Rozwój

Słowa zmieniają świat

1 miesiąc temu

To, co robimy, a nie to, co mówimy, zmienia świat. Słyszałeś to kiedyś? Ja wielokrotnie. Nigdy nie zatrzymywałem się nad tym. Nie rzucałem refleksji na, wydawać by się mogło, proste stwierdzenie, które aż głupio podważać. Tak było do niedawna. Dziś patrzę na to inaczej. Słowa są ważne, bo to od nich zaczyna się działanie. Czyż nie?

Pamiętam, jak przyszedł mi do głowy szalony pomysł, żeby przeczytać całe Pismo Święte od początku do końca. Od pierwszego rozdziału Księgi Rodzaju do Apokalipsy św. Jana. Kiedy podzieliłem się moim pomysłem z pewną bliską mi osobą, skwitowała to jednym zdaniem – „Zwariowałeś! Po co ci to?” Hmm… Czy wszystko musi być po coś? Czy za każdym zamiarem czy celem musi pójść określona gratyfikacja (nagroda) lub spełnienie? Mam w sobie takie pragnienie i chcę to zrobić… tak po prostu.

Słowa mojego przyjaciela nie były dla mnie bez znaczenia. Myślałem o nich, czasami dochodziłem do wniosku, że może ma rację, by za chwilę puknąć się w głowę z zupełnie odwrotną myślą. Zauważyłem, że to, co mówimy, może budować, ale też niszczyć, może skłaniać do działania, ale i zniechęcać, może komuś pomóc, ale i zaszkodzić. Często „klapniemy” coś zupełnie bez namysłu i zastanawiamy się, jak to potem odkręcić. Nie zawsze da się odkręcić. Wtedy najgorzej jest zostawić temat, stwierdzając, że „czas” rozwiąże sytuację. A czas niestety nie załatwi sprawy.

Przy temacie słów jedną z podstawowych zasad, tak mi się przynajmniej wydaje, jest nastawienie. Nie mogę, zasiadając z kimś do rozmowy, być przekonanym, że wyjdzie z tego samo zło, że druga strona nie ma mi nic dobrego do powiedzenia. Jeśli tak myślę, to po siadać? Po co mówić? Po co rozmawiać? Siadając z kimś do rozmowy, muszę zostawić miejsce i przestrzeń dla drugiej strony. To w relacjach uczymy się najwięcej. Słuchając i wyciągając wnioski, możemy budować relacje. Nie da się budować relacji, ciągle nadając w dodatku o byle czym.

Nie od dziś wiadomo, dlaczego człowiek ma dwoje uszu, a jedne usta. Po to, by więcej słuchać, a mniej mówić. Dlatego też czasami warto przemilczeć to, co chce się powiedzieć, zanim nie usłyszymy, co druga strona ma do powiedzenia. Zrezygnować czasami z siebie, aby zrobić miejsce dla kogoś, kto może powiedzieć coś więcej niż się spodziewaliśmy.


Marcin Kaczmarczyk

Marcin Kaczmarczyk

Przez większość życia, z własnego wyboru, poza Kościołem, wiarą i Bogiem. Kilka lat temu wróciłem i uczę się życia z Nim. Biorę od Niego pełnymi garściami: nadzieję, motywację i siłę do wstawania z kolan, gdy upadnę. Po za tym piszę. A to moje dzieci: Bóg ma 20 lat, Charyzmatyk z Nazaretu, Biblia nie gryzie oraz powieść Strażnicy Raju.