Duchowość

Głód Słowa

3 tygodnie temu

Na początku było Słowo, to Słowo było u Boga
i Bogiem było to Słowo.

J 1, 1 BPK

Trzy miesiące temu wyszłam za mąż. W prezencie ślubnym dostaliśmy dwa różne wydania Pisma Świętego: Biblię Pierwszego Kościoła i Biblię Piekarską. Niektórzy łapali się za głowę – po co Wam dwie kolejne Biblie? To prawda, Biblii u nas dostatek. Biblia Tysiąclecia, Biblia Edycji św. Pawła, Biblia wydana przez Wydawnictwo św. Wojciecha, małe wydanie Nowego Testamentu jeszcze z bierzmowania, a do tego jeszcze plik PDF na telefonie z Biblią w przekładzie ks. Jakuba Wujka. I trzydziestoletnia Biblia dla dzieci w obrazkach, którą dostałam na urodziny od swojej babci. Rzeczywiście taki prezent, i to w dodatku zdublowany, może się komuś wydawać niepotrzebny. Za chwilę jeszcze do tego wrócę…

Święty Hieronim powiedział, że nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa i rzeczywiście tak jest. W moim domu rodzinnym nie było praktyki czytania Pisma Świętego. Wspomniane wydanie NT, które dostałam z okazji mojego bierzmowania, długo kurzyło się na półce. Czasami do niego zaglądałam, ale “trudna jest ta mowa”, wielu rzeczy nie rozumiałam, nikt nie potrafił mi objaśnić znaczenia Bożego Słowa, a to, co słyszałam w kościele, nie zawsze było wystarczające, niedzielne kazania czasami zamiast dawać odpowiedzi, rodziły w mojej głowie kolejne pytania. W domu nie mieliśmy komputera, nie mogłam sobie znaleźć, jak jest to obecnie możliwe, jakiegoś komentarza biblijnego ot tak.

Wszystko przez Nie się stało;
bez Niego nie stało się ani jedno,
cokolwiek się stało.
J 1, 3 BPK

Osiem lat temu byłam jeszcze bardzo daleko od Boga i Kościoła. Pewnego dnia, przeglądając książki na półkach pewnej księgarni, zobaczyłam niebieską okładkę Biblii Tysiąclecia. Poczułam ogromne pragnienie, by kupić Biblię i zacząć ją czytać. Tak po prostu. Pamiętam, że parę dni później po nią wróciłam, gdyż tamtego dnia nie miałam przy sobie wystarczającej kwoty. W któreś upalne popołudnie pojechałam specjalnie po tę Biblię, wróciłam z nią do domu, zaczęłam czytać, a wraz z czytaniem mój głód Słowa Bożego tylko się wzmagał. To był początek mojego nawrócenia, a wszystko to, co wydarzyło się przez te ostatnie osiem lat, to owoc napełniania mojej codzienności Jego Słowem.

Są wciąż fragmenty Biblii, przez które jeszcze nie wiem, co Bóg chce mi konkretnie powiedzieć. Są takie, które towarzyszą mi nieustannie jako przypomnienie o Bożej trosce, opiece i miłości. Są takie, których kiedyś nie rozumiałam, a nawet takie, które sprawiały, że zastanawiałam się, jak Jezus mógł coś takiego powiedzieć. Ale ja wtedy znałam Jezusa bardzo powierzchownie, miałam o Nim jakieś swoje wyobrażenie i kiedy Jego Słowo nie pokrywało się z moim wyobrażeniem, przestawałam się tymi fragmentami zajmować.

Na świecie było [Słowo],
a świat stał się przez Nie,
lecz świat Go nie poznał.
Przyszło do swojej własności,
a swoi Go nie przyjęli.
J 1, 10-11 BT

Przez długi czas tak było ze mną, ale przecież Słowo Boże jest żywe, a Bóg jest niezmienny. W końcu zasiane ziarno wydało dobry plon. Dziś Biblia wcale nie wydaje mi się tak trudną lekturą jak kiedyś. Owszem, Słowo Boże jest wymagające, a nawet radykalne i chcąc żyć zgodnie z tym, co Bóg mówi, my również musimy się na pewien radykalizm zdobyć, a jednocześnie umieć kochać tak jak kocha Jezus – miłować człowieka, nienawidzić grzechu. Słowo Boże z jednej strony wzywa nas do radykalnego oporu wobec świata, a jednocześnie do radykalnej, gotowej na ofiarę miłości do bliźniego. Do nadstawiania drugiego policzka i przebaczania bez zastrzeżeń, a jednocześnie do nierzucania pereł przed wieprze, czyli do chronienia depozytu wiary, którą dostaliśmy.

Trudna jest ta mowa. Kto może jej słuchać?
J 6, 60 BPK

Pan Jezus powiedział wiele trudnych rzeczy w czasie swojego trzyletniego nauczania. Nie wszyscy potrafili przyjąć Jego słowa. Wywoływał oburzenie, zgorszenie, za to co mówił chciano go ukamienować, a ostatecznie ukrzyżowano Go. Przez dwa tysiące lat Słowo Boże nie straciło nic ze swej aktualności, ponieważ natura ludzka pozostaje wciąż ta sama. W 2018 roku Słowo Boże również budzi bunt jednych, ale, tak samo jak dwa tysiące lat temu, Żywe Słowo rozkochuje w sobie drugich. I nagle okazuje się, że w odpowiedzi na pragnienie poznania Boga przez Jego Słowo On daje łaskę zrozumienia Go.

W Nim było życie,
życie było światłością ludzi,
a światłość w ciemności świeci
i ciemność jej nie ogarnęła.
J 1, 4-5 BT

Światło rozprasza ciemności. Cierpliwość i wytrwałość zostają wynagrodzone. Trudna mowa staje się zrozumiała. Wszystkie kawałki układanki trafiają na swoje miejsce.

Czasami słyszę, że zbyt poważnie podchodzę do swojej wiary. No tak, dla osób, które znały mnie przed moim nawróceniem, może się to wydawać niezrozumiałe. Ale Jezus nie poszedł za mnie na Krzyż dla żartów, umarł na serio – po to, żebym ja mogła żyć. Określenie, że sypię cytatami z Pisma Świętego jak Świadkowie Jehowy, jest na porządku dziennym, gdy swoje argumenty podpieram, cytując Pismo Święte. Jakoś się tym nie przejmuję. Doświadczam żywej obecności Boga w mojej codzienności poprzez lekturę Pisma Świętego. Obecności uzdalniającej mnie do życia według Jego przykazań, a przecież moja przeszłość przed nawróceniem jest dla mnie świadectwem, że nie zawsze mi się to udawało.

Lubię czasami przytulić się do Słowa. Wziąć Biblię, poczuć jej ciężar w dłoniach aby ponownie uświadomić sobie, że Bóg jest zawsze obecny w moim życiu. Ucałować okładkę Księgi, w której Bóg zostawił siebie samego. Lubię mieć Pismo Święte ze sobą, gdy gdzieś jadę. Lubię wracać do ksiąg czytanych już wiele razy i odkrywać w nich nowe przesłanie dla siebie. Lubię i potrzebuję…

I choć Słowo Boże nie zmienia się, różne przekłady Biblii pomagają wyciągnąć z niej więcej i więcej. Kiedy więc w prezencie ślubnym dostaliśmy dwie Biblie, poczułam, że Bóg odpowiada na mój głód Jego Słowa, a że Bóg zawsze daje w obfitości, zrobił to z właściwą sobie hojnością. A było to tak..

Postanowiliśmy, że poprosimy naszych bliskich, aby to, co chcieliby wydać na prezent dla nas, przeznaczyli na wybrany przez nas cel charytatywny. Jednakże koleżanka, która była naszym świadkiem, uparła się, że jako świadkowa prezent nam kupi – coś, co zostanie w naszej rodzinie na długie lata jako szczególna pamiątka naszego ślubu. Rozmawiałyśmy w tym czasie o Piśmie Świętym, m.in. właśnie o Biblii Pierwszego Kościoła i powiedziałam, że jest to przekład, który planuję w niedalekiej przyszłości kupić. Koleżanka zaproponowała więc, że kupi nam ją w prezencie, ale w międzyczasie zaczęłyśmy także rozmawiać o pięknym wydaniu Biblii Piekarskiej, i właściwie stanęło tylko na tym, że w prezencie dostaniemy Pismo Święte. Na krótko przed ślubem koleżanka zadzwoniła, pytając, którą konkretnie Biblię ma kupić, bo jej to obojętne, ale żebyśmy dostali tą, którą chcemy. I pamiętam, że nie mogąc się zdecydować, westchnęłam w duchu, że pragnę obie te Biblie. A później przemknęło mi przez myśl, że to zachłanność i się trochę zawstydziłam. Mój wtedy jeszcze przyszły mąż zażartował nawet, że w oczach niektórych już i tak jesteśmy uznawani za nawiedzonych. Ponieważ jednak świadkowa mieszka w Piekarach Śląskich i przez nią różne nasze intencje zawierzane były Matce Bożej Piekarskiej, postanowiliśmy, że ma to jednak być Biblia Piekarska. Tak się jednocześnie złożyło, że inna nasza znajoma nie dojechała na nasz ślub z powodu choroby. I jakie było moje zadziwienie, gdy zadzwoniła z życzeniami, mówiąc, że wprawdzie na ślubie nie była, ale że prześle nam pocztą kupiony wcześniej prezent ślubnym, którym była… Biblia Pierwszego Kościoła.

Może to przypadek, a może nie. Jak tak patrzę na różne wydarzenia, wiele takich “przypadków” było po moim nawróceniu. Coś, czego potrzebowałam, Bóg sprawiał. Nie zawsze od razu, nie jak automat do spełniania życzeń czy zaspokajania pragnień. Jedne “przypadki” były bardziej spektakularne, inne dostrzegalne i rozumiane tylko przeze mnie.

A Słowo stało się ciałem
i zamieszkało wśród nas.
J 1, 14

Wszystko jednak sprowadza się do tego, że Bóg jest realnie obecny w mojej codzienności, zna moje potrzeby i wie, jak najlepiej na nie odpowiedzieć. Czasami Jego odpowiedź wprawia mnie w zadziwienie, czasami muszę poruszyć pokłady ufnej cierpliwości, gdy jest inna od oczekiwanej. Czasami błogosławieństwa przychodzą w przebraniu, a czasami Bóg mówi: prosiłaś mnie, więc dlaczego tak się dziwisz, że dostałaś to, czego pragniesz?

Może pomyślisz: wielkie mi rzeczy – dwie Biblie! Ale przecież…

Nie samym chlebem żyje człowiek,
lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.
Mt 4, 4 


Izabela Kasprowicz-Żmuda

Izabela Kasprowicz-Żmuda

Pełnię funkcję koordynatora blogerów. Interesuje mnie duchowość kobieca i małżeńska, pociąga duchowość karmelitańska, jestem związana z Katolicką Odnową w Duchu Świętym. Lata temu oddałam swoje życie Bogu, i chociaż często prowadzi mnie pod górkę, nie żałuję ani jednego dnia z tej wspólnej wędrówki. Mimo że mam swój bagaż słabości i wad, pragnę uwielbiać Jezusa w moim życiu!