fbpx

Wiara

Największe pragnienie Boga

1 miesiąc temu

Kilka dni temu będąc na mieście, przechodziłam przez niewielki park. Był piękny słoneczny dzień, przez niemal już nagie gałęzie drzew prześwitywało niebieskie niebo, a stare, wysokie dęby strząsały ze swoich koron ostatnie liście. Ponieważ nie było najmniejszego nawet wiatru, liście opadały na ziemię powolnym lotem, wirując. Szłam tak pomiędzy tym złocistym deszczem liści, zachwycona pięknem jesieni, która jak dla mnie, zbyt szybko przemija. 

Podobnie jest z ludzkim życiem. Mija szybko i… koniec. Ale to taki inny koniec, niż wszystkie inne końce. Śmierć to koniec, który jest początkiem. Początkiem wieczności. A jeśli ten świat Bóg stworzył tak pięknym, to jak wspaniałe musi być Jego Królestwo? 

Zanim jednak je w pełni odziedziczymy – bo jesteśmy jego dziedzicami – żyjemy w procesie ciągłych zmian. Dzieciństwo, dorastanie, dorosłość, dojrzałość, starość, są jak pory roku. I żadna nie jest zła, choć jedną można lubić bardziej, a inną mniej. Starość to pewnie najmniej lubiana pora życia, bo najbliższa końcowi, którego się tak boimy. Bo człowiek z natury chyba źle znosi zmiany. A przynajmniej te, które wydają mu się zmianami na gorsze. No bo kto chce być słaby, nie w pełni sprawny, zmagający się z ograniczeniami, jakie stawia starość? No nikt. Ale z drugiej strony, czy łatwiej byłoby nam odchodzić z tego świata, będąc w pełni zdrowia i sił? Czy gdyby dojrzałość nie wiązała się z ich utratą, potrafilibyśmy zrzucić z siebie śmiertelność z taką łatwością, z jaką drzewa gubią na jesień liście? 

Bardzo lubię tę porę roku, przełom października i listopada, ze zbliżającym się Adwentem, który tak naprawdę wcale nie jest oczekiwaniem na narodziny Boga, ale na Jego ponowne przyjście. A Paruzja to przecież koniec świata w obecnej odsłonie, i przyjście Królestwa Niebieskiego. 

Dzisiejszy dzień nie chciał wyjść spod pierzyny mgły, jakby nie mógł się dobudzić. Niesamowicie urokliwie w takiej mgle wyglądają cmentarze, które jeszcze piękniej będą wyglądać jutro wieczorem, gdy rozświetli je tysiące zniczy. Taka prosta tradycja – Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny – pokazują nam, że światło jest mocniejsze od mroku. To dlatego nie przepadam za Halloween. Po co gloryfikować mrok, gdy świętość jest taka piękna? A świętość, która na nas czeka, jest ukryta za takim właśnie welonem mgły – to, że czegoś nie widać, nie znaczy, że to nie istnieje. 

Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
(1 Kor 13, 12)

Bo taka intencja powinna nam przyświecać w życiu, abyśmy żyjąc, godzili się na umieranie, a umierając, gdy przyjdzie nasz czas, abyśmy bez żalu zamienili życie doczesne na wieczne. 

Wiemy bowiem, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie. Tak przeto teraz wzdychamy, pragnąc przyodziać się w nasz niebieski przybytek, o ile tylko odziani, a nie nadzy będziemy. Dlatego właśnie udręczeni wzdychamy, pozostając w tym przybytku, bo nie chcielibyśmy go utracić, lecz przywdziać na niego nowe odzienie, aby to, co śmiertelne, wchłonięte zostało przez życie. A Bóg, który nas do tego przeznaczył, dał nam Ducha jako zadatek. Tak więc, mając tę ufność, wiemy, że jak długo pozostajemy w ciele, jesteśmy pielgrzymami, z daleka od Pana. Albowiem według wiary, a nie dzięki widzeniu postępujemy. Mamy jednak nadzieję… i chcielibyśmy raczej opuścić nasze ciało i stanąć w obliczu Pana. Dlatego też staramy się Jemu podobać czy to gdy z Nim, czy gdy z daleka od Niego jesteśmy.
(2 Kor 5, 1-9)

Kościół, w mądrości swojej Tradycji, co roku szczególnie nam o tym przypomina. Dlatego dziękujemy Bogu za tych, którzy już do świętości doszli i mając w Niebie przyjaciół, modlimy się za naszych bliskich, którzy też już odeszli i być może wciąż jeszcze nie mogą oglądać Boga twarzą w twarz, ale też i za nas samych. A przynajmniej powinniśmy – jeśli pragniemy świętości. Bo niczego innego nie powinniśmy pragnąć tak bardzo! I warto sobie uświadomić, że nasza świętość to największe pragnienie Boga:

Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!
(Kpł 19, 2)

Modlitwa: Panie Jezu! Dziękuję Ci za świętość tych, którzy cieszą się już Twoją niezmąconą bliskością, a którzy wskazują mi drogę do Twego Królestwa! Przepełnia mnie wdzięczność, że przygotowałeś dla mnie najpiękniejszą wieczność – z Tobą. Obdarzaj mnie i moich bliskich, a także każdego, kto czyta te słowa, wszelkimi potrzebnymi w dążeniu do świętości łaskami i naucz nas współpracować z Twoją Łaską! Duchu Święty, uczyń każdego z nas niczym silne drzewo, które potrafi pozbyć się zbędnego balastu i które wytrwale wzbija się ku Niebu, abyśmy odkryli, że u celu naszej drogi czekają na nas stęsknione ramiona Ojca. Amen! 


Przejdź do ćwiczenia duchowego
Izabela Kasprowicz-Żmuda

Izabela Kasprowicz-Żmuda

Pełnię funkcję koordynatora blogerów. Interesuje mnie duchowość kobieca i małżeńska, pociąga duchowość karmelitańska, jestem związana z Katolicką Odnową w Duchu Świętym. Lata temu oddałam swoje życie Bogu, i chociaż często prowadzi mnie pod górkę, nie żałuję ani jednego dnia z tej wspólnej wędrówki. Mimo że mam swój bagaż słabości i wad, pragnę uwielbiać Jezusa w moim życiu!