fbpx

Wiara

Wielki Post na Pustyni. Hałas na pustyni

2 miesiące temu

Ostatnio minęła piąta niedziela Wielkiego Postu, w mojej parafii zaczęły się rekolekcje, powoli już czuć w powietrzu, że jesteśmy na ostatniej prostej przed Zmartwychwstaniem. Przygotowania trwają – rozpoczynają się pierwsze fale sprzątania, mamy z ciociami zaczynają rozdzielać między sobą, co która z nich ugotuje na śniadanie wielkanocne, w mojej wspólnocie, gdzieś między słowami, wybrzmiewa, że zbliża się czas prowadzenia przez nas jutrzni w czasie Triduum Paschalnego, a na ambonach ogłoszono, że przed nami ostatnia droga krzyżowa. Zawsze w tej części Wielkiego Postu mam wrażenie, że świat wstrzymuje oddech, że niczym dziewczyna, która czeka na chłopaka przed ich pierwszą randką, przebieramy nerwowo nogami, w niepewności, ekscytacji i radości. Chcemy, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik przed najważniejszymi świętami w roku.

Czy w takim zgiełku i szale przygotowań da się jeszcze odnaleźć pustynię?Prorok Izajasz mówi:

Drogę dla Pana przygotujcie na pustyni, wyrównajcie na pustkowiu
gościniec naszemu Bogu! Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i wzgórza obniżą; równiną niechaj się staną urwiska, a strome zbocza niziną gładką. Wtedy się chwała Pańska objawi (…).
(Iz 40, 3-5)

Jak głośna jest to wizja! I to na pustyni!
Mówiliśmy już o tym czym jest pustynia – że to miejsce odludne i ciche, że to miejsce spotkania z Bogiem na modlitwie. Kiedy jednak wracam do tego fragmentu zamiast szumu wiatru smagającego wydmy piasku, słyszę gwar i ferwor przygotowań – nie wiem jak Wy, ale gdy czytam, że góry i doliny mają się wyrównać, nie umiem wyobrazić sobie tego bezszelestnie. Bardziej przyziemnie – słyszę nerwowe prasowanie obrusu, ludzi przystępujących z nogi na nogę w kolejce do spowiedzi i jak służba liturgiczna trenuje procesję rezurekcyjną. I tak powinno być.

Nasza pustynia zmienia się z czasem. Im bliżej końca naszej wielkopostnej drogi, tym więcej w niej różnych dźwięków. Myślimy o tym co jeszcze mamy do zrobienia, kupienia, posprzątania, nauczenia. I to absolutnie nie jest nic złego – na przyjazd Króla należy wystawić najlepszą porcelanę. Jednak w tej bieganinie nie zapomnijmy o tym, że tym gościńcem na pustkowiu jesteśmy my sami. Że to MY mamy wyprostować ścieżki na naszej pustyni, że niezależnie od tego, czy makowiec nam się uda i czy okna będą bez smug, czy nie, mamy być tymi górami i urwiskami gotowymi na przyjęcie chwały Pańskiej. Ten hałas, o którym wcześniej pisałam, powinien być naszym przygotowaniem wewnątrz nas – tak jak huk rozbiórki budynku prowadzący do ciszy, na której można zbudować coś nowego.

Zostało mniej niż dwa tygodnie. Jeśli do tego momentu nie udało Ci się wyjść na pustynię lub gdzieś ją zgubiłeś w zgiełku codzienności – nic straconego. Być może potrzebujesz tylko kilku lasek dynamitu i dużej kuli do burzenia, żeby na nowym, wyrównanym gruncie zbudować gościniec, którym będzie mógł spokojnie przyjść Zmartwychwstały.

I najważniejsze – nie bój się hałasu wybuchu. Paradoksalnie, to on prowadzi do ciszy.


Przejdź do ćwiczenia duchowego
Zuzanna Maleta

Zuzanna Maleta

Wychowałam się w formacji Ruchu Światło-Życie, gdzie jestem do tej pory. Zawodowo pracuję w korporacji, natomiast prywatnie w wolnych chwilach opowiadam ludziom o historii warszawskiej architektury.