Duchowość

Zagadać Boga

1 miesiąc temu

Nie jestem wielkim gadułą. Nigdy nim nie byłem. Raczej ważyłem słowa, nie trzepiąc językiem na prawo i lewo. Lubię być przygotowany. Wiedzieć o czym mam mówić, jakich argumentów użyć, na czym się oprzeć. Kiedy brakuje mi któregoś z tych elementów, czuję dyskomfort. Nie inaczej jest w modlitwie.

Przez zdecydowaną większość życia w ogóle nie sięgałem po modlitwę. Gdy już zacząłem, to ułożyłem sobie w głowie wszystkie potrzebne schematy. Jak trzeba o coś prosić, to modlitwa taka. Jak rachunek sumienia, to taka. Jak potrzeba jest inna, to modlitwa inna. Naczytałem się jak katolicka, przenośna, zaangażowana teologicznie biblioteka, wszelkiej maści formuł i porad. A różaniec lepszy, bo jest tam Maryja i przez Maryję do Jezusa. „Jest w nim zawarta Ewangelia, więc to najlepsza forma modlitwy, więc wybierz intencję i przesuwaj paciorki.” – tak usłyszałem.

Z drugiej strony głosy mówiły, że najlepsza jest modlitwa uwielbienia, bo płynie prosto z serca. Możesz w niej wyrazić siebie. Możesz użyć swoich słów. Jesteś wtedy obecny w modlitwie. Jesteś w nią zaangażowany, a nie jakieś tam klepanie paciorków. No okej – pomyślałem. Zrodziło mi się tylko w głowie pytanie: A skąd wiecie, czy ktoś modlący się różańcem, nie jest w niego zaangażowany? Czy rozważanie kolejnych tajemnic nie jest tym, co wyraża go w modlitwie?

Debaty na temat tego, która modlitwa lepsza, też sobie odpuściłem. Co prawda nie od razu, ale gdy zauważyłem jej bezsensowność, wykolegowałem się z rozmowy. Dotarło do mnie, że nie o formę chodzi. Tylko o to, czy modlitwa jest szczera. Czy stając w niej, jestem w tym czasie i w tej przestrzeni? Czy to autentycznie czas dla naszej dwójki – dla mnie i dla Boga? Czy poprzez nią buduję relację z Bogiem?

Najważniejsze zostawiłem na koniec. Im bliżej wiary i Boga jestem, tak mi się przynajmniej wydaje, tym mniej chcę mi się gadać. Nie żebym nie miał nic do powiedzenia. Bo mam o co prosić, za co przepraszać, za co dziękować. Mam jednak większe pragnienie słuchania… słuchania tego, co Bóg chce mi powiedzieć. Więc się zamknąłem i słucham. A ty?

 


Marcin Kaczmarczyk

Marcin Kaczmarczyk

Przez większość życia, z własnego wyboru, poza Kościołem, wiarą i Bogiem. Kilka lat temu wróciłem i uczę się życia z Nim. Biorę od Niego pełnymi garściami: nadzieję, motywację i siłę do wstawania z kolan, gdy upadnę. Po za tym piszę. A to moje dzieci: Bóg ma 20 lat, Charyzmatyk z Nazaretu, Biblia nie gryzie oraz powieść Strażnicy Raju.