fbpx

Formacja

Bądź wola Twoja, byle po mojej myśli!

8 miesięcy temu

Relacja z Bogiem wcale nie jest taka łatwa. Szczególnie jeśli w grę wchodzi uzdrowienie czy wyzwolenie. Wtedy naturalnym odruchem osób wierzących jest modlitwa, w której pokładają nadzieję. „Ojcze nasz” to chyba jedna z „najpopularniejszych” i najczęściej odmawianych modlitw przez katolików. Jest modlitwą raczej uniwersalną. No właśnie – jedna z „najpopularniejszych”. Bo czy aby nie używamy jej i innych modlitw w sposób automatyczny? Czy zastanawiamy się nad jej sensem?

Czasem łapię się na tym, że modlę się bardzo automatycznie. Wykorzystuję nieraz modlitwę do tego, aby „odbębnić” swój obowiązek. A to ktoś poprosi mnie o modlitwę, a to trzeba odmówić dziesiątkę dziennie, skoro należę do Męskiego Plutonu Różańca… I nieraz żałuję, że nie rozważam tej modlitwy, nie rozważam intencji – wspomnę ją tylko na początku i jedziemy! I takie historie słyszę od moich znajomych, często również najbliższych. Wtedy dopada mnie wrażenie, że chyba zapominamy, jak modliliśmy się jako dzieci. Totalnie beztrosko, nie na zasadzie wyuczenia się pewnych formułek. Bóg przecież słyszy nasze wołanie, to ma być swojego rodzaju rozmowa z Nim. Jakbyśmy rozmawiali z Przyjacielem, który siedzi obok. Żeby nie było – nie deprecjonuję tutaj znaczenia modlitw „Ojcze nasz” czy „Zdrowaś Maryjo” – absolutnie! Chodzi mi o to, że nadużywamy tych modlitw do tego stopnia, że warto zastanowić się, czy one mają jakąkolwiek „siłę przebicia” w takiej formie. Czy nie staje się to jakby recytowaniem wiersza z pamięci, nie myśląc o tym, jakie słowa wypowiadamy i jakie one mają znaczenie. Studenci mówią na to „metoda 3Z – Zakuć, Zdać, Zapomnieć”.

To samo tyczy się wszelkiego rodzaju „modlitw o…”. O uzdrowienie, wyzwolenie, o dobrego chłopaka czy męża, dobrą dziewczynę czy żonę i tak dalej. Uważam, że nie są konieczne do tego specjalne nabożeństwa. Za to niezbędne są do tego odpowiednie miejsce, odpowiedni czas i przede wszystkim Pan Jezus. On może usłyszeć nas nawet leżących w łóżku i w taki sposób nas uzdrowić albo siedzących w przedziale pociągu i podróżujących. W Ewangelii Mateusza znajdziemy bowiem słowa: „(…) nie znacie dnia ani godziny” (Mt 25, 13).

Często odczuwam fakt, że modlitwa ma być pewnego rodzaju handlem z Bogiem. Jak ja odmówię „dyszkę”, to Ty mi błogosław. Jak zrobię dobry uczynek, to Ty wylej Swoje łaski na mnie. Znajome? Oczywiście, że tak! Szczerze – sam tak miałem. Modliłem się o uzdrowienie mnie z mojej niepełnosprawności. Lubiłem się targować, a jak negocjacje okazywały się zgubne, uciekałem z tego „biznesu” – nie widziałem sensu modlitwy. Ale kiedyś uświadomiłem sobie jedną rzecz, która odmieniła moje spojrzenie na rozumienie nawet sensu życia. W modlitwie „Ojcze nasz” wypowiadamy słowa „bądź wola Twoja”. I mózg rozjechany! To jest właśnie istota modlitwy – nie moja, lecz niech Twoja stanie się wola Panie! Przecież takimi słowami modlił się Jezus do Ojca w ogrodzie oliwnym. Chrystus spełnił dzieło Boga, Jego plan, JEGO WOLĘ. I uważam, że właśnie tak powinniśmy podchodzić do naszej modlitwy. Aby nie liczyło się to, co ja chcę, ale to, jaki On ma plan na mnie.

I tutaj dochodzimy do najistotniejszej – dla mnie osobiście – kwestii, a mianowicie „dlaczego nie zostaję uzdrowiony z dolegliwości/dysfunkcji, choroby fizycznej/duchowej, skoro modlę się, (już nieważne jaką) modlitwą?”. Najprostsza odpowiedź brzmi: „bo być może taka jest WOLA STWÓRCY”. Dobitnie opisują to słowa, które swojego czasu przeczytałem – „wszystko MOŻE, ale nie wszystko ZOSTANIE uzdrowione”. Czasem może nam się wydawać, że Bóg jest zły i chce, abyśmy chorowali i mieli pewne dolegliwości, że to On jest sprawcą tego wszystkiego. A tak nie jest. Ja sam uświadomiłem sobie, że Bóg kształtuje we mnie wszelkie dobre cechy charakteru: cierpliwość, spokój, uprzejmość, miłość, radość, wierność, łagodność i tak dalej. Coś Ci to przypomina? Tak! To Owoce Ducha Świętego. Zmierzam do tego, że możemy modlić się o uzdrowienie ciała, a otrzymujemy chyba coś o wiele lepszego – uzdrowienie ducha. Uzdrowienie i wyzwolenie z tego, w czym nie domagaliśmy, w czym byliśmy niedoskonali. Niejako „wylewamy” to na innych, obdarzając uśmiechem, dobrym słowem, uprzejmością i towarzyskością.

Z wolą Boga jak w życiu – musimy szanować to, co mamy, jeżeli jesteśmy w stanie popracować też sami nad sobą i nad obszarem, który chcemy uzdrowić, róbmy to. Nic nie przychodzi nigdy za darmo. Zawsze coś pojawia się w wyniku czegoś. Nie warto szukać przypadków, ale skupiać się na tym, jak żyjemy i co otrzymujemy od życia. Czy to w wyniku naszej czy Jego woli.


Michał Ziomek

Michał Ziomek

Z wykształcenia jestem psychologiem, ale zawodowo zajmuję się muzyką oraz jestem mówcą. Spotykam się z młodymi ludźmi, by opowiadać im o swoim życiu, inspirować i motywować ich do działania pokazując, że „jedyną niepełnosprawnością w naszym życiu jest złe nastawienie”.