fbpx

Wiara

Maryja jest prawdziwą świątynią Boga

3 tygodnie temu

Na pewno znacie tę historię: dwójka małżonków w bardzo podeszłym wieku modli się do Boga o potomstwo. Nie mogą mieć dzieci, co w tamtejszej kulturze było postrzegane jako kara od Boga. Oni jednak nie ustają w modlitwie, żona obiecuje Bogu, że jeśli urodzi dziecko, odda je na służbę do świątyni. Dzieje się cud, pomimo ich wieku, na świat przychodzi dziewczynka, która w przyszłości okaże się być zupełnie niezwykłą kobietą…

Tak, mowa tutaj o Maryi. Pomimo, że Matka Boża, jak i jej rodzice są święci, proszę, spójrzmy na ich życie w zwyczajny, jak najbardziej ludzki sposób. Anna i Joachim przeżyli kilkadziesiąt lat swojego życia z jednym wielkim pragnieniem – że jeszcze kiedyś będą mieć dziecko. Zapewne przychodziły w ich życiu chwile zwątpienia, a może i rozpaczy. Z roku na rok tracili zapewne nadzieję na Boży cud. Jednak pomimo tych ludzkich ograniczeń wciąż czekali i mieli nadzieję, że Bóg odmieni ich los. Nie wyobrażam sobie, jak wielka musiała być ich radość, kiedy Anna pierwszy raz poczuła ruchy dziecka pod swoim sercem. To musiała być ogromna euforia i połączona z wdzięcznością Bogu. Zapewne dla nich było to najpiękniejsze 9 miesięcy oczekiwania w ich życiu. Kiedy na świat przychodzi Maryja, Anna zdaje sobie sprawę z tego, jaką obietnicę złożyła Bogu i wie, że będzie musiała jej dochować. Obiecując, że odda swoje dziecko na służbę do świątyni, liczyła się z tym, że ich córeczka będzie z nimi tylko 3 lata.

Po tym okresie czasu rodzice oddali ją do świątyni. Jak trudna to musiała być dla nich decyzja? Gdyby wziąć pod uwagę jakąś współczesną rodzinę, która przez długie, długie lata stara się o dziecko, to zapewne faktem nie do przyjęcia byłoby dla nich oddanie go po trzech latach. Dziecko, na które czeka się niemal całe życie jest ukochane ponad wszystko. Anna, jednak wiedziała, że musi być wierna złożonej Bogu obietnicy. Tym, co ją charakteryzowało, była wielka wdzięczność Bogu za to, że dał im dziecko, więc dla niej naturalną rzeczą było oddanie go Temu, od kogo je otrzymali.

Kiedy zastanawiałam się nad życiem Maryi i jej rodziców, naszła mnie refleksja na temat relacji Matki Bożej z jej mamą. Jaka ona była? Czy w ogóle miała miejsce, skoro Maryja była oddana do świątyni zaledwie w wieku trzech lat? Córka Anny i Joachima przebywała w świątyni do dwunastego roku życia, czyli do wieku w tamtych czasach odpowiedniego do zamążpójścia. Po tym czasie Maryja być może spędzała więcej czasu ze swoją mamą, która też prawdopodobnie opiekowała się małym Jezusem. Dokładnie tego nie wiemy, jednak z przekonaniem możemy stwierdzić, że Maryja ma kilka cech podobnych do swojej mamy! Co może wskazywać na to, że najzwyczajniej w świcie podziwiała ją za to kim była.

Po pierwsze Matka Boża nigdy nie poddawała się zwątpieniu. Co nie oznacza, że spotykały ją w życiu same dobre chwile. To, że wybrała Boga za swojego Pana i zdecydowała się zostać mamą Jezusa, nie uchroniło jej od wielu cierpień. Jednak zaufanie Bogu nie polega na tym, że od tego momentu nasze życie będzie usłane różami. Oznacza to, że nawet jeśli będziemy w najgorszej po ludzku sytuacji, to On i tak wyciągnie z tego dobro. Ona o tym dobrze wiedziała i starała się w każdej sytuacji DZIĘKOWAĆ MU ZA WSZYSTKO.

Raduj się zawsze w Panu, a On spełni pragnienia twego serca.
( Ps 37, 4 )

To były słowa, którymi żyła na co dzień. My zazwyczaj myślimy o Matce Bożej jako o świętej, bez grzechu, cichej, skromnej… i oczywiście to jest prawda. Ale była to też przede wszystkim zwykła kobieta, silna i nie ulegająca rozpaczy, nie tylko z byle powodu, ale także wtedy, gdy powód na to był ogromny. Weźmy jako przykład narodzenie Jej jedynego Syna – była zmuszona rodzić z dala od swojego rodzinnego domu, bliskich, którzy pomogliby odebrać poród, w chłodzie, odrzuceniu przez ludzi. A Ona? Ze zwykłej, zimnej, zamieszkałej przez zwierzęta groty uczyniła dom! Zapewne nie powiedziała wtedy do Józefa: “Coś Ty narobił?! Nie potrafisz zatroszczyć się o swoja rodzinę? Przez Ciebie muszę rodzić w tym okropnym miejscu!”. Nie! Ona pomimo tego, że pewnie po ludzku miała wszystkiego dość, zgodziła się na to, co niewygodne i wprowadziła w to tyle miłości, ile miała. Mama Maryi, Anna, była przecież bardzo podobna, nie załamywała się z powodu tego, że długo nie mogła mieć dzieci, ale modliła się wytrwale i otrzymała, to o co prosiła.

Po drugie, Maryja ufała Bogu do końca. Co musiała myśleć, kiedy Anioł zwiastował jej, że zostanie Matką Boga? Na pewno bardzo bała się odrzucenia, ukamienowania, wyszydzenia i kpin. Kto uwierzyłby, że ojcem jej dziecka jest sam Bóg?! Tylko Józef uwierzył (choć nie od razu), okazując się najwspanialszym mężem. jakiego sobie mogła wymarzyć, ale to już osobna historia. Pomimo tak niedorzecznej i niewytłumaczalnej po ludzku sytuacji w jakiej się znalazła, zaufała. Po prostu. Bez żądania dodatkowych wyjaśnień. Widziała, że skoro to plan Boga, to choćby się waliło i paliło, to On wie co robi. Może często sobie podśpiewywała, modląc się: “Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał” (Ps 37, 5)? Anna także do końca zaufała Bogu. Bo kto w tak podeszłym, jak ona wieku wierzyłby jeszcze, że Bóg da jej potomstwo?

I po trzecie, Maryja nie tylko modliła się do Boga, ale także za jej wiarą szły konkretne czyny. Doskonale zdawała sobie sprawę, że: “tak jak ciało bez ducha jest martwe, tak też jest martwa wiara bez uczynków” (Jk 2, 26). Co by było z tego, że niemal całe dzieciństwo spędziła w świątyni, tak blisko Boga? Co by było z tego, że modliła się i rozmawiała z Bogiem zapewne bardzo długo, każdego dnia, gdyby pozostawała na wierze tylko czysto teoretycznej? Ona wręcz przeciwnie, kiedy dowiedziała się, że jej krewna jest w ciąży, a jest już w podeszłym wieku, wybrała się do niej na nogach i to jeszcze będąc w ciąży. Poszła zupełnie sama, bez Józefa, bez swoich bliskich, pokonując wiele kilometrów pieszo! To się nazywa żywa wiara. A jej mama, także kiedy obiecała coś Bogu, dotrzymała tej obietnicy, jej wiara również nie była tylko teoretyczna.

Maryja jest prawdziwą świątynią Boga, przez to, że charakteryzowała się tymi trzema cechami. Tak, jak Ona podziwiała  i naśladowała swoją mamę, Annę, tak my podziwiajmy ją, Maryję, naszą Mamę i starajmy się być jak Ona.


Przejdź do ćwiczenia duchowego
Katarzyna Bogacz

Katarzyna Bogacz

Bardzo lubię malować, tańczyć oraz spędzać czas z małymi dziećmi. Cieszę się, kiedy mogę komuś pomóc. Staram się dawać innym to, co we mnie najlepsze. Mam wielką potrzebę dzielenia się z innymi doświadczeniem miłosiernego Boga i świadczenia o Jezusie wśród ludzi.