fbpx

Styl życia

Jeśli umrę zanim umrę, to nie umrę kiedy umrę…

1 miesiąc temu

Listopad już od pierwszych swoich dni kieruje nasze myśli ku przemijaniu, wieczności, sensowi życia. Myślom takim sprzyja również aura. Cała przyroda zdaje się usypiać. Przeorane pola pokazują nam grudy czarnej, przesiąkniętej wilgocią, ziemi; mieniące się jeszcze nie tak dawno kolorami jesieni liście opadają, rozpadając się w proch. Słońce ustępuje swego miejsca deszczowym chmurom i mgłom. Płonące znicze na cmentarnych mogiłach mówią nam o czymś co nieuchronne, a co chcielibyśmy odsunąć jak najdalej od siebie. Umieranie – tak ciężko nam się z nim pogodzić. Zostawiamy wtedy wszystko, tam nic nie jest nam potrzebne z tego, co tu na ziemi było nam niezbędne do życia. Lecz…

Jeśli umrę zanim umrę, to nie umrę kiedy umrę.
Św. Jan od Krzyża

Równie ciężkie jest umieranie o którym wspomina św. Jan od Krzyża, bo jest codziennym ogałacaniem się ze wszystkiego, co nas oddala od Boga. Umrzeć zanim się umrze, to zniszczyć w sobie wszystko, co nas prowadzi ku grzechowi, co nas zniewala, co nie pozwala nam zrzucić z siebie starego człowieka i stać się nowym. 

Sami z siebie nie jesteśmy jednak w stanie tego uczynić. Uśmiercając w sobie nasze przywary, przywiązania, wszelkie zniewolenia, rodzimy się na nowo już tu na ziemi. Myślę, że właśnie o takim narodzeniu mówił Pan Jezus do Nikodema:

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego.
(J 3, 3)  

I gdy dodawał: 

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego.  To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić.
(J 3, 5-7)  

Aby powtórnie się narodzić, aby osiągnąć życie wieczne, należy umrzeć – jak nam to wskazuje święty doktor Kościoła – zanim zastanie nas śmierć cielesna. Wtedy “nie umrę, kiedy umrę…”

Wpatrując się w te słowa można by rzec, że to takie “masło maślane”, bo trzeba umrzeć, aby nie umrzeć, kiedy się umrze. Z pomocą i wyjaśnieniem przychodzi nam samo Słowo: 

To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem.
(J 3, 6) 

A św. Paweł Apostoł dodaje: 

Jesteśmy więc, bracia, dłużnikami, ale nie ciała, byśmy żyć mieli według ciała. Bo jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała – będziecie żyli.
(Rz 8, 12-13)

Żyjąc według ciała pozornie żyjemy pełną piersią, zagarniając od życia ile się da. Nie ma grzechu, nie ma wyrzeczeń czy umartwień, wszystko mi wolno i wszystko mi się należy. Śmierć – nie myślimy o niej, no chyba  że gdzieś obok kogoś dotknie, ale i to myślenie jest tylko chwilowe. Wprawdzie narodziliśmy się z wody i Ducha, ale zatraciliśmy to po drodze, bo niemodne, staroświeckie, tracące średniowieczem, niepotrzebne. Życie to ciągła zabawa i jeśli nawet przez chwilkę chcielibyśmy się zastanowić nad sobą, to już obok stoi “usłużny szary duszek”, który usypia naszą czujność pokazując nam grzeszki i występki innych, zwłaszcza tych, którzy są niby tacy “święci”. Wydaje nam się, że żyjemy, ale tak naprawdę umieramy zanim umrzemy tak na dobre. I to nie jest ta śmierć, o której mówił św. Jan od Krzyża, bo on mówił o śmierci, która prowadzi nas do życia, a nie o śmierci, która z nas życie wysysa. 

Żyjąc według Ducha nie jesteśmy wolni od upadków, pokus, od różnego rodzaju grzesznych występków. Upadamy, lecz Duch, który nas prowadzi, pomaga nam się podnieść i iść dalej. To On wzbudza w nas to, co dobre i pomaga w realizacji dobrych zamiarów, wzbudza w nas miłość, pragnienie Boga i uczy nas, abyśmy to właśnie Jego przedkładali nad wszystko inne. 

Korzystajmy z dobrodziejstw świata lecz nie pozwalajmy mu się zniewolić. Jeżeli już, to przy pomocy Ducha wyzbywajmy się tego, jak niepotrzebnego balastu. Zadajmy śmierć żądzom ciała, pokusom, wszystkiemu, co nas może odwieść od Boga i celu, ku któremu zmierzamy. Zadając śmierć temu, co cielesne w nas, umierajmy zanim umrzemy, i nie bójmy się tej śmierci. 

Wpatrując się w otaczający nas świat dostrzec możemy ciągły cykl umierania i narodzin. Drzewo, aby stać się drzewem, musi wpierw być nasionem, które obumiera. To również dzieje się z naszą duszą, musimy pozwolić jej obumierać, aby mogła żyć. Taki paradoks. Jeżeli prowadzi nas Boży Duch, to nie musimy bać się śmierci, bo jak mówił inny doktor Kościoła, św. Augustyn: 

Śmierć, której ludzie się boją, to jest odłączenie duszy od ciała, natomiast śmierć, której ludzie się nie boją, a bać powinni, to jest odłączenie od Boga. 


Przejdź do ćwiczenia duchowego
Mariusz Żmuda

Mariusz Żmuda

Jestem osobą świecką, fascynuje mnie duchowość Karmelu i osoba św. Tereski. W swojej codzienności: w małżeństwie, w pracy zawodowej i w relacjach z innymi ludźmi staram się realizować Jej “Małą Drogę”. Pociąga mnie styl życia wyrażający się w duchowej postawie Marty i Marii z Betanii. Interesuję się także misjami, zwłaszcza tymi prowadzonymi przez moich przyjaciół oo. Werbistów.