fbpx

Wiara

Jutro przyjdę

3 miesiące temu

Błogosławiony Pan, Bóg Izraela, bo lud swój nawiedził i wyzwolił, i wzbudził dla nas moc zbawczą w domu swego sługi, Dawida: Jak zapowiedział od dawna przez usta swych świętych proroków, że nas wybawi od naszych nieprzyjaciół i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą; Że naszym ojcom okaże miłosierdzie i wspomni na swe święte przymierze – na przysięgę, którą złożył ojcu naszemu, Abrahamowi…
(Łk 1, 67-79)

Bóg obiecał ratunek człowiekowi uwięzionemu w okowach grzechu, a On zawsze dotrzymuje słowa. Próbuję sobie wyobrazić tę radość, którą musieli czuć ci, którzy w Jezusie rozpoznali długo oczekiwanego Mesjasza. Bo niewątpliwie czekali na Niego z niecierpliwością. Co roku wchodzimy w tę radość przez świętowanie Bożego Narodzenia – stawiamy w kościołach stajenki, organizujemy jasełka, wysyłamy sobie życzenia łask i błogosławieństw, których źródło jest w betlejemskiej grocie, a przede wszystkim trwamy w Słowie, które jest nieustannie wybrzmiewającym echem tamtych wydarzeń. I tak sobie myślę, że to oczekiwanie było ważną częścią Bożego Planu.

Oczekiwanie zaostrza apetyt. Choinka ubrana w listopadzie nie robi na nas w Wigilię już żadnego wrażenia. Kolędy odsłuchiwane dużo wcześniej nie będą śpiewane z taką mocą w Boże Narodzenie, bo już się z nimi osłuchaliśmy. Czekamy na wieczerzę wigilijną, bo choć barszcz z uszkami można sobie zjeść w każdy inny dzień, to właśnie wtedy smakuje najlepiej.

Powiedzieć, że Bóg kazał światu czekać długo na Swoje przyjście, to mało. Ale przecież wszystko ma swój czas i swoje miejsce, a Bóg ma zupełnie inne postrzeganie czasu. To tylko nasza ludzka niecierpliwość wyrywa się zawsze do przodu, żądając wszystkie od razu, natychmiast. To dlatego jeszcze na długo przed rozpoczęciem Adwentu w supermarketach już pojawiły się bombki i różnego rodzaju zestawy prezentowe w świątecznych opakowaniach, a z głośników popłynęła świąteczna muzyka. Nie potrafimy czekać i tym czekaniem się radować.

Dzisiejsze Słowo przypomina nam modlitwę Zachariasza. Narodziny jego syna są punktem zwrotnym w historii Izraela, a mały Jan, zgodnie ze swoim odwiecznym powołaniem, już przy swoich narodzinach staje się zwiastunem Dobrej Nowiny. Ten sam Zachariasz, który dziewięć miesięcy wcześniej zwątpił, teraz napełniony Duchem Świętym wygłasza słowa wdzięczności i radości, bo dane mu było dostrzec Światło na końcu bardzo długiej drogi, jaką przeszedł Izrael.

My też, współczesny naród wybrany, dziedzicowie Nieba wypełniający testament Krzyża, jesteśmy w trakcie drogi i oczekiwania. O tym przecież przypomina nam coroczny Adwent. Jesteśmy pielgrzymami zmierzającymi do wieczności, oczekującymi na Paruzję. To oczekiwanie nie kończy się dziś, wraz z Wigilią, rodzinną wieczerzą, odśpiewaniem kolęd, rozpakowaniem prezentów i pójściem na Pasterkę. To tylko przystanek, powtórka z lekcji na temat tego, że Bóg zawsze spełnia swoje obietnice. Że święta to coś więcej, niż ich oprawa, powtarzana tradycja.

Jezus narodził się, bo chce być blisko nas. Bo nie chce być odległym Bogiem, któremu mamy wierzyć na Słowo, choć śmiało możemy. Bóg chce, abyśmy mogli budować naszą wiarę w oparciu o relację z Nim. To po to są Święta Bożego Narodzenia, aby sobie o tym przypomnieć. Ten sam Bóg, który narodził się dwa tysiące lat temu w Betlejem, aby “aby nasze kroki skierować na drogę pokoju”, przyjdzie niebawem, aby Jego Pokój zapanował w pełni.

Wczoraj w Kościele wybrzmiała ostatnia z Wielkich Antyfon, które rozpoczynają się kolejno od wezwań: O Sapientia (Mądrości); O Adonai (Panie); O radix (Korzeniu); O clavis (Kluczu Dawida); O oriens (Wschodzie); O rex (Królu); O Emmanuel. Pierwsze litery tych antyfon ułożone od końca układają się w łacińskie zdanie “ero cras” – jutro przyjdę.

Jutro przyjdę – obiecuje Jezus. Możemy uwierzyć Mu na Słowo, więc “trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dał obietnicę”. (Hbr 10, 23).


Izabela Kasprowicz-Żmuda

Izabela Kasprowicz-Żmuda

Pełnię funkcję koordynatora blogerów. Interesuje mnie duchowość kobieca i małżeńska, pociąga duchowość karmelitańska, jestem związana z Katolicką Odnową w Duchu Świętym. Lata temu oddałam swoje życie Bogu, i chociaż często prowadzi mnie pod górkę, nie żałuję ani jednego dnia z tej wspólnej wędrówki. Mimo że mam swój bagaż słabości i wad, pragnę uwielbiać Jezusa w moim życiu!