fbpx

Wiara

Nowy rok, stary ja – upadek mitu

6 miesięcy temu

Bajki, baśnie, legendy, mity… Kto z nas ich nie lubi – przecież każdy z nas ma coś z dziecka, niezależnie od wieku. Ciągle bawią, śmieszą, wywołują emocje i przywołują wspomnienia… Ile razy tak było z naszymi podsumowaniami kolejnych mijających lat i postanowieniami noworocznym. Dwa, trzy dni, a potem? „Nihil novi sub solae” – „nic nowego pod słońcem”. I zataczamy koło – postanowienia noworoczne czy podsumowania urastają do rangi bajek, śmiesznych opowieści, mitów.

Jeszcze rok temu o tej porze sam uważałem, że stwierdzenie „Nowy Rok, stary ja” będzie moim mottem życiowym, swoistym postanowieniem noworocznym. Żadnych drastycznych zmian, jedynie uporządkowanie tego, co już jest. Ba! Nawet podkoszulek sobie kupiłem z takim napisem, żeby być cool, żeby był śmiech, kiedy znajomy zobaczy, co jest na nim nadrukowane. Wtedy po raz pierwszy poczułem, jak bardzo lubimy się utożsamiać i uzewnętrzniać z tego typu „obchodami”. Chcemy na siebie zwrócić uwagę, chcemy, żeby ktoś potwierdził nasze kroki, poklepał po plecach. Tak bardzo chcemy być konformistami. Ile z tego dobra wypływa? Sądzę, że niewiele – jedynie chyba to, że mam co na siebie włożyć.

Zapytałem niedawno moich followersów na Instagramie, czy uważają stwierdzenie „Nowy Rok, stary ja” za mit czy legendę. Większość z nich odpowiedziała „prawda”. Ale pociągnąłem temat dalej – dlaczego tak sądzą. Żadne z tych osób nie udzieliło mi odpowiedzi. Nasuwa się zatem pytanie w mojej głowie – czy „Nowy rok, stary ja” to prawda czy raczej moda, a może nasze lenistwo? Trudno się o tym mówi, zapewne trudno się również czyta. Ale przecież sami sobie jesteśmy temu winni. Winni swoim słabościom. Nie każdy potrafi dochować wierności postanowieniom. Nieważne, czy to zrzucenie wałeczka z brzuszka czy wręcz przeciwnie – nabranie masy i przekształcenie tego w rzeźbę. Albo na przykład dbanie o swoje życie duchowe (bo przecież z niego wypływa wszystko). Lubimy za to patrzeć na innych i czyhać na upadek po to, aby mieć pożywkę do pośmiania się i wytykania palcem, mówiąc pod nosem „a nie mówiłem?!”.

A gdzie w tym wszystkim miejsce dla Boga? Poprzez Adwent oczekujemy Jego przyjścia, przygotowujemy się na ten Wielki Dzień. Będąc chłopcem, zawsze wyobrażałem sobie Boże Narodzenie jako swoiste „wejście smoka”. Okazuje się jednak, że On przychodzi do nas jako ubogie Dziecię, zmarznięte i ciche. Czasem możemy wyobrazić sobie, że Bóg wprowadzi w naszych sercach zmiany niczym wybuch fajerwerków podczas tak bardzo już utęsknionego przez niektórych z nas Sylwestra. A nieraz okazuje się, że jest to tylko zasianie ziarna, podanie wędki – nie od razu ryby. Bóg od nas wymaga działania, niekoniecznie gadania i ciągłego wołania. „Pomogę Ci w tym wszystkim, ale pokaż mi, że potrafimy współpracować” – tak mogą brzmieć Jego słowa. No i cierpliwość – jeden z owoców Ducha Świętego, którego tak często może nam brakować.

Usłyszałem kiedyś takie mądre słowa od mojego dobrego kolegi, który powiedział, że „złe nawyki jest łatwo nabyć, a trudniej się ich wyzbyć – dobre nawyki trudno nabyć, ale łatwo je utracić”. Jeżeli wiesz, że nie jesteś w stanie spełnić jakiegoś konkretnego postanowienia noworocznego, zastanów się, czy nie łatwiej będzie dbać właśnie o dobre nawyki w Twojej codzienności, a złe starać się wykorzeniać. To może być początek naprawdę czegoś dobrego. Nowy Rok wcale nie musi na starcie być jedną z baśni „Tysiąca i jednej nocy”, którą będziesz z uśmiechem powtarzał innym, a za którym będzie krył się żal i tęsknota za utraconym czasem, którego już nie odzyskasz. Pomyśl, że 2019 rok będzie należał do Ciebie. I zamiast stwierdzenia „stary ja” uśmiechnij się i powiedz „stary… JA!”.


Michał Ziomek

Michał Ziomek

Z wykształcenia jestem psychologiem, ale zawodowo zajmuję się muzyką oraz jestem mówcą. Spotykam się z młodymi ludźmi, by opowiadać im o swoim życiu, inspirować i motywować ich do działania pokazując, że „jedyną niepełnosprawnością w naszym życiu jest złe nastawienie”.