Duchowość

(Od)ważni

1 miesiąc temu

Lecz On zaraz przemówił do nich: «Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się!
(Mt 6, 50)

Z odwagą u nas bywa różnie, jedni mają jej więcej, inni mniej. Dotyczy ona naprawdę wielu aspektów naszego życia.  Słyszymy o odwadze od dziecka. Rodzice i nauczyciele powtarzali „do odważnych świat należy”, zachęcali nas do podjęcia czasem bardzo trudnych (z naszego punktu widzenia) działań. Górny pułap naszej odwagi zmienia się wraz z wiekiem i nabieranym przez nas doświadczeniem. Zapewne rzeczy, które jeszcze kilka lat temu przychodziły nam z wielką trudnością i spędzały sen z powiek, teraz wydają się błahostką. To naturalna kolej rzeczy… Będąc na studiach, mamy wrażenie, że matura to pikuś w porównaniu do sesji. Śmiejemy się sami z siebie, kiedy co chwile musimy wykonywać bardzo ważne telefony, mając na uwadze, że jeszcze kilka lat temu baliśmy się zamówić pizzę przez telefon.

Ale nawet jeśli jesteśmy na takim etapie życia, że mamy wrażenie, iż osiągnęliśmy już bardzo dużo, to nadal pojawiają się takie momenty, w których nasza odwaga sięga dna.

Nigdy w naszym ziemskim życiu nie będziemy na tyle pewni siebie i nieomylni, że będziemy w stanie rozwiązać wszystkie pastwiące się nad naszą głową problemy. Bo jesteśmy tylko ludźmi…

Paradoks czasem polega na tym, że jesteśmy odważni w milionie spraw, wyborów. A jednak z drugiej strony nasza odwaga pryska jak bańka mydlana, kiedy przyjdzie nam zrobić jakiś miły gest, czy powiedzieć komuś słowa wdzięczności.

Czemu nie ma w nas tyle odwagi, kiedy chodzi o pomoc drugiemu człowiekowi? Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że pomaganie nie ma nic wspólnego z odwagą, a jednak okazuje się, że ma i to wiele… Żeby komuś pomóc tak naprawdę, bezinteresownie musimy MIEĆ ODWAGĘ wyjść z naszej sfery komfortu. Zrezygnować z siebie, nauczyć się dzielić swoim czasem z innymi. Problem polega na tym, że żeby to zrobić, trzeba trochę spokornieć. Co nie oznacza (jak mogłoby się wydawać) rezygnacji z pewności siebie. Bo jak pisał C.S. Lewis: „ Pokora to myślenie mniej o sobie, a nie myślenie gorzej o sobie”.  Boimy się, że ktoś źle zinterpretuje naszą pomoc, zamiast wdzięczności spotkamy się z pogardą. Co gorsza zmarnujemy swój cenny czas na pomoc… i co za to będziemy mieli? Uśmiech, uścisk dłoni? Tylko tyle? Na szczęście istnieją jeszcze tacy ludzie, którym „tylko tyle” zdecydowanie wystarcza.

I tutaj dochodzimy do sedna sprawy: żeby kochać innych ludzi, musimy najpierw nauczyć się kochać samych siebie i zaakceptować siebie takimi, jakimi jesteśmy. Bez tego ani rusz! Jeśli nie jesteśmy tolerancyjni dla siebie, to nie będziemy potrafili pomagać innym, którzy akurat błądzą i upadają. Jeśli będziemy widzieć w sobie tylko złe cechy i zadręczać się, jacy to jesteśmy słabi i beznadziejni, to tak będziemy patrzeć na innych. Jeśli nie przebaczymy sobie różnych grzechów i złych wyborów, to nie będziemy potrafili wybaczyć innym. Można tak wymieniać i wymieniać…  Żeby pomagać, musimy być więc (od)ważni. Każdy z nas musi stać się ważny w swoich własnych oczach.

Najlepiej byłoby gdyby każdy, kto teraz czyta ten tekst, po prostu przestał to robić, wyłączył telefon, czy laptopa, wstał i zrobił coś dobrego. Nie wiem co, nie wiem dla kogo, ale wiem Kto nam może w tym pomóc. Jezus naprawdę jest w stanie dać nam tyle odwagi, ile tylko będziemy potrzebować, aby wyciągnąć do kogoś pomocną dłoń. Musimy tylko Go o to poprosić i zrobić ten pierwszy krok. Czemu by nie spróbować od razu…?


Katarzyna Bogacz

Katarzyna Bogacz

Bardzo lubię malować, tańczyć oraz spędzać czas z małymi dziećmi. Cieszę się, kiedy mogę komuś pomóc. Staram się dawać innym to, co we mnie najlepsze. Mam wielką potrzebę dzielenia się z innymi doświadczeniem miłosiernego Boga i świadczenia o Jezusie wśród ludzi.