fbpx

Formacja

Podróż z duszą na ramieniu

3 tygodnie temu

Szelest firanki. Zmęczony uciążliwymi myślami o zbliżającym się terminie realizacji przydzielonych obowiązków z żalem spoglądasz w horyzont rozpościerający się za oknem. Tupot stóp. Spragniony poczucia wolności od trosk pragniesz wyjść poza ramy narzuconego trybu życia i przeżyć niezaplanowaną przygodę. Skrzypienie otwieranej szafy. Pobudzony napływającą adrenaliną zastanawiasz się, jak wiele rzeczy potrzeba zabrać ze sobą, aby nie stały się ograniczającym balastem, a jednocześnie pomogły w utrzymaniu stanu godnego człowieczeństwa. Dźwięk zamka błyskawicznego. Gotowy do drogi niepewnym ruchem zapinasz torebkę, plecak lub walizkę, analizując, czy wszystko, co najpotrzebniejsze zostało zabrane. Ostatni raz spoglądasz na fragmenty codzienności rozrzucone dookoła. Przekręcasz zamek w drzwiach. Dotychczasowa wizja świata została o krok za tobą wraz z momentem przekroczenia progu. Zaczynasz zdawać sobie sprawę, że nie ma odwrotu. Czas zacząć żyć, nabierając w piersi nowy oddech i wyruszyć w kolejną podróż. Wbrew pozorom: los nie czeka za twoją gotowością do zmian.

Jak często zdarza Ci się podróżować? – mogłabym zapytać, gdyby podróż miała jednoznaczną definicję. Tymczasem o ile podróżą można nazwać zmianę miejsca pobytu lub przebywania w konkretnej sekundzie dnia okazuje się, że podróż staje się najtrafniejszym określeniem całości ludzkiego życia. Ostatecznie trudno polemizować z dynamiką codzienności wymuszającą na człowieku konieczność przemieszczania się do: szkoły, pracy lub sklepu i stwarzającą opór wolnej woli jednostki. Niejednokrotnie podróżujemy w celu zapewnienia sobie niezbędnych warunków do życia – komfortu posiadania podstawowych dóbr i zaspokojenia głodu nowych przygód. Konstrukcja wszechogarniającego człowieka wszechświata dowodzi, że nie jest on stworzeniem statycznym, a jego powołaniem jest nieustanny ruch. Należy jednak pamiętać, że o ile podróż w życiu codziennym została wpisana w zbiór mechanicznie wykonywanych czynności bez potrzeby zapisywania jej w kalejdoskopie wspomnień, a granica między wyborem a koniecznością zaciera się, na tyle łatwiej o utratę panowania nad sterem. Jakość życia ulega zmianie z momentem oswojenia świadomości z myślą, że każda kolejna podróż przybliża duszę do zbawienia.

W Piśmie Świętym wielokrotnie został poruszony motyw podróży. Na początku stworzenia świata Adam i Ewa w konsekwencji sprzeciwienia się nakazom Boga Ojca zostali zmuszeni do wyjścia z Raju i wyruszenia w pierwszą wielką biblijną podróż w nieznane. Nie była to podróż z wyboru, lecz wyrok wydany przez Boga w celu pouczenia o konsekwencjach grzechu. W kolejnych stuleciach podróże odbywali również prorocy, a następnie apostołowie. Tym samym podróż nabrała nowego znaczenia – stała się błogosławieństwem i łaską – wyróżnieniem dla ludzi odznaczających się szczególną gorliwością i zaufaniem w Boże orędownictwo. Każdą z tych postaci, stanowiących potomstwo pierwszych ludzi, Bóg stworzył i powoływał w stan gotowości pełnienia służby względem Stwórcy, a następnie w najmniej oczekiwanym momencie rozkazywał pozostawić zebrane dobra i wyjść poza strefę komfortu. Za cel podróży wskazywał zaś miejsca budzące na pierwszy rzut oka lęk, a droga niejednokrotnie pełna cierni i przeszkód wydawała się niemożliwa do pokonania. Właśnie ta droga – najcięższa z możliwych do wyboru – zazwyczaj była miejscem największych cudów i łask, szansą na wyzbycie się ludzkich obaw oraz barier kosztem całkowitego zawierzenia się woli Bożej. W chwilach kiedy zawodził śmiertelny umysł, a zamiast logiki i krytycznego myślenia jawiła się pustynia, do głosu dochodziła dusza, tłumiona w codzienności przez szereg nieistotnych, sekundowych osądów opartych na emocjach wywołanych przez charakter kolejnych napotykanych sytuacji. Bóg niejednokrotnie kieruje człowieka na pustynię w celu poznania siebie oraz odnalezienia własnej duszy. Duszy, która stanowi niezbywalny element ludzkiej istoty i jest nieodłącznym kompanem każdej podróży.

Historia poszukiwania duszy jest opowieścią o poszukiwaniach własnej duchowości i odnajdywaniu w życiu odpowiedniego miejsca na wiarę oraz relację z Bogiem. Ilekroć bowiem mowa o duszy, wspomina się to, co w człowieku jest najczystsze, nieoczywiste oraz niedostrzegalne dla oczu, a przez to najbliższe sacrum i najpiękniejsze dla nieba, do którego jako jedyna ma wstęp z wszystkich elementów ludzkiego stworzenia. Dusza to ta część człowieka, która jest głodna Boga i nieustannie pobudza umysł oraz serce do modlitwy, pokory, a także uwielbienia:

Wyciągam ręce do Ciebie; moja dusza pragnie Ciebie jak zeschła ziemia. Prędko wysłuchaj mnie, Panie, albowiem duch mój omdlewa. Nie ukrywaj przede mną swego oblicza, bym się nie stał podobny do tych, co schodzą do grobu.
(Ps 143, 6-7)

Dusza jest pierwiastkiem ożywczym dla martwego ciała, dlatego jak każdy inny organ w ciele wymaga pielęgnacji i troski. Historia poszukiwania duszy jest receptą na poszukiwanie szczęścia oraz spełnienia. Czy jest zresztą wiedza bardziej oddalona, a jednocześnie równie bliska człowiekowi, jak znajomość samego siebie, własnych pragnień i oczekiwań? Tym samym troska o duszę oznacza nie tylko troskę o poziom własnego uduchowienia, lecz opiekę nad własnym ja i troskę o realizację naturalnych potrzeb wynikających z istoty człowieczeństwa.

Wyruszyć w podróż oznacza często podjąć ryzyko niepowodzenia oraz stanąć naprzeciw obawom i przeciwnościom. Lęk przed wykonaniem kroku naprzód nie zawsze równa się pozostaniu w bezpiecznej strefie domowego zacisza – najczęściej oznacza to po prostu pójście inną drogą w podobnym kierunku. Czy pamiętacie Jonasza? Jest on tytułowym bohaterem Księgi Jonasza, któremu Bóg zlecił zadanie nawrócenia grzesznego miasta, Niniwy. Wtedy też Jonasz przestraszył się powierzonej misji i uciekł przed Bogiem do najdalszego miejsca na ziemi – Tarszisz, licząc, że tam nikt go nie dostrzeże. W drodze do Tarszisz Bóg znalazł jednak Jonasza i upominając za nieposłuszeństwo zesłał na niego ogromną rybę, która go połknęła. Podróż Jonasza, mimo przeciwnego kierunku, pozwoliła mu odnaleźć sens wiary, a poprzez walkę z żywiołami i przeżyte przygody również poznać własną duszę. Ocalenie Jonasza było łaską od na nowo poznanego Boga, który okazał się nie być okrutnym władcą, lecz miłosiernym ojcem:

Wody objęły mnie zewsząd, aż po gardło, ocean mnie otoczył, sitowie okoliło mi głowę. Do posad gór zstąpiłem, zawory ziemi zostały poza mną na zawsze. Ale Ty wyprowadziłeś życie moje z przepaści, Panie, mój Boże! Gdy gasło we mnie życie, wspomniałem na Pana, a modlitwa moja dotarła do Ciebie, do Twego świętego przybytku.
(Jon 2,6-8)

Podróżować z duszą na ramieniu to podróżować z Bogiem, bez względu na to, którą pójdzie się drogą, wiedząc, że dusza to w cudowny sposób zespolony człowiek z namiastką nieba. Powołani do życia przez Boga Ojca pielgrzymujemy ku zbawieniu wraz z Nim, który choć niewidzialny, przenika nas swoją obecnością. A może widzialny…? Czy przebywając w podróży nasz wzrok zawsze jest bystry, a serce miłosierne? Czy pokonując kolejne kilometry nie mijamy po drodze Boga, mylnie szukając Go w rzeczach wzniosłych, a nie przyziemnych? Skupiając się na obłokach chmur, można przegapić Boga chodzącego po ziemi pod postacią drugiego człowieka. Przykład uczniów z Emaus pokazuje, jak bardzo ślepe potrafi być ludzkie spojrzenie mimo poruszenia serca:

Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?
(Łk 24,30-32)

Podróżować z Bogiem, to podróżować z wytężonym wzrokiem i otwartym sercem. To być wrażliwym na ból oraz płacz drugiego człowieka. To kochać życie miarą miłości Boga do świata – szanować wydane przez niego owoce i siać nowe ziarna. Podróżować z Bogiem, to pielgrzymować od miejsca do miejsca, wiedząc, że celem podróży jest raj. Jak długo może trwać taka podróż? Pielgrzymem jest się przez całe życie.


Przejdź do ćwiczenia duchowego
Agnieszka Dobras

Agnieszka Dobras

Z wykształcenia pracownik biurowy, a z zamiłowania tańcząco-grająca dusza artystyczna. W Chrystusie narodzona, Maryi poświęcona, w Duchu Świętym ochrzczona. Na co dzień działam we wspólnotach: Wincentyńskiej Młodzieży Maryjnej oraz w Katolickiej Odnowie w Duchu Świętym. Inspiruje mnie Duchowość Karmelitańska. Niejednokrotnie błądziłam, ale w odpowiedniej chwili zostałam odnaleziona przez Boga. Moim celem jest pokazywać piękno wiary oraz dawać światło nadziei tym, którzy go poszukują i potrzebują.