim mnóstwo niepotrzebnych śmieci, które ktoś wrzucił w nasze serce; śmieci niezrozumienia, braku akceptacji, szyderstwa. Na półkach zebrała się już spora warstwa kurzu naszej pychy, a przez brudne okna zupełnie już nie potrafimy patrzeć z miłością na innych ludzi. W całym pokoju panuje bałagan, nie pamiętamy co do której szuflady włożyć, gubimy się w maskach, które zakładamy, kiedy wychodzimy z tego pokoju. I tutaj znów najprostszym rozwiązaniem byłoby zapalenie światła. Tylko, że włącznik jest tak wysoko, że sami nie potrafimy go zapalić, może zrobić to tylko… Jezus.

Ale my nie chcemy, żeby zapalał światło, ponieważ wtedy zobaczyłby cały bałagan, który mamy w naszym pokoju. Wolimy sami najpierw posprzątać. Potem On ewentualnie może wejść i zaświecić światło, ale też nie w całym pomieszczeniu, bo za bardzo by się przestraszył brudem obecnym w zakamarkach, których nie jesteśmy w stanie dobrze wysprzątać w tych warunkach. I tak sprzątamy, sprzątamy i sprzątamy ten nasz pokój, co jakiś czas orientując się, że to nie ma zupełnie sensu. Lecz nasz strach przed „zdemaskowaniem” jest tak silny, że jednak decydujemy się dalej na wykonywanie tych niedorzecznych czynności w samotności.

W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości.
(1 J 4, 18)

Nasz lęk powoduje, że ciągle zbywamy Jezusa: Panie Jezu przyjdź, kiedy już będę bardziej kochał moich bliskich, kiedy wybaczę w końcu mamie, kiedy nauczę się pokory, kiedy zacznę widzieć coś więcej poza czubkiem własnego nosa… Problem w tym, że sami nie jesteśmy w stanie dobrze wysprzątać tego pokoju, choćbyśmy nie wiem jak się starali. Bez zapalenia światła nic z tego. ON jest tego pewien, ale nie może nacisnąć włącznika światła, jeśli my mu na to nie pozwolimy. Czeka więc cierpliwie w przedpokoju, tydzień, miesiąc, rok, kilka lat… i patrzy, jak z uporem sprzątamy i tracimy nadzieję, że kiedykolwiek nam się to uda.

Jezus nie potrzebuje Ciebie z Twoich wyobrażeń, ani Ciebie porównującego się do innych, Ciebie doskonałego pod każdy względem, Ciebie do szaleństwa walczącego ze swoimi słabościami, żeby tylko Mu się przypodobać. On potrzebuje Ciebie, po prostu Ciebie. Bo w poprzednich odsłonach, to już nie jesteś Ty, tylko Twoje wyobrażenia o sobie. On chce wejść do tego brudnego, zakurzonego, może nie sprzątanego od lat pokoju, zapalić światło i pomóc Ci posprzątać. Uwierz mi, że tylko z nim okna twojego pokoju mogą być bez żadnej, nawet najmniejszej smugi. Jeśli nadal się wahasz i nie potrafisz wpuścić go tam, gdzie z drugiej strony najbardziej go potrzebujesz, to… zrób to! Przestań się bać, bo kto, jak nie On doskonale zna każdy, nawet najciemniejszy i najbardziej zabrudzony zakamarek naszego pokoju? I kto jak nie On jest w stanie wysprzątać go na błysk?

Najpiękniejszym przykładem wiary bez lęku są dzieci, które prosto i szczerze modlą się do Boga. Weszłam ostatnio do kościoła, żeby się pomodlić, trwała adoracja, a obok Pana Jezusa wystawionego w Monstrancji była szopka. Do kościoła weszła babcia z małym wnuczkiem, który był wielce zajęty oglądaniem szopki i za wszelką cenę chciał zobaczyć ją z bliska. Jednak kiedy babcia dłuższą chwilę się modliła, zaczął bardzo się nudzić i prosić ją, aby już poszli. Kobieta dokończyła modlitwę i zaczęła zbierać się do wyjścia. Mały chłopiec chwycił ją za rękę i na cały kościół powiedział: Pa pa Panie Jezusku, idziemy do domu!

Życzę nam wszystkim, żebyśmy zawsze mieli taką wiarę, jak ten chłopczyk i bez cienia lęku zwracali się do naszego Taty w Niebie.


Przejdź do ćwiczenia duchowego
Katarzyna Bogacz

Katarzyna Bogacz

Bardzo lubię malować, tańczyć oraz spędzać czas z małymi dziećmi. Cieszę się, kiedy mogę komuś pomóc. Staram się dawać innym to, co we mnie najlepsze. Mam wielką potrzebę dzielenia się z innymi doświadczeniem miłosiernego Boga i świadczenia o Jezusie wśród ludzi.