fbpx

Wiara

Niech poznam siebie, niech poznam Ciebie!

9 miesięcy temu

Kilka lat temu razem z grupą znajomych prowadziliśmy rekolekcje dla kandydatów do sakramentu bierzmowania w stosunkowo dużej parafii w Warszawie. Któregoś dnia kolega, który pełnił funkcję konferansjera, zaanimował pewną aktywizację – uczestnicy rekolekcji mieli podać, z jakimi obrazami Boga spotykają się najczęściej. Żeby tez nieco urozmaicić i zachęcić młodych do mówienia, tenże prowadzący przygotował różne rekwizyty i kandydaci mieli je skojarzyć z danym określeniem Boga, a gdy już podali odpowiedź, głośno to omawiał. I tak to skupiliśmy się wtedy na kilku najczęstszych – zegarmistrz, który porzucił świat, srogi sędzia, misiowaty dziadek, ten „okrutny” Bóg ze Starego Testamentu czy handlarz, z którym się targujemy (Panie Boże, ja zrobię dla Ciebie to, a Ty dla mnie tamto). To rodzi pytanie do autorefleksji – jaki jest mój obraz Boga?

Jestem w Ruchu Światło-Życie od kilku lat, zdążyłam go pokochać, znienawidzić, zobojętnieć, pokłócić się i sama sobie dać buziaka na zgodę. W trakcie naszej formacji często spotykamy się właśnie z tym pytaniem. Zadajemy je sobie jako uczestnicy, zadajemy je sobie jako animatorzy, zadają je sobie nasi księża moderatorzy. To pytanie jest jednym z filarów, na których opierają się nasze rekolekcje, a odpowiedź na nie zmienia się jak pory roku Vivaldiego.

Jak byłam nastolatką, gdy ktoś pytał mnie lub całe grono moich znajomych, jaki jest mój/nasz obraz Boga – niemal od razu braliśmy gitary i głośno zaczynaliśmy śpiewać, że “Przyjaciela mam, co pociesza mnie”. Moje pojmowanie Boga było wtedy bardzo pluszowe. Później do gamy pojęć, jakimi Go określaliśmy, doszło “Pan i Zbawiciel”. Bardzo wzniosłe, ale wymielone tyle razy, że gdzieś po drodze stało się oklepanym frazesem. Przyszła kolej na Ojca – to już nie było takie łatwe do przyswojenia, gdyż na obraz Boga jako Ojca wpływa relacja z tym ziemskim – tu wprost proporcjonalnie do pokaleczenia przez dom rodzinny rośnie stopień pokrzywienia tego, jak widzimy Boga. No i nie wypadało to ciekawie. Zwłaszcza, że żadna ze znanych mi definicji nie pasowała do tego, czego doświadczam. Bo tak – jest surowy, ale wcale nie czeka, żeby mnie osądzić. Jest zazdrosny, ale nie chce mnie zamknąć w klatce. Jest Ojcem, ale nie takim jak mój. Jest przyjacielem, ale nie maskotką. Jest Bliski. I chyba najdokładniejszy obraz Boga daje nam… sam Bóg w Liście do Koryntian:

Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje.

Bo mogę tworzyć całe eseje o tym, jaki Bóg jest, a jaki nie jest. Mogę wymyślić koło od nowa. Ale po co?

Tak jak dojrzewam ja, dojrzewa we mnie to, jak Go odbieram i dla mnie Bóg teraz przede wszystkim jest Bogiem. To właśnie jest mój cały obraz. I chyba to jedno słowo łączy wszystko, co mogłabym o Nim powiedzieć. W tym słowie jest szacunek, powaga, zaufanie, miłość i pokój. Jest wspólnota, jedność i przestrzeń do relacji. Jest wolność. I chociaż bardzo lubię wszystko wrzucać w jakieś ramy, nadawać nazwy, definiować, tym razem sobie odpuszczę i po prostu pozwolę Mu być Bogiem.


Zuzanna Maleta

Zuzanna Maleta

W radio robię dźwięk, w życiu robię zamieszanie, więc w sumie na jedno wychodzi. Kiedyś w Ruchu Światło-Życie, teraz bardziej jednak po prostu w ruchu, bo sporo jeżdżę po Warszawie, którą lubię pokazywać ludziom.