fbpx

Wiara

Małe jest piękne

2 miesiące temu

O tym, że małe jest piękne, nikogo nie trzeba przekonywać. O pięknie tym mówi stokrotka na łące i fiołek w ogrodzie. Nawet zwykły pospolity mlecz w czasie kwitnienia ma swój urok. Jakże nudny byłby krajobraz i nasze ogrody, gdyby w nich rosły tylko same róże lub lilie. Pan Bóg stwarzając  świat urozmaicił go, czyniąc wszystko pięknym i potrzebnym. Nawet zwierzęta małe i nieporadne są piękne w tej swojej małości, a każdy kto je obserwuje zachwyca się nimi. Albo czy dziecko stawiające swoje pierwsze kroki, wydające z siebie pierwsze dźwięki, nie porusza naszego serca? Jeżeli nasze serca są tak wrażliwe na piękno tego, co małe, nieporadne, zależne od nas, to o ile bardziej Bóg – Stwórca i Dawca życia?

Dziś moje myśli biegną do tej, która całe życie była mała; która z tej małości uczyniła swoją drogę ku świętości. Jej drogą na Górę Karmel były ramiona Jezusa, które nazwała swoją windą do nieba. Nie czuła się ani nie chciała być nikim wielkim, chciała być jedynie małym kwiatkiem w ogrodzie Pana, zdanym jedynie na dłonie Boskiego Ogrodnika. I tak też się działo, nastoletnia dziewczyna za klauzurą Karmelu realizowała swoją Małą Drogę. Będąc małą znajdowała rzeczy małe, często przez innych nie zauważane, które mogła jak kwiaty składać przed Bożym tronem. O niezauważaniu ani tych rzeczy. ani heroizmu Teresy. świadczą słowa jednej z sióstr, która tuż po śmierci Teresy zastanawiała się, co można by o niej napisać w notce pośmiertnej. Ala ta małość pozwoliła Świętej z Lisieux całkowicie zdać się na Boga i Jemu zaufać. Ramiona Jezusa stały się rzeczywistą windą do nieba, bardzo szybko osiągnęła doskonałość, bardzo szybko została wyniesiona na ołtarze, a w zaledwie 100 lat po śmierci została ogłoszona Doktorem Kościoła. Teresa do końca będąc małą, stała się wielką świętą.

Czego Mały Kwiatek uczy mnie dzisiaj, osobę, która żyje 120 lat po Niej? Wpatrując się w Nią widzę, że tego samego, o czym mówiła za swego ziemskiego życia – że małe jest piękne. Że nie potrzeba mi może nieraz z zazdrością wpatrywać się w wielkich ludzi Kościoła w ich czyny czy działanie. To była ich droga, ich powołanie, którym mogę i powinienem się inspirować, ale którego nie muszę powielać. Przez jednych Pan Bóg głosi, przez innych uzdrawia, jeszcze inni powołani są do wszelkich dzieł charytatywnych, są i tacy którzy oddają swoje życie za Niego.  Ale tak od nich, jak i ode mnie, Pan Bóg wymaga jednego: wierności małym rzeczom:

Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie.
(Łk 16, 10)

Nie muszę więc, jeśli Bóg mnie do tego nie woła, być na świeczniku, być jak róża w ogrodzie piękna i podziwiana przez innych. Raczej mam być jak małe dziecko, zdane całkowicie na ramiona dobrego Ojca. A czy On potrzebuje ode mnie rzeczy wielkich? Zapewne jeśli tak, da ku temu predyspozycje i okazję. Przede wszystkim mogę Mu jedynie służyć i okazywać wdzięczność swoją miłością w codziennym życiu, w ofiarowaniu Mu niepozornych drobnych rzeczy.

Jakie to rzeczy? Przeróżne, na które natrafiam każdego dnia: uśmiech do osoby nieprzychylnej mi, dobre słowo, pomoc drugiemu, a także codzienne czynności, jak praca, obowiązki domowe, wspólnotowe. Przyjmując je z miłością, wykonując z miłością i ofiarując Miłości, mogę wzrastać duchowo, a wzrastając, postępować na drodze do świętości.

Możesz i Ty!


Przejdź do ćwiczenia duchowego
Mariusz Żmuda

Mariusz Żmuda

Jestem osobą świecką, fascynuje mnie duchowość Karmelu i osoba św. Tereski. W swojej codzienności: w małżeństwie, w pracy zawodowej i w relacjach z innymi ludźmi staram się realizować Jej “Małą Drogę”. Pociąga mnie styl życia wyrażający się w duchowej postawie Marty i Marii z Betanii. Interesuję się także misjami, zwłaszcza tymi prowadzonymi przez moich przyjaciół oo. Werbistów.