Duchowość

Homo sapiens czy homo marudens?

3 miesiące temu

Pamiętam taką sytuację, jak w jednej parafii ksiądz proboszcz urządził kolację dla swoich parafian z okazji imienin. Panie gospodynie gotowały przez trzy dni. Stoły były zastawione bardzo obficie. Można by powiedzieć, że było tam wszystko.

Ale oczywiście wśród parafian pojawiły się głosy: proszę księdza, ale po co było przygotowywać ten chleb ze smalcem, to przecież takie tłuste. Albo z drugiej strony: ta sałatka tylko z warzyw to taka light, jakby nie można było tam dorzucić jakiegoś mięsa.

My po prostu kochamy marudzić. Wiele razy jest tak, że nie widzimy tego, co dostajemy za darmo, ale po prostu chcemy sobie pomarudzić. Bo tak jest  łatwiej.

Ktoś mógłby nawet wysunąć teorię, że dzień bez marudzenia, to dzień stracony. Ale tak właśnie z nami czasami jest. Nie skupiamy się na dobru, które jest nam ofiarowane, ale szukamy tego, czego brakuje.

Pewien uczony powiedział kiedyś, że dzisiejszy człowiek to już nie jest homo sapiens, ale homo marudens, żeby podkreślić tą cechę w człowieku.

Lecz Pan Bóg szykuje inny pokarm dla tych, którzy w Niego wierzą. Wskazuje na siebie i mówi: Jam jest chleb życia. Kto do mnie przychodzi, nie będzie łaknął, a kto we mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.

No tak, ale żeby zobaczyć, to trzeba widzieć. I tu jest pewna różnica. Widzieć, to nie jest jeszcze zobaczyć. Mogę widzieć, ale nie wszystko zobaczyłem. Jak ściągnę okulary, to będę widział, ale nic nie zobaczę. I znowu zacznę marudzić.

Chciejmy dziękować Panu Bogu za to, co mamy, za to co otrzymujemy, abyśmy mogli być nazwani zawsze homo sapiens, a nie homo marudens.


Ks. Kamil Cieliński

Ks. Kamil Cieliński

Ksiądz katolicki archidiecezji wrocławskiej, obecnie student teologii moralnej w Lugano w Szwajcarii. Kocham się śmiać i przebywać z ludźmi, którym nie brakuje uśmiechu na twarzy i oczywiście mają dystans do siebie. Jako moje hobby uważam wszelki rodzaj sportu, a w ostatnim czasie squash. Najlepiej odpoczywa mi się w górach.