fbpx

Wiara

Jak błogosławić przegraną?

9 miesięcy temu

Nastanie nowego roku kalendarzowego to szczególny moment w życiu każdego człowieka. Jest to nie tylko szansa na zamknięcie minionego okresu w kapsule czasu zakopywanej na gruncie zeszłorocznej ziemi w krok za sobą, lecz zarówno okazja do snucia nowych planów, wizji i nadziei względem losu. Wielu z nas skupia się wówczas na poszukiwaniu najskuteczniejszego sposobu motywacji własnej osoby. Szczególnie na początku nowej drogi każdy chciałby osiągnąć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie – przerosnąć efektami rozmiar oczekiwań. Jednak niestety, nie zawsze obrana koncepcja pokrywa się z realiami szarej, oraz często bezwzględnej, codzienności.

Niejednokrotnie droga, którą podąża człowiek jest stroma, wyboista i pełna przeszkód. Zdarza się również, że choć z początku ścieżka jest prosta oraz jasna, w pewnym momencie staje się urwiskiem prowadzącym w przestrzeń bez rozwiązania i dalszych możliwości. Wtedy też upadamy pod balastem przegranej, bo przecież nie tak miało być. Jednocześnie doświadczamy zjawiska, że im na szlaku jest ciężej, tym szybciej zaczyna brakować sił na dalszą walkę. Motywacja – z początku spotęgowana euforią i chęcią zdobycia nowych wrażeń – staje się ulotna, chwiejna, gotowa do odlotu wraz z kolejnym powiewem wiatru prosto w twarz. Pozostaje więc pytanie: jak radzić sobie z przytykami losu, kiedy życie przeistacza się w budowlę przypominającą domek z kart?

Porażka jest często kojarzona z poczuciem bezsilności i ludzką słabością. Ilekroć plan zawodzi, a efekt jest inny od zamierzonego, człowiek stara się szukać powodu klęski we własnym postępowaniu. Żyjemy w błędnym przekonaniu, że genezą niepowodzeń były: źle wykonany krok w nieprawidłowym kierunku, ułomność, niezdolność do rozwoju i bycie niewystarczająco dobrym, aby osiągnąć coś więcej, niż zwyczajność. Czasem staramy się usprawiedliwić, doszukując się powodu w ingerencji osoby trzeciej – w końcu ktoś musi być winien zaistniałej sytuacji, niekoniecznie ja sam. W natłoku kumulacji oskarżycielskich myśli popadamy w zagubienie i poczucie osamotnienia, zapominając, że cel obrany przez człowieka, nie jest celem życia chrześcijan samym w sobie. Każde doświadczenie, które nas spotyka, jest cegiełką dokładaną przez Boga do drogi prowadzącej ku zbawieniu. Materiał wykorzystywany do budowy nie zawsze musi być identyczny i współgrający ze sobą, analogicznie do ludzkiego życia, które składa się z pasm sukcesów oraz klęsk. Jednak najważniejszym elementem stawiania konstrukcji jest spoiwo – Boże orędownictwo.

Przegrana, to nie wyrok skazujący na niepowodzenie. Wbrew pozorom to cenna lekcja ugruntowująca naszą siłę, pozwalająca na wyciągnięcie wniosków i nauk do zastosowania w przyszłości. Nie upadamy po to, aby cierpieć oraz unosić się płaczem nad swoją niedolą. Upadamy, aby uczyć się doskonalszego, doświadczonego życia w mocy łaski Chrystusa, który czasem przez dopuszczone do nas trudy pozwala nam na nowo zrozumieć, jak silnymi jesteśmy istotami. W Księdze Jeremiasza Bóg daje człowiekowi jasny przekaz dotyczący przeżywania pouczających lekcji:

Powstrzymaj głos twój od lamentu, a oczy twoje od łez,
bo jest nagroda za twe trudy i jest nadzieja dla twego potomstwa, mówi Pan.
(Jr 31, 16)

Nie ma nic złego w byciu szczególnie dotkniętym przez niekorzystne wydarzenia. Wbrew pozorom nie ma też nic złego w byciu połamanym przez Boga na skutek ich konsekwencji. Przez lekcje, które daje nam życie, stajemy się nowymi istotami – przeobrażonymi motylami – powołanymi do życia w większej obfitości. Czasem trzeba przegrać dzień, aby w zamian móc wygrać życie. Życie w namaszczeniu Miłością Jezusa Chrystusa.


Agnieszka Dobras

Agnieszka Dobras

Z wykształcenia pracownik biurowy, a z zamiłowania tańcząco-grająca dusza artystyczna. W Chrystusie narodzona, Maryi poświęcona, w Duchu Świętym ochrzczona. Na co dzień działam we wspólnotach: Wincentyńskiej Młodzieży Maryjnej oraz w Katolickiej Odnowie w Duchu Świętym. Inspiruje mnie Duchowość Karmelitańska. Niejednokrotnie błądziłam, ale w odpowiedniej chwili zostałam odnaleziona przez Boga. Moim celem jest pokazywać piękno wiary oraz dawać światło nadziei tym, którzy go poszukują i potrzebują.