fbpx

Wiara

Kochać bardziej

2 miesiące temu

Czy istnieje jakiś powód do miłości? Do czegoś, co dzisiaj jest bardzo subiektywnie interpretowane. Miłość można odmieniać przez wszystkie przypadki, tworzyć jej różne definicje i piękne aforyzmy. Jednak miłość, nierozerwalnie wiąże się z bardzo niepopularnym dzisiaj słowem, takim jak odpowiedzialność.

Jezus daje trudną lekcję o miłości, mówiąc:

Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.
(Łk 14, 26-27)

W pierwszym odruchu, po przeczytaniu przytoczonego fragmentu Ewangelii, mam w sobie bunt. Jak to?! Jaka nienawiść?! Jednak gdy emocje opadną, warto spojrzeć na to słowo z innej, niż własna, perspektywy.

Dzisiaj rozumiemy słowo nienawiść bardzo emocjonalnie i negatywnie. Słusznie z resztą, ponieważ nienawidzić kogoś, to „nie chcieć go widzieć”. Jednak gdy spojrzy się na tłumaczenie słowa „miseo”, występującego w Ewangelii, widać że jego znaczenie nie jest tak radykalne jak dziś. Septuaginta, czyli greckie tłumaczenie Biblii hebrajskiej, używa tego słowa dla określenia oddalenia kogoś, np. ludzi popełniających rytualną nieczystość, która w czasach Jezusa, według prawa, odsuwała od Boga.

To charakterystyczne słowo dla semickiego sposobu myślenia, które składa ze sobą sprzeczne pojęcia, nie wgłębiając się w ich znaczenie. Dlatego też, gdy czytamy w Ewangelii św. Łukasza o „nienawiści”, nie warto upatrywać w tym wrogości. Nie chodzi o to aby być wrogiem swoich najbliższych.

Jeśli jestem w stanie postawić Jezusa na pierwszym miejscu w swoim życiu, to będę w stanie czerpać z tego miłość, która pozwoli mi kochać bardziej moich bliskich, jak i tych, którzy są dla mnie trudni. Kochać bardziej Jezusa, pozwala kochać bardziej ludzi. Czerpać ze źródła, które nie ma końca można jednak tylko wtedy, gdy postawi się je najwyżej w swojej hierarchii wartości.

Słowo „miseo” można określić jako „kochać mniej”. Kochać mnie,j aby kochać bardziej, tego który kochał do końca. Do krzyża. I w tej miłości znaleźć siebie. To trudne ale miłość nie jest łatwa. Nie jest wolna od odpowiedzialności za siebie i sobie powierzonych. Dla siebie, dla nich, warto kochać bardziej Jego, aby potrafić kochać tych, którzy są przy nas.


Przejdź do ćwiczenia duchowego
Marcin Kaczmarczyk

Marcin Kaczmarczyk

Przez większość życia, z własnego wyboru, poza Kościołem, wiarą i Bogiem. Kilka lat temu wróciłem i uczę się życia z Nim. Biorę od Niego pełnymi garściami: nadzieję, motywację i siłę do wstawania z kolan, gdy upadnę. Po za tym piszę. A to moje dzieci: Bóg ma 20 lat, Charyzmatyk z Nazaretu, Biblia nie gryzie oraz powieść Strażnicy Raju.