Inspiracje

To będzie piękny dzień

1 miesiąc temu

Lubię czasami ponarzekać. Tak po prostu, po ludzku, siadam i stwierdzam, że wszystko jest do niczego. Dzieję się tak, gdy świat związany z pracą wali mi się na głowę. Dziś nic nie sprzedałem, nie podpisałem umowy, jutro mam ciężkie spotkanie, z którego i tak nic nie będzie. Zaraz koniec miesiąca, a mi brakuje dwóch/trzech tysięcy złotych do zamknięcia obrotu. Ehh….

Tak, to moja codzienna rzeczywistość. Praca przedstawiciela handlowego, który żyje z tego, co podpisze z klientami. Kilometry za kółkiem, targety przed oczami i ten wieczny deadline nadchodzący jak huragan znad oceanu. Trzeba gonić. Non stop. Między kolejnymi spotkaniami, przyjmowaniem na klatę pretensji klientów, a bo coś nie dojechało, a uszkodzone, a myślałem, że będzie inne itd. Człowiek chciałby czasami walnąć głową w najbardziej chropowatą ścianę w mieście. Jednak piękne marzenie o wyładowaniu emocji przerywa kolejny telefon od klienta.

Mimo tego, co napisałem, lubię swoją pracę. Czasami mnie wkurza, ale dzięki niej nie muszę siedzieć przed komputerem, pilnując przyszłości własnych hemoroidów. Mogę spotykać całą masę ludzi, rozmawiać z nimi, zobaczyć wielką różnorodność charakterów. Czasami tracę cierpliwość i rozmawiając z kimś, widzę oczami wyobraźni, własną pięść miedzy oczami delikwenta. Pilnuję się jednak… żeby nie było.

Jest jeszcze jedna duża zaleta. W czasie gdy prowadzę auto, mam okazję, raz – odmawiać różaniec, dwa – słuchać Ewangelii w wersji audio, trzy – odsłuchiwać konferencje o tematyce najczęściej religijnej. To mi pomaga. Pomaga zatrzymać się w pędzie, w który tak chętnie wchodzę. Pomaga spojrzeć na rzeczywistość z innej perspektywy. Trochę wyhamowuję. Przyglądam się bałaganowi na nowo i szukam rozwiązania z chłodniejszą głową.

Chciałbym, wstając rano, mówić sam do siebie, że to będzie dobry dzień. Kolejne piękne 24h w moim życiu. Utopia? Raczej pole do codziennych ćwiczeń i praktycznej walki o zmianę nastawienia i punktu oparcia, który w dalszym ciągu zbyt często usytuowany jest na moich, a nie Jego barkach.

P.S. Trochę to nie moja nuta, ale ładnie jest i dobrze, więc polecam posłuchać ????

 


Marcin Kaczmarczyk

Marcin Kaczmarczyk

Przez większość życia, z własnego wyboru, poza Kościołem, wiarą i Bogiem. Kilka lat temu wróciłem i uczę się życia z Nim. Biorę od Niego pełnymi garściami: nadzieję, motywację i siłę do wstawania z kolan, gdy upadnę. Po za tym piszę. A to moje dzieci: Bóg ma 20 lat, Charyzmatyk z Nazaretu, Biblia nie gryzie oraz powieść Strażnicy Raju.