Rozwój

Boże, zrób tak, jak ja chcę

1 tydzień temu

Nie bierz ciężaru ponad swoje siły.
(Syr 13, 2)

W jednym z irlandzkich żartów staruszek o imieniu O’Malley postanowił wybrać się na zakupy do supermarketu. Prosił Boga o załatwienie miejsca parkingowego. Obiecał, że jeśli tylko Bóg znajdzie dobre miejsce, to on będzie Go uwielbiał i zacznie codziennie chodzić na mszę. Kiedy tylko dojechał do głównej ulicy, zobaczył puste miejsce parkingowe przy samym wejściu do sklepu. Stwierdził wtedy, że sam sobie poradził i Pan Bóg nie musi mu już pomagać.
Nasza relacja z Bogiem też czasem wygląda tak, jak w tej historii. Nie potrafimy dostrzec w naszym życiu Bożych interwencji i wolimy radzić sobie sami. Tymczasem Bóg ma plan na każdy dzień naszego życia. Naszym zadaniem jest ten plan dostrzec i wcielić go w życie… A jak wygląda Twój dzień? Zapewne podobnie jak wielu innych ludzi masz na głowie tysiące obowiązków  – szkoła, praca, rodzina, przyjaciele. Przy okazji jeszcze zakupy, gotowanie obiadu, podlewanie kwiatków, załatwianie ważnych spraw, które przecież nie mogą poczekać ani chwili dłużej. Jeśli jeszcze przy tym wszystkim uda Ci się nie rozlać misternie parzonej kawy, nie zapomnieć odebrać dziecka z przedszkola i nie spóźnić się na ważne spotkanie, to możesz zaliczyć ten dzień do udanych. Spoglądasz wtedy w lustro i mówisz: „Ale jestem super, wywiązałem się ze wszystkich obowiązków!” I żyjesz sobie dalej, dopóki nie okaże się, że natłok spraw, które wziąłeś na siebie, zupełnie Cię przytłacza i już sam nie wiesz, czy dasz sobie radę sam. Czasem stajesz wtedy na rozstaju dróg. Z jednej strony możesz wybrać drogę radzenia sobie dalej samemu (jednak zdajesz sobie sprawę, że twoje siły mogą nie wystarczyć), z drugiej strony możesz wybrać pomoc Boga. Załóżmy tę bardziej optymistyczną wersję (z punktu widzenia chrześcijanina)  – wybierasz drugą drogę. I co się dzieje dalej? Krok za krokiem podążasz tą drogą, zaczynasz prosić Boga o pomoc, modlisz się… I tutaj także pojawiają się schody, a właściwie nowe rozdroże. Masz do wyboru albo podporządkowanie się Bożemu planowi, albo modlitwę (teoretycznie). Jest to jednak modlitwa, która nie prowadzi do wypełnienia Bożej woli, a jest tylko kreowaniem własnych wizji pod pretekstem “ale przecież się o to modlę, na pewno Pan Bóg wysłucha mojej prośby, bo wcale nie jestem taki, jak tamten, czy tamta…”. Dobrym przykładem na to są dwie osoby, które starają się o pracę, jednak tylko jedna z nich może dostać to wymarzone stanowisko. Pierwsza chce być uczciwa i modli się o tę pracę. Druga natomiast, nie zważając na uczciwość, manipuluje i próbuje to zrobić za pomocą różnych przekrętów. Ta, która się modliła, kreuje swoją wizję, jest przekonana, że jeśli prosi o pomoc Boga i stara się być fair, a na pewno Pan Bóg wysłucha jej modlitwy i to ona zasiądzie na tym stanowisku. Podpiera się więc Bogiem, ale od razu zakłada swoją wersję wydarzeń. Kiedy okazuje się, że nie ona została tą “szczęściarą”, zaczyna obwiniać o to właśnie Boga. Nie zauważa, że prawdopodobnie to jest Jego plan i być może Bóg przygotował dla niej jeszcze lepszą pracę, w której będzie się dużo bardziej spełniać. Tak naprawdę to nie ona dostosowała się do woli Boga, tylko Bóg miał dostosować się do jej planu. Czasem wydaje nam się, że jesteśmy superbohaterami, którzy posiadają tajne moce, pozwalające okiełznać ten świat i sprostać wszystkim wyzwaniom. Najchętniej wszystko zrobilibyśmy sami, nie zważając na plany, jakie ma względem nas Bóg. Nie chcemy prosić Go o pomoc, bo przecież sami sobie wspaniale dajemy radę. Pytanie tylko, jak Bóg może zacząć działać i zmienić coś w naszym życiu, skoro Mu na to nie pozwalamy? Pomimo tego, że jest Bogiem, to nie może wejść z butami w nasze życie, dopóki my sami nie wyrazimy na to pełnej zgody. To prawda, że ta zgoda wymaga od nas często nie lada poświęcenia, zaparcia się siebie i swoich wizji, ale za to jak wielka będzie nasza nagroda… Wiedzą to ci, którzy już podjęli to ryzyko i zaufali.
Panie Jezu, nie pozwól nam zgubić się w wirze tego świata i pomóż nam otworzyć serca na Twoje działanie!


Katarzyna Bogacz

Katarzyna Bogacz

Bardzo lubię malować, tańczyć oraz spędzać czas z małymi dziećmi. Cieszę się, kiedy mogę komuś pomóc. Staram się dawać innym to, co we mnie najlepsze. Mam wielką potrzebę dzielenia się z innymi doświadczeniem miłosiernego Boga i świadczenia o Jezusie wśród ludzi.