fbpx

Styl życia

Kto wytrwa do końca, będzie zbawiony

5 miesięcy temu

Narodziny i śmierć, radość i smutek, te dwie rzeczywistości obecne są w całym naszym życiu. Może dlatego właśnie Kościół co roku nazajutrz po radosnym Gloria, sprowadza nas niejako na ziemię, przypominając nam męczeńską śmierć św. Szczepana, a Jezus w swojej Ewangelii mówi o wytrwaniu do końca. Bo trwać przy Nim to nie tylko trwać w radości i uniesieniu,ale w codziennym znoszeniu różnorakich trudów dla Niego:

Każdy kto chce iść za Mną niech bierze krzyż swój i Mnie naśladuje. 

Szczepan dał w ostatniej chwili życia świadectwo o Panu Jezusie i przelał krew swoją z miłości do Niego. Nie każdemu z nas to będzie dane, ale każdego z nas zaprasza dziś Pan do takiego właśnie trwania przy Nim.  Osoba kochająca uczestniczy w życiu osoby kochanej, kochając Jezusa uczestniczymy w Jego życiu każdego dnia, każdego dnia radujemy się ale i umieramy dla Niego. Każdego dnia trwając przy Nim narażeni jesteśmy na bycie w nienawiści u innych, tylko z tego właśnie powodu. Oskarżają nas, oczerniają, mówią wiele kłamliwych słów, a nawet z powodu trwania przy Jezusie i Jego Słowie wykluczają nas ze swoich środowisk, rodzin. Stajemy się nieprzyjaciółmi w swoim własnym domu. Ciężko jest wtedy trwać, dawać świadectwo jak Szczepan. Jedyne co nam pomóc może w wytrwaniu to Miłość, tylko ona zdolna jest nas prowadzić bezpiecznie mimo burz i sztormów życiowych, tylko ona jest nam światłem w ciemności i ochłodą w skwarze południa.

Nie ma miłości bez cierpienia. Miłość to wielki trud cierpienia.
Eremita Ove

Idąc z Miłością przez naszą codzienność, stajemy się Szczepanami.

Na blogu, z którego cytat zamieściłem powyżej, natrafiłem na opis tego jak często sami siebie mylimy lub wręcz oszukujemy, krocząc za Panem. Słowa te wzbudziły we mnie pytania: czy rzeczywiście kroczymy wtedy za Jezusem, czy za swoimi wyobrażeniami kroczenia po Jego śladach? Jedna pomyłka, to nadmierna radość, druga – nadmierny smutek. Odnosi się to nie tylko w relacji naszej do Jezusa, ale również do drugiego człowieka. 

Nadmierna radość sprawia, że wszystko sprowadzamy do przyjemnych przeżyć i uczuć, bo, jak potocznie się teraz mówi, “musi coś się dziać”. Tylko wtedy jest z nami Pan, tylko wtedy towarzyszy nam Jego Duch, padają słowa “kocham Cię” itp. Ale, jak to pisze cytowany już Eremita, jest to “iluzja kochania bez cierpienia”. W takich momentach przychodzą mi zawsze na myśl słowa pieśni “wszystko zniosę dla miłości twej…” Rzeczywistość niestety często odbiega od tych słów, a gdy tylko dopadnie nas jakieś cierpienie, choroba, niezrozumienie, nie potrafimy trwać.

Nadmierny smutek, czy raczej cierpiętnictwo, sprawia, że nasze znoszenie cierpienia jest jednocześnie odrzuceniem wszelkiej radości, wszelkich uniesień, bo cierpimy. Ale tylko kochając tak naprawdę potrafimy radować się i cierpieć. Bez Miłości nasze cierpienie staje się ciężarem, który nas przygniata, a wolność wyboru staje się wymuszoną koniecznością niesienia tego krzyża, który nas przytłacza.

Dzisiejsze czytania ukazują nam dwie postacie, które w sposób doskonały opanowały trwanie przy Bogu w radości i smutku. Szczepan, jak czytamy – pełen łaski i mocy działał cuda i znaki wielkie wśród ludu. Można by rzec, że tam gdzie się pojawił,  tam “się działo”. Ale gdy wypełniły się jego dni na ziemi, dał świadectwo nie tylko słowem, ale i własną krwią o Tym, którego miłował, w cierpieniu doświadczając także radości płynącej z bliskości Boga.

Druga postać z dzisiejszych czytań, to człowiek, który w dniu śmierci Szczepana wcale nie jest święty; mający współudział w jego męczeństwie, dyszący chęcią wymordowania wszystkich wyznawców Jezusa. Spotkanie pod Damaszkiem zmieniło jego życie, z Szawła stał się Pawłem, z prześladowcy zmienił się w gorliwego Apostoła. Trwał przy swoim Mistrzu przez całe swoje życie, w chwilach radosnych, gdy działał znaki i cuda, gdy widział i wskrzeszenia i uzdrowienia, ale trwał również, gdy dotknęło go cierpienie, więzienie, prześladowanie. Trwał także wtedy, gdy widział całą swoją marność i grzeszność. Był człowiekiem, który dostąpił tak wielkich łask i uniesień, że aby, jak to sam napisał, nie wpaść w pychę, został mu dany oścień dla ciała, który policzkował go dniem i nocą, ale który nie odebrał mu radości głęboko zakorzenionej w relacji z Bogiem. 

Drugi dzień Świąt to dla niektórych już praktycznie po świętach, a tymczasem w parotygodniowy okres bożonarodzeniowy wprowadza nas właśnie radość narodzin i cierpienie śmierci. Nad betlejemską grotą widzimy nie jeden, a dwa znaki wyróżniające chrześcijaństwo – gwiazdę betlejemską i krzyż. Przez najbliższe dni, kontynuując rodzinne spotkania i kolędowanie, warto pamiętać, że życie to taka swoista mozaika ułożona z różnych kawałków, które czasami mogą sprawiać wrażenie, że do siebie nie pasują. Czasami tak bardzo skupiamy się na dążeniu do doskonałości, że możemy przegapić Boga, który niczym niezrażony przychodzi z łaską pokoju i radości do naszej nędzy. Innym razem pozwalamy, aby cierpienie tak bardzo przysłoniło nam Jego obecność, a przecież w chwili swojej męczeńskiej śmierci Szczepan widział otwarte nad sobą niebo i Boga, który był blisko. Bo taki jest sens życia i sens Bożego Narodzenia. Bóg pragnie być blisko, w dobrych i trudnych momentach, w radości i w cierpieniu. 


Mariusz Żmuda

Mariusz Żmuda

Jestem osobą świecką, fascynuje mnie duchowość Karmelu i osoba św. Tereski. W swojej codzienności: w małżeństwie, w pracy zawodowej i w relacjach z innymi ludźmi staram się realizować Jej “Małą Drogę”. Pociąga mnie styl życia wyrażający się w duchowej postawie Marty i Marii z Betanii. Interesuję się także misjami, zwłaszcza tymi prowadzonymi przez moich przyjaciół oo. Werbistów.