fbpx

Wiara

Dom Boga

3 tygodnie temu

Czy potrzebna nam jest świątynia jako miejsce kultu? Przecież z Bogiem możemy rozmawiać wszędzie. Tak często słyszę te słowa, zwłaszcza od tych, którzy do kościoła mają pod przysłowiową górkę, że postanowiłem przyjrzeć się temu tematowi spoglądając na stronice Biblii.

Czy Bogu potrzebny jest dom? Przecież cały świat jest Jego domem, więc wydawałoby się, że nie. Na początku stworzenia to człowiek mieszkał u Boga, zamieszkując Eden. Gdy sprzeniewierzył się Panu, stał się bezdomnym wygnańcem zdobywającym ziemię potem i pracą rąk swoich. Czy Bóg miał wtedy dom? Zapewne Jego domem nadal był Eden, na straży którego postawił swoich aniołów. Później spotykamy Go na stronach Biblii wiele razy – przychodzi czy to do Noego, czy Abrama, lecz nie zamieszkuje między nimi. Dopiero po zawarciu przymierza na górze Synaj “wprowadza” się do namiotu ustawionego specjalnie dla Niego przy obozie Izraelitów (zob. Wj 33, 7). Sam o tym mówi przez usta proroka Natana Dawidowi, gdy ten postanawia wybudować Bogu świątynię:

Nie mieszkałem bowiem w domu od dnia, w którym wywiodłem Izraela, aż do tego dnia, ale przechodziłem z namiotu do namiotu lub przybytku.
(1 Krn 17, 5) 

Symbolem Jego zamieszkania była Arka mająca w sobie tablice przymierza. Do Dawida rzekł również: 

Dobrze postąpiłeś, że powziąłeś zamiar zbudowania domu dla mego Imienia, bo wypłynęło to z twego serca. Jednak nie ty będziesz budować tę świątynię, ale twój rodzony syn. On zbuduje dom dla mego Imienia.
(1 Krl 8, 18-19) 

I tak też się stało, Salomon, syn Dawida, wybudował w Jerozolimie dom dla Imienia Pana, Boga Izraela. W nim to urządził miejsce dla Arki, w której złożone zostały tablice przymierza.I choć Arka zaginęła gdzieś w mrokach historii, świątynia była zburzona i na nowo odbudowana, a lud Izraela popadł w niewolę, to jednak Jerozolima pozostała miejscem w którym mieszkał Bóg, a oczy Izraelitów rozproszonych po świecie zwrócone były właśnie w tę stronę. 

I jeszcze jedne słowa skierował Bóg do Dawida:

Kiedy wypełnią się twoje dni i będziesz musiał odejść do twoich przodków, wzbudzę twojego potomka po tobie, którym będzie jeden z twoich synów, i utwierdzę jego królowanie. On zbuduje Mi dom, a Ja utwierdzę tron jego na wieki. Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem; łaskawości mojej nie cofnę od niego, jak cofnąłem od tego, który był przed tobą. Osadzę go w moim domu i w moim królestwie na zawsze, a tron jego będzie utwierdzony na wieki.
(1 Krn 17, 11-14) 

Potomkiem, o którym tu mowa, jest oczywiście Jezus Chrystus. On to przybierając naturę ludzką stał się we wszystkim (oprócz grzechu) podobnym do nas. I znowu, gdy sięgniemy do ksiąg Nowego Testamentu, nie usłyszymy nic przeciwko świątyni – Jezus nie nauczał, aby do niej nie uczęszczać, wprost przeciwnie, gorliwość o dom Boży pożerała Go, czego dowodem było wypędzenie kupców handlujących w świątynnych krużgankach. 

Znakiem nowych czasów było zburzenie świątyni w Jerozolimie, i choć Jezusa odbudował ją w szczególny sposób – przez Swoje Zmartwychwstanie, tak, jak zapowiedział, to jednak uczniowie Jego nie biegali po polach, aby Go szukać, lecz gromadzili się w jednym miejscu na wspólnej modlitwie. Jednym z takich pierwszych miejsc był Wieczernik, gdzie wcześniej odbyła się ostatnia wieczerza, gdzie nastąpiło Zesłanie Ducha Świętego, gdzie po dniach ciemności duchowej gdy stracili Mistrza, ujrzeli Go ponownie żywym. 

Bóg obiecał Dawidowi, że jego potomek Jego zbuduje Mu dom, a tron Boga będzie trwał na wieki. I zbudował swój Kościół, który jest żywą świątynią, a my wszyscy jesteśmy jego częścią, członkami żywego Mistycznego Ciała Chrystusowego. Przed Swoją śmiercią Pan Jezus obiecywał, że zawsze będzie z nami, aż do skończenia świata (zob. Mt 28, 20) i tak też się stało. Przebywa z nami w Najświętszym Sakramencie, ukryty w Tabernakulum, które można porównać do tronu, przed który możemy przyjść ze swoimi sprawami, problemami. Zresztą, sam Jezus nas do tego zaprasza, mówiąc “przyjdźcie do Mnie wszyscy którzy utrudzeni i obciążeni jesteście a ja was pokrzepię” (zob. Mt 11, 28), i tak też czyni. I jest tu realnie i rzeczywiście obecny. 

Ktoś może zapyta: a czy w innych chrześcijańskich świątyniach Go nie ma? Dla Boga nie ma granic nie do przekroczenia, szczególnie, gdy człowiek szczerze i gorąco za Nim tęskni, ale Obecność, która wypełnia tabernakula świata jest obecnością realną, fizyczną, widzialną, dotykalną. 

Kiedyś kapłani w Jerozolimie składali Bogu ofiary krwawe, teraz trwa jedna wieczna bezkrwawa ofiara na ołtarzach całego świata, a kapłani mają tę łaskę i dar, aby sprowadzać samego Chrystusa na ołtarz, który przeistacza się w stół suto zastawiony pokarmem z Nieba, w którym Bóg się nam ofiarowuje, czy więc godnym miejscem na tę czynność nie jest właśnie budynek do tego celu przeznaczony, gdzie możemy w tej Ofierze uczestniczyć, gdzie możemy zbierać się w duchowym Wieczerniku, na wspólnym trwaniu i oczekiwaniu Pana?

Myślę, że do tego ten budynek jest jak najbardziej potrzebny. I choć można modlić się w polu, na łące, górach, pracy, choć można tam szukać Boga i kontemplować Go, to tak naprawdę znajdują Go tam jedynie ci, którzy potrafią Go odnaleźć w duchu i prawdzie w Wieczerniku. Wielu świętych było przenikniętych za życia zachwytem nad naturą – św. Jan Paweł II kochał wędrować po górach, św. Joanna Beretta Molla szusowała po górskich stokach na nartach, św. Elżbieta od Trójcy Świętej w swoich wierszach opisywała wewnętrzne poruszenia, jakich doznawała podczas kontaktu z przyrodą, św. Franciszek w najdrobniejszym źdźble trawy widział odbicie Bożego piękna. Bo jedno nie kłóci się z drugim. Bóg stworzył piękny świat, żebyśmy się nim radowali i z niego czerpali, ale ustanowił także Kościół, w którym chce przebywać w szczególny sposób i mimo, że w każdej sekundzie życia i w każdym miejscu możemy doświadczać Jego bliskości, to w kościele, podczas Mszy czy Adoracji, w szczególny sposób możemy się do Niego zbliżyć. Za ten dom Boga, za “namiot spotkania”, który w wielkanocny poranek rozbił dla swoich wiernych Chrystus, bądźmy zawsze, a zwłaszcza w nadchodzącą niedzielę, kiedy w jedności świętować będziemy rocznicę poświęcenia własnego kościoła, wdzięczni. 


Przejdź do ćwiczenia duchowego
Mariusz Żmuda

Mariusz Żmuda

Jestem osobą świecką, fascynuje mnie duchowość Karmelu i osoba św. Tereski. W swojej codzienności: w małżeństwie, w pracy zawodowej i w relacjach z innymi ludźmi staram się realizować Jej “Małą Drogę”. Pociąga mnie styl życia wyrażający się w duchowej postawie Marty i Marii z Betanii. Interesuję się także misjami, zwłaszcza tymi prowadzonymi przez moich przyjaciół oo. Werbistów.