fbpx

Styl życia

Módl się i pracuj

3 miesiące temu

Módl się i pracuj – czy jest to możliwe w dzisiejszym zabieganym świecie? Praca, rodzina, po drodze zakupy i domowe obowiązki, a kiedy znaleźć czas na modlitwę? Po ciężkim dniu człowiek pada zmęczony, ledwo co wpatrując się w szklany ekran telewizora. Nieraz słychać słowa, że modlitwa dobra jest dla sióstr zakonnych i księży, oni są od tego i oni mają na to czas. Dzień zakańczamy albo patrząc optymistycznie w przyszłość lub pesymistycznie, z pretensjami do Boga i świata, że nie jest tak, jakbyśmy chcieli, żeby było. Na domiar złego to, co podczas odpoczynku miało nam dać relaks i spokój, rozrywa nas od środka bombardując  masą niepotrzebnych informacji, najczęściej pokazując zło tego świata.

A gdybym ci powiedział, że praca też może być modlitwą? Tak, ofiarowana Bogu z miłością i z miłości do Niego, taką się staje. Święta Teresa od Dzieciątka Jezus mawiała:

Wszystko zbierać, wszystko łączyć, wszystko ofiarować.

Jak to robiła? Wszystkie obowiązki dnia codziennego, te przyjemne i te trudne, wszystkie drobne i większe ofiary, zbierała jak bukiet ułożony z wielu kwiatów i składała go u tronu Najwyższego. Powiesz pewnie, że w klasztorze miała na to czas. Nie,  czas płynie tam tak samo, a życie klasztorne to nie tylko modlitwa. Siostry nie siedzą cały czas na ławeczkach z brewiarzem czy Biblią w dłoni. Mają ogrody, sady, zajmują się chorymi, uczą w szkołach, prowadzą stołówki, a za klauzurą piła czy siekiera też nie są im obce. Jak wszyscy inni sprzątają np. toalety. I wiesz, takie mycie toalet też staje się modlitwą, gdy z miłością jest robione i z miłości do Boga jest Mu ofiarowane.

Ora et labora – ta łacińska sentencja jest benedyktyńskim zawołaniem, ich praca zwłaszcza w średniowieczu, gdy przepisywali tysiące stron ksiąg, każdą z nich dopieszczając piękną kaligrafią, była żmudną formą modlitwy. Bracia w wielu klasztorach, tak jak siostry, mają wiele codziennych prac, najprostszych czynności codziennie wykonywanych, które stają się modlitwą.

Praca, która staje się modlitwą w zakonnej codzienności, jest możliwa również dlatego, że taka siostra czy brat przez cały dzień starają się trwać w Bożej obecności. Św. Teresa od Jezusa, bosa karmelitanka z Avila, jest dla nas przykładem, jak trwać:

Radzi nam byśmy zawsze mieli w swoim sercu, ale też w wyobraźni Dobrego Boga i razem z Nim starali się przeżywać swoją codzienność. Powie, że życie wtedy staje się prostsze, bo mamy przy sobie Kogoś, komu możemy powierzyć wszystko – swoje serce, przeróżne sytuacje, osoby, emocje, uczucia. To co radosne i to co bolesne; to co zwyczajne oraz to co niespodziewane; nasze sukcesy oraz porażki.
o.Paweł Hańczak OCD

Powiesz ok, zgadza się, ale to jest klasztor, a życie w świecie jest jednak inne. No dobrze, odbiega ono pod pewnymi względami od tego za murami klasztoru, ale jeśli decydujesz się spędzić swoje życie z Jezusem u boku to i w świecie możesz nauczyć się trwać w Jego obecności, a twoja praca będzie stawała się modlitwą. Wzorem takiego człowieka żyjącego w świecie, wpatrzonego w Jezusa, ba, trwającego całymi dniami i nocami w Jego obecności, był św. Józef, patron dnia dzisiejszego. Pracował naprawdę ciężko całymi dniami.  Jego praca stała się bardziej intensywna, gdy stał się opiekunem Maryi i Jezusa, wpatrzony w tych dwoje wykonywał swoją pracę z miłości do nich. Był człowiekiem modlitwy i czynu, któremu Bóg zaufał tak bardzo, że Sam oddał mu się pod opiekę.

Józef, człowiek sprawiedliwy, jak mówi o nim Pismo Święte, cichy, wrażliwy na głos Boga, wpatrzony w Jezusa i Jego Matkę, wspaniały wzór do naśladowania dla nas, żyjących we współczesnym świecie. Jego heroizm wypływał z modlitwy i relacji z Bogiem i poprzez pracę się wyrażał.

Tak, ale Józef miał Jezusa fizycznie obok siebie, miał też Maryję, mógł się w nich wpatrywać i w czasie modlitwy, i pracy, mógł ofiarować się w pełni cały dla Nich. Tak, ale możemy i my, też mamy Go  obok siebie. Gdy w zabieganym świecie, w huku i gwarze miejskich ulic, w miejscu pracy, trudno jest skupić się na modlitwie, wtedy przychodzi nam z pomocą krzyż wiszący gdzieś na ścianie, czy na wieży mijanego kościoła lub stojący obok niego. Nie potrzeba dużo, jedno miłosne wejrzenie, westchnienie serca, wzrok zatrzymany na Nim, i już nasze myśli biegną ku Niemu szukając Go i pomagają nam stawać w Jego obecności. A nasze spojrzenia, słowa, praca, nasza codzienność ofiarowana Jemu, staje się bezustanną modlitwą.


Mariusz Żmuda

Mariusz Żmuda

Jestem osobą świecką, fascynuje mnie duchowość Karmelu i osoba św. Tereski. W swojej codzienności: w małżeństwie, w pracy zawodowej i w relacjach z innymi ludźmi staram się realizować Jej “Małą Drogę”. Pociąga mnie styl życia wyrażający się w duchowej postawie Marty i Marii z Betanii. Interesuję się także misjami, zwłaszcza tymi prowadzonymi przez moich przyjaciół oo. Werbistów.