Motywacja

Garncarz od szczęścia

1 tydzień temu

Miałem w swoim życiu takie rzeczy, do których byłem egzystencjalnie przywiązany. Nie traktowałem ich w sposób magiczny, jako amulety czy inne takie, były jednak dla mnie na tyle ważne, że nigdy ich nie wyrzuciłem. Byłem do nich przywiązany i bez nich czułem się jakoś tak nieswojo. Gdy ich nie było przy mnie, to wierciłem się, kręciłem, nie mogłem skupić uwagi. Gdy były, porządek wracał.

Wbrew obiegowej opinii uważam, że rzeczy dają szczęście. Posiadanie czegoś, czego się pragnie, daje kopa. I nic w tym złego. Problem jednak w moim przypadku jest taki, że zastrzyk szybko przestaje działać. Uczucie szczęścia mija po nasyceniu się przedmiotem. I co wtedy? Wtedy chcę jeszcze… jeszcze więcej, jeszcze mocniej, jeszcze drożej.

„Złośliwość losu” polega na tym, że akurat w tym momencie na moim smartfonie, tablecie czy komputerze pojawiają się wyselekcjonowane reklamy, które dodatkowo pobudzają apetyt. I sam wpycham się dalej w przepaść posiadania. A przecież jestem na tym świecie tylko gościem. Nic, co tutaj posiadam, tak naprawdę nie jest moje. Zajrzyjmy do Pisma Świętego. W Księdze Jeremiasza jest taki fragment:

Słowo, które Pan oznajmił Jeremiaszowi: «Wstań i zejdź do domu garncarza; tam usłyszysz moje słowa». Zstąpiłem więc do domu garncarza, on zaś pracował właśnie przy kole. Jeżeli naczynie, które wyrabiał, uległo zniekształceniu, jak to się zdarza z gliną w ręku garncarza, robił z niego inne naczynie, według tego, co wydawało się słuszne garncarzowi.
Wtedy Pan skierował do mnie następujące słowo: «Czy nie mogę postąpić z wami, domu Izraela, jak ten garncarz? – mówi Pan. Oto bowiem jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy, domu Izraela, w moim ręku».
(Jr 18, 1-6)

Nic… ale to absolutnie nic nie zrobiłem w sprawie swojego przyjścia na świat. To nie ja powołałem się do życia. To nie ja zeswatałem rodziców. To nie ja obudziłem w ich sercu miłość, z której powstałem. To nie ja przekazałem i wymieszałem komórki, które teraz piszą to, co czytasz. Największy dar, jaki mogłem dostać, dostałem za darmo. Życie… dostałem za darmo od rodziców, i w co mocno wierzę, od Boga, który chce mnie na tym świecie.

Jakie w takim przypadku ma znaczenie posiadania rzeczy? Czy to nie zmienia perspektywy? Zostałem uformowany tak, jak napisane jest w Księdze Jeremiasza, przez garncarza. I to garncarz jest w stanie dać mi to, czego najbardziej pragnę… życie i szczęście, które nigdy się nie kończy. Zastrzyk tak mocny, że nie wymaga dawek przypominających.

Odkrycie bycia gościem na tym świecie zmienia absolutnie perspektywę. Inaczej patrzę na to, co mam, co mogę mieć i co dać. To nie znaczy, że mam teraz siedzieć i kontemplować nad darami, które dostaję. Mam je wziąć, pracować, pomnażać, cieszyć się z bycia ważnym dla świata i dzielić się tym, co dostaję.

Garncarzu, dziękuję Ci bardzo za to, że ulepiłeś mnie właśnie takim.


Marcin Kaczmarczyk

Marcin Kaczmarczyk

Przez większość życia, z własnego wyboru, poza Kościołem, wiarą i Bogiem. Kilka lat temu wróciłem i uczę się życia z Nim. Biorę od Niego pełnymi garściami: nadzieję, motywację i siłę do wstawania z kolan, gdy upadnę. Po za tym piszę. A to moje dzieci: Bóg ma 20 lat, Charyzmatyk z Nazaretu, Biblia nie gryzie oraz powieść Strażnicy Raju.