Duchowość, Inspiracje

Kuźnia gigantów

1 miesiąc temu

Bardzo długo Karmel wydawał mi się w mojej duchowości nieosiągalną półką. Surową i wymagającą drogą dla zaawansowanych. Wzbraniałam się przed zaprzyjaźnieniem się z świętymi tego zakonu, bo wydawali mi się w swej świętości niedoścignieni. Modlitwa kontemplacyjna wydawała mi się niemożliwa do opanowania, choć bardzo tej wewnętrznej ciszy i skupienia pragnęłam i potrzebowałam. Duchowość karmelitańska jednocześnie mnie pociągała i przerastała. O wiele łatwiej odnajdywałam się w duchowości dominikańskiej czy franciszkańskiej, ale jednocześnie nie odnajdywałam w nich pełni tego, czego szukałam.

Jest to jedna z wielu rzeczy, które kocham w Kościele – ta różnorodność form i dróg, która sprawia, że choć jesteśmy inni, każdy z nas może znaleźć w Kościele “coś dla siebie”. Coś, co pomoże pogłębić duchową więź z Bogiem bez zamykania się w sztywnych ramach. Przeczytałam kiedyś, że “dobrym sposobem na przyjaźń z Bogiem jest przyjaźń z Jego przyjaciółmi”. Tylu świętych zrodził Kościołowi zakon karmelitański!

Jedną z moich ulubionych świętych Karmelu jest św. Teresa z Los Andes. W porównaniu ze św. Teresą od Jezusa czy Małą Arabką wciąż trochę mało znana. Trafiłam kiedyś na fragment jej duchowego dziennika, w którym opisywała pracę nad sobą. O tym, jak niechęć do szkolnego internatu wywoływała w niej chęć “puszczenia go z dymem” i o swoich “dzikich napadach gniewu”, które wywoływały nawet bardzo błahe sprawy. Albo o płaczu, którym terroryzowała wszystkich i wymuszała na innych swoje racje. Lub o gniewie, który nie pozwalał jej zapomnieć doświadczonej przykrości. Oj, jak to czasami brzmiało znajomo! Choć nigdy nie byłam histeryczką, to jednak zdarzało mi się nieraz popłynąć na fali emocji. Kiedy przytłacza mnie szara rzeczywistość, przypominam sobie jej słowa o życiu za klauzurą, wypełnionym regularnością, a czasami może wręcz monotonią, modlitwy i pracy:

W Karmelu wszystko czyni się z radością, ponieważ wszędzie mamy naszego Jezusa, który jest naszą radością nieskończoną.

Bardzo podobnie pisała inna święta karmelitanka, Elżbieta od Trójcy Świętej:

Czy zamiatam, czy pracuję, czy się modlę, wszystko jest dobre i radosne, bo wszędzie widzę mego Mistrza! (…) Karmelitanka, moja ukochana, jest duszą, która spojrzała na Ukrzyżowanego, ujrzała Go, jak składał siebie w Ofierze Ojcu za dusze, a skupiając się na tym wielkim widzeniu miłości Chrystusa, zrozumiała ogrom miłości swojej duszy i zapragnęła oddać się tak jak On!… A na górze Karmel, w milczeniu, w samotności, w modlitwie, która nigdy się nie kończy, albowiem przedłuża się na wszystko, karmelitanka już żyje tak, jakby żyła w niebie: ‚samym Bogiem’. Ten sam, który będzie kiedyś jej szczęściem i będzie ją nasycał w swojej chwale, już teraz oddaje się jej, nigdy jej nie opuszcza, lecz stale mieszka w jej duszy. Co więcej, oboje stanowią już Jedno. Również ona jest złakniona milczenia, aby zawsze Go słuchać i coraz bardziej wnikać w Jego Nieskończoną Istotę. Ona utożsamia się w Tym, Którego miłuje. Znajduje Go wszędzie, we wszystkim Go widzi, jak promieniuje! Czyż to nie jest niebo na ziemi? To niebo, moja Germanko, nosisz w swojej duszy. Już teraz możesz być karmelitanką, albowiem karmelitankę Jezus poznaje od wewnątrz, to znaczy od strony jej duszy.

Co ciekawe św. Elżbieta, podobnie jak św. Teresa z Los Andes, także miała temperamentny charakter. W swoim dzienniku duchowym napisała o sobie tak:

Miałam wrażenie, gdy spotkała mnie niesprawiedliwość, że czuję, jakby krew wrzała mi w żyłach. Cały mój byt się buntuje!

Kiedyś wydawało mi się, że życie świeckie i życie za klauzurą dzieli pewna przepaść. Swoimi słowami św. Elżbieta zasypała ją w moim myśleniu. Owszem, życie w świecie i życie w zakonie klauzurowym różnią się w formie, ale są to tylko różne drogi prowadzące do tego samego celu. Do Jezusa. Wydawało mi się także, że Karmel to miejsce docelowe dla takich duchowych gigantów, ale zrozumiałam, że to właśnie zakon jest ich kuźnią. Moją jest moja codzienność – małżeństwo, życie rodzinne, praca, codzienne obowiązki, wolontariat. To wszystko może być jednak przesiąknięte duchowością życia toczącego się ma klasztornymi murami.

Są takie dni, kiedy moja codzienność – moja droga do Nieba – wywołuje we mnie wrażenie, jakbym była w mniejszości nie tylko wobec reszty całego świata (7,6 mld ludzi > ja), lecz także wobec najbliższych mi osób. Potrzeba wsparcia, akceptacji i zrozumienia jest jak najbardziej ludzka, ale otaczający nas ludzie nie zawsze będą potrafili te potrzeby zaspokoić. W takie dni pocieszenie czerpię ze skarbnicy Karmelu:

Ja i Bóg razem stanowimy większość.
Św. Teresa z Avila

Bóg jest ze mną, zawsze po mojej stronie. Nawet wtedy, gdy mówi mi “biada!”, tak jak w dzisiejszej Ewangelii, czyni to z miłości, dla mojego dobra, dla mojego duchowego wzrostu i umocnienia do walki z grzechem, lub aby uświadomić mi, że nie wydaję dobrych owoców, mimo że On ciągle czyni w moim życiu cuda. Ale, co równie istotne, będąc po mojej stronie, Bóg nie jest przeciwko nikomu innemu. To nie jest tak, że mając za sobą Boga, mogę Go wykorzystać przeciwko komuś. I nie zawsze wszystko ułoży się tak, jak bym tego oczekiwała, co nie znaczy, że Bóg jest przeciwko mnie. Czasami strata jest największym zyskiem. Czasami muszę coś stracić, z czegoś zrezygnować; zaakceptować, że Bóg mówi “nie”, aby zyskać jeszcze bliższą relację z Nim.

Ale są też takie dni, kiedy wydaje mi się, że proszę Boga o zbyt wiele. Choć wiem, że On jest wszechmocny i nie ma dla Niego nic niemożliwego, w moim sercu czasami wyrasta chwast zwątpienia. Może przesadziłam. Może za dużo chcę. Może to po prostu niemożliwe. I znowu z pomocą przychodzą mi karmelitańskie mniszki:

Prawisz Bogu komplementy, prosząc Go o wielkie rzeczy.
Św. Teresa z Avila

Tyle od Boga otrzymujemy, ile się spodziewamy.
Św. Teresa z Lisieux

To oczywiście nie znaczy, że mam być kopią takiej czy innej świętej. Przed Bogiem mam być sobą.

Aby naprawdę znaleźć Boga, nie wystarczy tylko modlić się sercem i ustami lub opierać się na pomocy innych, ale równocześnie trzeba zdobywać się na wszelkie możliwe wysiłki osobiste i pracę.
Św. Jan od Krzyża

Lecz przecież nawet malarz, szkoląc swój warsztat, wzoruje się na pracach mistrzów, wykorzystuje ich techniki w swojej pracy, tworząc dzieła nowe, niosące ładunek emocjonalny jego wewnętrznej głębi, ale też to, czym się zachwycił lub co go zainspirowało u innych.

Zakon karmelitański dał nam naprawdę wielu świętych. Warto jednak zauważyć, że o ile każde kolejne pokolenie czerpało z duchowości swoich poprzedników, o ile kolejni papieże wynosili na ołtarze coraz to nowych świętych, każdy z nich pozostawał sobą. To nam daje ogromną nadzieję! Nie musimy wstępować do zakonu takiego czy innego, nie musimy stawać się drugim Janem od Krzyża, drugą Teresą Wielką czy Małą Tereską, żeby pogłębiać swoją wiarę, ale możemy inspirować się ich duchowością i ich doświadczeniem, aby tu, w naszej codzienności, pośród naszych relacji, obowiązków i pasji znaleźć tę właściwą ścieżkę, która przybliży nas do celu. Do Boga.


Izabela Kasprowicz-Żmuda

Izabela Kasprowicz-Żmuda

Pełnię funkcję koordynatora blogerów. Interesuje mnie duchowość kobieca i małżeńska, pociąga duchowość karmelitańska, jestem związana z Katolicką Odnową w Duchu Świętym. Lata temu oddałam swoje życie Bogu, i chociaż często prowadzi mnie pod górkę, nie żałuję ani jednego dnia z tej wspólnej wędrówki. Mimo że mam swój bagaż słabości i wad, pragnę uwielbiać Jezusa w moim życiu!