fbpx

Formacja

Trzy miłości – jedno serce

9 miesięcy temu

O powołaniu, procesie jego odkrywania i poddawaniu się woli Bożej napisano już wiele. Niezliczona ilość tekstów, traktatów oraz innych pism o charakterze teologicznym wskazuje nie tylko na potrzebę ciągłego wyjaśniania genezy obrania właściwej życiowej ścieżki, lecz pokazuje niezmienną obiektywną prawdę: każdy z nas został do czegoś powołany. W praktyce do tej pory wyróżniono trzy rodzaje powołania: do małżeństwa, kapłaństwa i życia konsekrowanego oraz samotności. Dorastając i poszukując własnej drogi, poruszamy się między tymi trzema obszarami, zastanawiając się, która rola społeczna byłaby dla nas najbardziej odpowiednia. Dlatego też szukamy partnera życiowego, zgromadzenia, odpowiedniej wspólnoty – relacji, w której najbardziej moglibyśmy skupić się na odnajdywaniu swojego powołania. Zapominamy, że to powołanie powinno odnaleźć nas – przyjść wraz z powiewem Ducha Świętego w trakcie pogłębiania relacji człowieka z Bogiem. Nikt nie zna naszych serc oraz dusz lepiej niż Chrystus. Na wzór Chrystusa zostaliśmy ochrzczeni, rozpoczynając tym samym życie duchowe i trwając przy Chrystusie wzrastamy w wierze przez resztę naszego życia. Upatrujmy zatem w Nim źródła naszego powołania, odseparowując się od własnych pragnień i upodobań. Pragnienia oraz upodobania stanowią cenny element ludzkiego życia, lecz mogą prowadzić do świętości tylko wtedy, gdy pochodzą od Boga.

Wraz z upływem czasu i dzięki łasce poznania dowiadujemy się, że powołanie może przyjąć rangę sensu życia, a życie wiąże się z nieustannym ruchem. Człowiek nie jest istotą statyczną. Nie zostaliśmy powołani, aby stać w miejscu. Tak, jak nasze serca bez przerwy biją a płuca oddychają, tak człowiek zmuszony jest do ciągłego ruchu – obserwacji, analizy i rozeznawania otaczającego go świata. Być powołanym oznacza być w ciągłym ruchu dla realizacji określonego celu – pomocy bliźnim, wsparcia wspólnoty, posługi duszpasterskiej. Być powołanym oznacza pełną gotowość do poświęcenia siebie dla drugiej osoby. We współczesnym świecie przesiąkniętym egoizmem i indywidualizmem człowiek zaczyna stronić od relacji. Często obawia się konieczności zaangażowania, która może odebrać mu poczucie niezależności. Jest gotowy na interakcję – kiedy tego chce – oraz utrzymywanie kontaktu – dopóki nikt nie będzie oczekiwał niczego w zamian. Jak zatem nauczyć się sztuki poświęcenia, kiedy największą trudnością staje się wyjście poza własne „ja”? Odpowiedź jest prosta: poświęcenie rodzi się z miłości.

Podstawą każdego powołania jest powołanie do miłości. To właśnie Bóg otwiera serca na miłość, ale to człowiek decyduje, w jakim stopniu jest gotowy się na nią otworzyć. Tylko wypowiedzenie pełnego ufności i oddania fiat śladem Maryi, co znaczy: niech mi się stanie według słowa Twego (Łk 1, 38) jest decyzją gwarantującą właściwe rozeznanie własnego powołania. Następnie Bóg również sam zdecyduje, jak wrażliwe na miłość jest nasze serce i jak wiele osób jest w stanie nią objąć. W ten sposób powstaje powołanie, które jest świadomą decyzją, komu chcemy poświęcić swoje życie – społeczeństwu, wspólnocie, małżonkowi – ofiarowując mu swoją bezwarunkową, pełną poświęcenia miłość. Nie bójmy się otwierać serc na bliźnich! Miłość jest równoważna światłu Jezusa. Kto rozwija w sobie miłość, ten trwa w niebiańskiej światłości prowadzącej do zbawienia, o czym wspomina św. Jan: Kto miłuje swego brata, ten trwa w światłości i nie może się potknąć. Kto zaś swojego brata nienawidzi, żyje w ciemności i działa w ciemności, i nie wie, dokąd dąży, ponieważ ciemności dotknęły ślepotą jego oczy (1J, 2, 10-11). Któż z nas nie chce być święty…?

Nie bójmy się prosić o łaskę miłości! Szczególnie wtedy, kiedy zdaje nam się, że nie potrafimy się na nią otworzyć, a serce stało się oziębłe i niedostępne. Za sprawą Ducha Świętego Jezus może odebrać od Ciebie wszystko, co do tej pory było zbędnym balastem: niepewność, nienawiść, niepokój, pozostawiając w zamian gorejące miłosierdzie, pragnące być realizowane teraz, tutaj, na zawsze. Chrystus przychodzi dziś do Ciebie z jednoznacznym przesłaniem: nie szukaj miłości – miłość znajdzie cię sama, lecz pozwól prowadzić się śladem Bożego Miłosierdzia!


Agnieszka Dobras

Agnieszka Dobras

Z wykształcenia pracownik biurowy, a z zamiłowania tańcząco-grająca dusza artystyczna. W Chrystusie narodzona, Maryi poświęcona, w Duchu Świętym ochrzczona. Na co dzień działam we wspólnotach: Wincentyńskiej Młodzieży Maryjnej oraz w Katolickiej Odnowie w Duchu Świętym. Inspiruje mnie Duchowość Karmelitańska. Niejednokrotnie błądziłam, ale w odpowiedniej chwili zostałam odnaleziona przez Boga. Moim celem jest pokazywać piękno wiary oraz dawać światło nadziei tym, którzy go poszukują i potrzebują.