Duchowość

Pewne rzeczy wymagają czasu…

6 miesięcy temu

Bywam niecierpliwa. O ile jeszcze w stosunku do innych ludzi cierpliwość nie jest dla mnie aż takim wyzwaniem, o tyle w stosunku do siebie samej cierpliwości często mi brakuje. A co za tym idzie, także w stosunku do Boga moja cierpliwość często kuleje.

Kiedyś wydawało mi się, że muszę wszystko zrobić sama. Muszę uleczyć swoje rany. Muszę się wewnętrznie poukładać. Muszę się ogarnąć z ważnymi w moim życiu zadaniami. Muszę naprawić trudne relacje. Muszę nauczyć się przebaczać. Muszę, muszę, muszę. Ja.

Wraz z nawróceniem przyszła świadomość, że jedyne co muszę, to pozwolić Bogu działać we mnie. To On uleczy moje rany. To On pomoże mi uporządkować moje serce i duszę. To On pomoże mi się ogarnąć. To Jego łaska pokaże mi, jak budować dobre relacje i jak naprawić te, które się popsuły. To On nauczy mnie przebaczać.

W każdej mądrej duchowej lekturze, jaką przeczytałam, środek nacisku położony był na modlitwę. To ona jest punktem wyjścia ku tym wszystkim zmianom. Zaczęłam się więc modlić bardzo intensywnie i z radością zauważyłam, jak zaczynam się zmieniać. Ale z czasem pojawiła się w mojej głowie myśl, że jednak nie dość szybko te zmiany następują. Do serca zaczęła zakradać się niecierpliwość.

Ile jeszcze mam się modlić? Przecież oddałam już ten problem Bogu, dlaczego nic się nie zmienia? Mam już dość, jestem zmęczona. Kiedy w końcu pojawią się owoce tych wszystkich modlitw? Jak długo mam czekać?

W czasie, gdy te myśli krążyły nad moją głową jak stado natrętnych much, przeczytałam gdzieś jedno genialne zdanie:

Sałata potrzebuje kilku tygodniu, aby wyrosnąć. Dąb potrzebuje kilkudziesięciu lat, aby osiągnąć pełnię swojego wzrostu. Kim chcesz być: sałatą czy dębem?

No pewnie, że wolę być dębem. Sałata, o ile bardzo smaczna i pożywna, nikogo jakoś szczególnie nie zachwyca i bardzo szybko przemija. A dąb trwa, zapuszcza głęboko korzenie, opiera się wielkim burzom. Podjęłam wtedy postanowienie – chcę być takim dębem! Musisz nauczyć się więc cierpliwości – szepnął mi w sercu jakiś głos.

Każdy dzień jest lekcją, która uczy mnie cierpliwości. Zupełnie inaczej postrzegam swoją słabość teraz niż jeszcze kilka lat temu. Coraz łatwiej mi zaakceptować swoje ograniczenia, patrzeć na nie przez pryzmat wiary jako na narzędzie, które ma mnie ukształtować. Pokonując własną słabość, wzrastam. Jest jednak jedno ważne “ale”. Musi się to dokonywać we współpracy z Bogiem.

Cierpliwość do Boga jest owocem mojego zaufania do Niego. I niestety bardzo często odkrywam, że wciąż ufam Mu za mało. Bo chciałabym, aby coś się dokonało już, teraz, natychmiast. Przecież dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych! No proszę Cię, Boże, uczyń insta-cud! Przecież wiesz, jak go potrzebuję, zadziałaj dziś, nie mam czasu czekać, życie jest takie krótkie, a już tyle go zmarnowałam, więc teraz musimy nadrobić ten stracony czas!

Fascynujące jest dla mnie obserwowanie zmian zachodzących w przyrodzie. Chociażby właśnie taka sałata w przydomowym ogródku. W porównaniu do dębu rosnącego na zakręcie, sałata rośnie ekspresowo. A jednak potrzebuje sobie właściwego czasu, aby wykiełkować, przebić się przez warstwę ziemi, wypuścić listki. Albo zboże: jeszcze dwa miesiące temu pole niedaleko mojego domu przypominało łąkę grubej, bujnej trawy, nie było widać jeszcze kłosów, a już za kilka tygodni nadejdzie czas żniw.

Bo przecież nikt nie widział nigdy, aby z wysianego ziarna przez jedną noc wyrosła łodyga z w pełni ukształtowanymi liśćmi i kwiatami, które następnie w przeciągu jednego dnia zmieniły się w owoce. Jednak często wobec siebie samych i Boga takie właśnie mam oczekiwania! Że pewne rzeczy dokonają się natychmiast, że pewne długo oczekiwane zmiany przyjdą na pstryknięcie palca, a to co się psuło przez kilkanaście lat, naprawi się w ciągu jednej doby.

A Bóg mówi do mnie: córko, bądź bardzo cierpliwa, pewne rzeczy wymagają czasu…


Izabela Kasprowicz-Żmuda

Izabela Kasprowicz-Żmuda

Pełnię funkcję koordynatora blogerów. Interesuje mnie duchowość kobieca i małżeńska, pociąga duchowość karmelitańska, jestem związana z Katolicką Odnową w Duchu Świętym. Lata temu oddałam swoje życie Bogu, i chociaż często prowadzi mnie pod górkę, nie żałuję ani jednego dnia z tej wspólnej wędrówki. Mimo że mam swój bagaż słabości i wad, pragnę uwielbiać Jezusa w moim życiu!