fbpx

Formacja

W poszukiwaniu Boga

4 tygodnie temu

Już po raz drugi w tym miesiącu Kościół przypomina nam postać Zacheusza. Kim był ów człowiek? Ewangelia mówi o nim, że był celnikiem i człowiekiem majętnym. Nie wiemy dokładnie, jak dorobił się majątku, ale znając realia ówczesnych czasów możemy domyślać się, że był to raczej nieuczciwy zarobek polegający na zwyczajnym złodziejstwie i wyzysku. Dla wielu był grzesznikiem wysługującym się Rzymianom. Z jakichś powodów zaintrygowała go osoba Jezusa, tak iż za wszelką cenę postanowił Go zobaczyć. Okazja nadarzyła się, gdy Jezus wraz ze swoimi uczniami przybyli do Jerycha. Jak mówi nam Ewangelista, Zacheusz wspiął się na Sykomorę, aby stamtąd lepiej widzieć to, co dzieje się na drodze, ponieważ niski wzrost i tłum bardzo mu w tym przeszkadzały. Gdy Pan przechodził w pobliżu tego drzewa, spojrzał w górę. Być może ich oczy spotkały się ze sobą zanim jeszcze padły słowa: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu (Łk 19, 5). Coś musiało wydarzyć się w sercu Zacheusza, który z radością postanowił ugościć Jezusa pod swoim dachem, że postanowił rozdać ubogim połowę majątku a wyrządzone   krzywdy wynagrodzić.

Z jakąś nostalgią w sercu spoglądam zawsze na ten fragment Ewangelii. Jest bliski memu sercu, może dlatego że wiele lat temu i do mnie przyszedł Jezus w gościnę. Co jakiś czas również odkrywam coś zupełnie nowego w tym fragmencie, co świadczy tylko o tym, że Słowo Boże jest żywe, uczy nas i prowadzi, jeśli Mu tylko na to pozwolimy. Wpatrując się w Zacheusza możemy dostrzec siebie i swoją postawę wobec Boga.

Być może bogactwo i władza pomagały Zacheuszowi zagłuszyć kompleksy z powodu niskiego wzrostu i niechęci, jaką wzbudzał jego zawód. I oto teraz on, nie przejmując się ludzką opinią, wchodzi na drzewo. Nieważne co będą mówić, że będą szydzić, że być może straci swoje stanowisko, wpływy – to wszystko schodzi na dalszy plan. Liczy się tylko Mistrz z Nazaretu. Potem gdy stwierdza, iż rozda połowę swego majątku, też się nie przejmuje opinią społeczeństwa. Ta postawa pokazuje jacy powinniśmy być, gdy już spotkamy w swoim życiu Pana, gdy On spojrzy na nas, gdy wejdzie do naszych serc. Wówczas nic nie powinno być ważniejsze niż On. Nie powinniśmy się wstydzić naszej wiary, naszej znajomości z Nim, nic nie powinno nam Go przesłaniać. Liczy się tylko Bóg, ja i misja, którą nam wyznacza podczas ziemskiego życia.

Słuchając niedawno tej Ewangelii i komentarza do niej zobaczyłem historię Zacheusza z innej perspektywy. W Ewangelii jest napisane:

Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.
(Łk 19, 4)

Wygooglowałem sobie z ciekawości ów ficus sycomorus, daje on podobno figi nieco gorszego gatunku, ale posiada za to dość gęste listowie, wśród którego łatwo się ukryć. Możliwe więc, że dlatego Zacheusz pobiegł naprzód w miejsce, w którym miał być Jezus, aby ukryć się bezpiecznie wśród listowia i nie być przez nikogo zauważonym, co przy jego niskim wzroście nie musiało być trudne.

To zachowanie Zacheusza pokazuje nam inną postawę, z którą często można się spotkać, tzn. pragnienie ujrzenia Jezusa, pragnienie służenia Mu, marszu za Nim, a jednocześnie strach przed utratą pracy, reputacji a może “świętego spokoju”. Z jednej strony chcemy być jak Zacheusz, szukamy Boga, ale z drugiej strony boimy się cokolwiek stracić z tego co posiadamy. Postawę tę dojrzeć możemy wśród ludzi którzy wstydzą się wiary, wstydzą swoich praktyk religijnych, wstydzą si modlitwy, chodzenia do kościoła. Wstydzą się, że ktoś ich wytknie palcem, coś stracą, będą obiektem kpin lub prześladowań swojego środowiska. Widać to również w Internecie, gdy boimy lub wstydzimy się przyznawać do swojej wiary – piszemy o Bogu, ale robimy to pod pseudonimem albo ograniczamy widoczność naszych postów przed ludźmi, którzy mogą nasze poszukiwanie Boga wykorzystać przeciwko nam. Pragniemy ujrzeć Jezusa, ale z obawy przed opinią otoczenia chowamy się wśród liści, aby być niezauważonymi.

Na szczęście Bóg i tak nas dostrzega w tej naszej pozornie bezpiecznej kryjówce i każdego nas prosi o podejście bliżej, bo chce się zatrzymać w domu naszego serca.

Czy zdecyduję się, jak Zacheusz przyjąć Pana, i stracić w oczach ludzkich? To do nas właśnie w tym momencie Jezus mówi:

Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.
(Mt 10, 32-33)

Ostatnia myśl, która przyszła do mnie całkiem niedawno, a dotyczy tego samego fragmentu: kiedy i gdzie możemy być Zacheuszami, kiedy i gdzie możemy wypatrywać Pana, kiedy i gdzie spotykamy Go i zapraszamy do swego domu?Oczywiście miejscem tym jest Eucharystia. To tu i teraz spotykamy się z żywym Jezusem i możemy jak Zacheusz wypatrywać Go. To tu codziennie przychodzi do nas mówiąc: dziś pragnę zagościć w twoim sercu!, i to tu właśnie zapraszamy Go pod swój dach. To tu w końcu przychodzi w gościnę do grzeszników, którymi jesteśmy. To dzięki tym spotkaniom możemy stawać się chlebem dla innych, oddawać to, co mamy najcenniejsze, czyli samych siebie, tak jak uczy Jezus. Tak, jak po spotkaniu z Jezusem zrobił to Zacheusz…


Przejdź do ćwiczenia duchowego
Mariusz Żmuda

Mariusz Żmuda

Jestem osobą świecką, fascynuje mnie duchowość Karmelu i osoba św. Tereski. W swojej codzienności: w małżeństwie, w pracy zawodowej i w relacjach z innymi ludźmi staram się realizować Jej “Małą Drogę”. Pociąga mnie styl życia wyrażający się w duchowej postawie Marty i Marii z Betanii. Interesuję się także misjami, zwłaszcza tymi prowadzonymi przez moich przyjaciół oo. Werbistów.