Formacja, motywacja i inspiracja

Playlista złamanego serca

4 tygodnie temu

To nie będzie długi wpis, bo też nie ma o czym długo rozprawiać. Tak się złożyło w moim, i pewnie nie tylko w moim, życiu, że zdarzyło mi się mieć złamane serce – przez chłopaka, rodziców, przyjaciół, siebie samą. Generalnie nic przyjemnego i pewnie nie muszę do tego nikogo przekonywać.

Gdy miałam dziewiętnaście lat przytrafiło mi się to pierwszy raz. Wcześniej przeżywałam jakieś zawody sercowe, odrzucenia, nieporozumienia, kłótnie – niekoniecznie z obiektem westchnień, ale na przykład z przyjaciółmi, ale dopiero tamtej wiosny 2014 roku zrozumiałam, o co tak naprawdę chodzi Adele w albumie „21”. I jako szalenie dramatyczna młoda niewiasta, kompletnie oszalałam. Zrobiłam sobie specjalną playlistę na YouTube, na której wylewałam hektolitry łez, razem z wokalistą Kodaline wychlipując refren piosenki „All I want”, a strony z pamiętnika z tamtego okresu zioną rozpaczą, zranieniem, a przede wszystkim brakiem zrozumienia, co właściwie się stało. To, jak bardzo pokiereszowana byłam pamiętają z pewnością moje przyjaciółki, bo z perspektywy pięciu lat, muszę przyznać – widok był spektakularny. Nosiłam czarne ubrania, trzy miesiące ciągle płakałam, nie chciałam pić, jeść i spać. Codziennie niczym najlepiej wytłuczony kotlet, obtaczałam się w depresyjnej panierce zbudowanej z przygnębiającej muzyki, przeglądania starych zdjęć oraz rozmów i oglądania filmów, które jedynie wprowadzały mnie w jeszcze większy stan beznadziei. Z drugiej strony próbowałam cały czas robić dobrą minę do złej gry. Na pytania czy schudłam, odpowiadałam z uśmiechem, że tak i dziękuję – nikt nie musiał wiedzieć, że nie byłam w stanie jeść. Na pytania skąd ta czerń, starałam się mówić, że eksperymentuję z modą, że szukam swojego stylu albo coś podobnego. Czy gdzieś po drodze mi odbiło? Z całą pewnością, ale nie mam o to do siebie żalu. Gdybym wtedy tak dotkliwie tego nie przeżyła, kto wie, jak dziś radziłabym sobie z zawodami.

Dziś umiem się z tego śmiać. Umiem przeglądać tamtą playlistę z lekką nostalgią, a zbędne zdjęcia wyrzuciłam, bo w sumie po co miałabym je trzymać? Potrzebowałam wielu miesięcy, żeby stanąć na nogi. Ale w tym wpisie nie chodzi o moją opowiastkę z młodości o tym jak na własne życzenie pokopałam własne serce. Raczej chodzi o to, co z tego wyniosłam. Bo chociaż jestem starsza, mądrzejsza i bardziej rozgarnięta życiowo, dalej zdarza mi się źle ulokować uczucia. Jednak zmieniło się to jak podchodzę do moich niepowodzeń.

W tamtym czasie robiłam niemal wszystko, żeby sobie jakoś ulżyć w cierpieniu. Czytałam książki, imprezowałam, płakałam, od rana do nocy siedziałam u przyjaciółki czy w bibliotece. Wszystko to dla zabicia czasu i odcięcia się od siebie. Naprawdę starałam się zająć sobie czymś głowę. To czego jednak nie robiłam tak namiętnie to nie oddawałam tego złamanego serca Bogu, jako Jedynemu, który może je uleczyć, chociaż trąci to straszną kliszą. Byłam jednocześnie zła na Niego, że „Halo halo, czemu mi to robisz, Panie”, kiedy jedyną osobą, która naprawdę robiła mi krzywdę, byłam ja sama, codziennie dokopując sobie bardziej.

Dziś moje małe i duże zranienia staram się znosić nieco inaczej. Co się w takim razie zmieniło? Nie pozwalam sobie już na płacz? Pozwalam, lubię sobie popłakać. Może nie słucham tej mojej muzyki? Słucham, chociażby dlatego, że naprawdę nie lubię zbyt wesołych utworów, nawet w te dobre dni. Otóż do mojej playlisty złamanego serca dodałam kilka pozycji, aczkolwiek nie z YouTuba. Myślę, że nie jestem jedyną, która ma problemy z tym, aby dziękować i uwielbiać, gdy jest ciężko. Kiedy patrząc tylko rozumowo, nie ma za co dziękować. Nie ma za co uwielbiać. I wbrew pozorom, to właśnie wtedy tego uwielbienia i dziękczynienia potrzebujemy najbardziej. Potrzebujemy zauważyć, że nasz dołek, to nie jedyne co mamy w życiu, a te kilka słów za dużo od drugiej osoby, to nie musi być prawda o nas.

Jako że nigdy nie byłam orłem spontanicznej modlitwy – pomimo tylu lat w Oazie – z pomocą w tej sytuacji przychodzą mi Psalmy. Takie gotowce modlitwy. Gotowce wybaczenia, żalu, przeproszenia i uwielbienia. Prowadzą mnie za rękę, kiedy nie wiem dokąd iść. Pomagają mi odpuścić, zejść z tej złości i nieco okiełznać smutek. I jeśli ktoś oczekiwał, że na koniec pojawi się tu top 10 najlepszych Psalmów, niestety, muszę rozczarować. Chociażby dlatego, że tak jak w muzyce każdy słyszy trochę co innego, tak w Słowie Bożym, każdy powinien zatopić się indywidualnie. Trochę się teraz wymądrzam, bo doskonale wiem, że wcale nie jest tak łatwo, ale właśnie dlatego piszę ten tekst – trochę do Ciebie Czytelniku, a trochę do siebie. Żebyśmy w tej pędzącej wyścigówce rozczarowania pamiętali, żeby nie zamieniać się w smutne burrito i nie czekać, aż roztrzaskamy się o pierwsze drzewo lub rozjedziemy jakiegoś gołębia, a wyściubili nosy spod koców, zapięli pasy bezpieczeństwa i spróbowali oddać kierownicę lepszemu Kierowcy niż my.


Zuzanna Maleta

Zuzanna Maleta

Wychowałam się w formacji Ruchu Światło-Życie, gdzie jestem do tej pory. Zawodowo pracuję w korporacji, natomiast prywatnie w wolnych chwilach opowiadam ludziom o historii warszawskiej architektury.