Duchowość

Odbicie nieba

4 tygodnie temu

Czy wiesz, że odbija się w Tobie niebo?
Takie pytanie przyszło mi do głowy na widok zdjęcia otrzymanego od przyjaciela.

Księga Rodzaju mówi, że zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże. Można to sobie przedstawić tak, że kiedy Bóg Ojciec stwarzał nas z miłości, patrzył na Syna i przekazywał nam Jego cechy. Mamy „rysy twarzy” – a może raczej „rysy serca” Jezusa. I choć nieraz są one mocno zniekształcone przez grzech, choć tafla naszego serca jest pokryta zmarszczkami i nie zawsze odbija chwałę Jezusa, Bóg Ojciec wciąż ją w nas widzi. Choć żyjemy w rzeczywistości po grzechu, On nigdy nie przestaje się nami zachwycać, tak jak w szóstym dniu stworzenia: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre”. Patrzy uważnie, wyszukując w nas każde nawet najmniejsze podobieństwo do Syna i radując się nim.

Ktoś kiedyś powiedział, że kiedy szatan patrzy na łąkę, zwraca uwagę na zostawioną tam przez jakieś zwierzę kupę. Natomiast Bóg, patrząc na stertę nawozu, zwróci uwagę na mały, niepozorny kwiatek, który na nim wyrósł. Często podczas rozmów – i nie oszukujmy się, czasem także kiedy patrzę na siebie – odnoszę wrażenie, że zostaliśmy wyposażeni w jakieś „kuporadary”. Każdy brak, niepowodzenie, niedosyt miga na nich na czerwono i uruchamia sygnały alarmowe, które trudno nam wyłączyć. Z kolei większość dobra, które płynie od Boga do świata przez nasze ręce, pozostaje przez nas niezauważona. Nie mamy zwyczaju nastawiać anten i łapać częstotliwości dobra w naszym życiu.

Taka perspektywa sprawia, że choć odbija się w nas niebo, często czujemy się raczej jak przydrożne kałuże: brudne, błotniste, nie mające nic do zaoferowania. Tęsknimy za dniem, kiedy w końcu będziemy czyści i lśniący, i mówimy sobie, że wtedy to na pewno będziemy służyć innym, kochać i pokazywać im piękny błękit. Ale teraz? Z czym tu się pchać? Przecież jestem zbyt mętny, zbyt brudna, zbyt nieodpowiedni. Zbyt… Każdy może wpisać tu swój własny przymiotnik. Też mam taki.

Każdy taki przymiotnik to kłamstwo, choćby kryło się pod nim nawet najbardziej obiektywne cierpienie, ograniczenie, brzemię. Więcej – trwanie w tym kłamliwym przekonaniu i czekanie, aż będziemy tacy, jak trzeba, nigdy nie doprowadzi do celu, bo przemieniamy się, działając.

Nawet, jeśli czujesz się raczej jak brudna kałuża, a nie piękny zalew w jasny, letni dzień, bądź pewny, że w niej też można zobaczyć odbicie nieba. Za każdym razem, gdy wybierasz dobro, pojednanie, uśmiech, gdy wyciągasz pomocną dłoń, gdy obdarzasz kogoś choćby najmniejszym okruchem miłości, stajesz się coraz bardziej jak lustro. Może właśnie przechodzi obok ktoś ze spuszczonym wzrokiem i tylko w tobie ma szansę zobaczyć błękitny firmament? Może właśnie dziś sprawisz, że zachwycony podniesie znów wzrok ku górze, ku nadziei, ku Bożemu królestwu. Odwagi! Możesz odbijać niebo właśnie taki, jaki jesteś. Już dziś.


Anna Kierbedź

Anna Kierbedź

W godzinach pracy tłumaczka tekstów zupełnie niekreatywnych. Po godzinach – wariatka (to sprawdzona opinia moich najbliższych przyjaciół), która chce czterema kółkami swojej limuzyny (zwanej też poduszkowcem, TIR-em lub wózkiem inwalidzkim) wykreślić na tej ziemi i na ludzkich sercach jakiś pozytywny ślad. Zafascynowana ludźmi – ich poznawaniem, byciem z nimi, wspólnym śmianiem się i płakaniem. Szukająca inspiracji u Jezusa i zaprzyjaźnionych hiszpańskich świętych – Ignasia z Loyoli i Teśki z Avili. Zakochana do szaleństwa w Słowie. Ponad tym wszystkim – odnaleziona, umiłowana córka Boga.