fbpx

Formacja

Nie umiem być sam

9 miesięcy temu

Czym jest samotność? Czy istnieje sposób, przez który można jednoznacznie określić jej wielkość, wagę oraz kształt? Czy potrafi komunikować się z człowiekiem, a jeśli tak – to o czym można z nią porozmawiać? Czy jest namiastką istoty ludzkiej? A może otchłanią pozbawioną dna, prowadzącą do zguby i zatracenia zmysłów? Współczesny świat przypomina swoją konstrukcją miasto o globalnym charakterze łączące za pomocą światłowodów i linii elektrycznych siedem odległych dzielnic – kontynentów. Żyjemy w cywilizacji, w której za pomocą jednego ruchu można w sekundę nawiązać połączenie, interakcję, bliskość z drugim człowiekiem, a mimo to tak wielu z nas boi się osamotnienia. Wielu z nas również czytając te słowa, czuje się zagubionych, opuszczonych, pozostawionych samym sobie z problemami i trudnościami ciążącymi na barkach. Czy tym właśnie jest samotność – strachem przed utratą kontroli nad własnym życiem i niepewnością jutra? Samotność potrafi być bardzo niebezpieczna, jej najsilniejszą bronią jest wmawianie człowiekowi, że naprawdę istnieje. Tymczasem wcale nie jest prawdziwa, dlatego tak trudno ją zdefiniować. Wbrew pozorom im bardziej czujemy się osamotnieni w realiach codziennej rzeczywistości, tym silniej jesteśmy wzywani do trwania w Bożej Obecności przy Chrystusie, którego dłonie zawsze spoczywają na naszych ramionach i prowadzą przez ciemność świata doczesnego: Albowiem Ja, Pan, twój Bóg, ująłem cię za prawicę mówiąc ci: Nie lękaj się, przychodzę ci z pomocą (Iz 41, 13).

Poczucie osamotnienia, które pozornie zadaje ból posiada uzdrawiającą moc, jest kanałem, przez który zarówno wołamy o pomoc, jak i otrzymujemy strumienie łask. Będąc przy Bogu, nie jesteśmy sami. Jednak samotność ewoluuje wraz z postępem czasu, a jej zwodnicze działanie staje się coraz bardziej podstępne.

Znacie bajkę o singlach? Singiel to konformistyczna, samowystarczalna i wyzwolona jednostka o hedonistycznym nastawieniu do życia. Z roku na rok zaczyna stanowić coraz większy odsetek polskiego społeczeństwa – modny trend, który zdaniem socjologów oraz psychologów ma wzrastać i stawać się coraz bardziej popularny wśród osób do 35. roku życia. Singiel stroni od wiążących relacji oraz trwałych związków, uważając je za nudne, ograniczające i odbierające radość egzystencji w pojedynkę. Singiel doskonale wie, czego chce oraz co stanowi jego priorytetowe cele: kariera zawodowa, wykształcenie, samorozwój. W idyllicznym życiu singla nie ma miejsca na miłość, ponieważ nie jest mu potrzebna – singiel żyje sam dla siebie, a potrzebę dzielenia swojego cennego czasu z kimś uważa za słabość. Singiel nigdy się nie nudzi: posiada wyuczoną umiejętność kreatywnej organizacji rozrywek, zarówno dla siebie, jak i grona oddanych przyjaciół – singli. Legenda również głosi, że single bywają szczęśliwi…

Niestety bajki często mają niewiele wspólnego z rzeczywistością, która konfrontuje wyimaginowany obraz szczęścia utkanego z nietrwałych, cienkich nici ze światem, w którym występuje o wiele mniej barw, piękna i przychylności losu. Bycie singlem to choroba cywilizacyjna XXI wieku siejąca spustoszenie w ludzkiej duszy. Nie każdy człowiek otrzymał łaskę miłości względem drugiej osoby oraz trwania w szczęśliwej relacji. Niejednokrotnie może to być również świadoma decyzja wynikająca z negatywnych doświadczeń z przeszłości, strachu przed odrzuceniem lub będąca konsekwencją względnej potrzeby niezależności. Czasem też nawet bardzo chcemy być z kimś, ale z przyczyn obiektywnych budowane relacje okazują się być nietrwałe i nie przezwyciężają próby czasu. Tymczasem żyjemy jednak w świecie przesiąkniętym propagowaniem „życia we dwoje” – media, rynek handlu i usług oraz kierunek polityki społecznej wymaga od młodych ludzi konieczności założenia rodziny lub posiadania partnera. Pozostawanie w stanie wolnym jest odbierane przez społeczeństwo jako ułomność lub niezdolność do stworzenia relacji, brak umiejętności zwrócenia na siebie uwagi płci przeciwnej lub bycie niewystarczająco godnym zainteresowania. Prędzej czy później każdy singiel zaczyna dostrzegać niestrudzonego towarzysza swojej drogi życiowej: samotność. Ostatecznie większość wizyt w domu rodzinnym singla sprowadza się do pytań o termin ślubu i dzieci, a spotkania towarzyskie do wykluczenia z rozmowy lub uszczypliwych komentarzy ze strony ludzi pozostających w stałych związkach, dla których może wydawać się nieodpowiednim rozmówcą. Wszechogarniający nacisk powoduje, że sami usilnie zaczynamy szukać miłości, a na każdą nowopoznaną osobę płci przeciwnej spoglądać przez pryzmat potencjalnej możliwości zbudowania trwałej relacji. W ten sposób wpadamy w pułapkę powstawania cyklicznego błędnego koła, z którego nie ma ucieczki. Przed chęcią poznania drugiego człowieka pojawia się podświadoma konieczność klasyfikacji jako spełniającego lub niespełniającego moich oczekiwań jako przyszłego współmałżonka skutkująca często powstaniem nadmuchanych wyobrażeń i oczekiwań lub całkowitym odrzuceniem. Zaabsorbowani potrzebą bycia w związku umawiamy się na kolejne randki, wmawiamy nieistniejące uczucia lub wyolbrzymiamy zauroczenia do rangi przysięgi małżeńskiej, podejmujemy pochopne decyzje, w konsekwencji ponownie odrzucamy lub jesteśmy odrzuceni, a niespełnione marzenia o miłości i ślubnym kobiercu przeobrażają się we frustrujące przygnębienie. W głębi serc cierpimy, ale wciąż nadal niestrudzenie szukamy. Wchodzimy w coraz to nowe środowiska, postępując w sposób analogiczny i łudząc się, że tym razem będzie inaczej. Popełniamy te same błędy. Ostatecznie wracamy do samotnych mieszkań odbijających w ciszy czterech ścian echo własnego sumienia pytającego: „Co jest ze mną nie tak…?”. Nadszedł czas, aby to zmienić.

Definicja bycia singlem niewątpliwie wymaga przeobrażenia. Na przekór powszechnym przekonaniom singiel nie jest wyzwolony, a wolny. Dana człowiekowi wolność jest narzędziem umożliwiającym świadome podejmowanie decyzji, przyjmowanie lub odrzucanie spotykanych na swojej drodze treści. Pozostawanie w stanie wolnym jest błogosławionym oczekiwaniem w gotowości na miłość. To okres samorozwoju, lecz prowadzącego do poszukiwania najlepszej wersji siebie i kształtowania duchowości na właściwe przyjęcie łaski możliwości zbudowania trwałej relacji z drugą osobą. Pytając o własną wartość, nie opierajmy się na klasyfikacji dokonanej przez społeczeństwo. Zadając pytanie “kim jestem?”, zwróć swój wzrok ku Bogu, który mówi jednoznacznie: Będziesz prześliczną koroną w rękach Pana, królewskim diademem w dłoni twego Boga. Nie będą więcej mówić o tobie “Porzucona”, o krainie twej już nie powiedzą “Spustoszona”. Raczej cię nazwą “Moje upodobanie”, a krainę twoją “Poślubiona”. Albowiem spodobałaś się Panu i twoja kraina otrzyma męża. Bo jak młodzieniec poślubia dziewicę, tak twój Budowniczy ciebie poślubi, i jak oblubieniec weseli się z oblubienicy, tak Bóg twój tobą się rozraduje (Iz 62,3-5). Czuwając na modlitwie, stajemy się świątynią wieczystej adoracji, której serce – żywe i pulsujące w rytm umysłu – jest źródłem światła Chrystusa rozprzestrzeniającego się za pomocą ludzkich słów, czynów, gestów. Nie bój się być narzędziem w rękach Boga – czystość i oddane zaufanie serca to niepokonany oręż w walce z samotnością.

W poczuciu opuszczenia Chrystus wyciąga dłoń mówiąc: nie potrafisz być sam, ponieważ nigdy nie byłeś. Chwile zagubienia to okazja do postąpienia naprzód i wypłynięcia na głębię w ślad za Szymonem (Łk 5,4-6) do przestrzeni błogosławionej obecności z Jezusem prowadzącej do samopoznania, oczyszczenia i rozradowania przez Ducha Świętego. W ciszy oraz zawierzeniu Bóg uzdalnia nas do miłości.

Miłość to nie posiadanie i przynależność. Miłość to poświęcenie, dobrowolne oddanie i obdarowywanie sobą dla dobra drugiej, umiłowanej osoby. Miłość to wzajemne wzrastanie budowane na upadkach, z których podnosi się wzajemnie. Nie dążmy do miłości będącej statusem na portalu społecznościowym, hashtagiem lub zdjęciem – ulotnym wycinkiem przekoloryzowanej rzeczywistości, lecz do miłości objawiającej się pełną ofiarnością serca, współistnieniem i wspólnym błogosławionym jestestwem opartym na wierze oraz umiłowaniu Chrystusa.


Agnieszka Dobras

Agnieszka Dobras

Z wykształcenia pracownik biurowy, a z zamiłowania tańcząco-grająca dusza artystyczna. W Chrystusie narodzona, Maryi poświęcona, w Duchu Świętym ochrzczona. Na co dzień działam we wspólnotach: Wincentyńskiej Młodzieży Maryjnej oraz w Katolickiej Odnowie w Duchu Świętym. Inspiruje mnie Duchowość Karmelitańska. Niejednokrotnie błądziłam, ale w odpowiedniej chwili zostałam odnaleziona przez Boga. Moim celem jest pokazywać piękno wiary oraz dawać światło nadziei tym, którzy go poszukują i potrzebują.