Duchowość

„Co ty tutaj robisz?”

4 miesiące temu

Co ty tutaj robisz?

Cytat z piosenki Elektrycznych Gitar? Nie tym razem. To pytanie, które Bóg zadaje Eliaszowi na górze Horeb. Prawdopodobnie najważniejsze pytanie w życiu pogrążonego w rozpaczy proroka. Prawdopodobnie – jeśli tylko dajemy sobie szansę, by je usłyszeć – jedno z ważniejszych pytań w życiu każdego z nas.

Historia, która ostatnio bardzo mocno pracuje w mojej głowie, opisana jest w 1dziewiętnastym rozdziale Pierwszej Księgi Królewskiej. Eliasz przychodzi na górę w głębokim kryzysie. Jeszcze czterdzieści dni wcześniej leżał na pustyni pod krzakiem janowca i czekał na śmierć, bo miał przekonanie, że jego życie straciło sens. Był tak otępiały i przytłoczony, że na początku nie zareagował nawet na Boży cud, na anioła przynoszącego mu pożywienie. W końcu jednak wyruszył, dotarł na Horeb i ukrył się w grocie.

Właśnie w tej grocie Bóg zadaje Eliaszowi pytanie: „Co ty tutaj robisz?”. Z pewnością nie pyta z ciekawości – sam przecież posłał go w drogę. Zagaduje go, aby wejść z nim w dialog i dać mu przestrzeń na wgląd w serce. W odpowiedzi słyszy:

Żarliwością rozpaliłem się o chwałę Pana, Boga Zastępów, gdyż Izraelici opuścili Twoje przymierze, rozwalili Twoje ołtarze i Twoich proroków zabili mieczem. Tak że ja sam tylko zostałem, a oni godzą jeszcze i na moje życie.
(1 Krl 19, 10)

Eliasz nie owija w bawełnę. Mówi, jak jest – o swoich emocjach, o niebezpiecznej sytuacji, w której się znalazł, o nieszczęściach i smutkach.

Odpowiedź Boga jest niezwykle prosta:

Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!
(1 Krl 19, 11)

Bóg nie zapowiada wspaniałych rozwiązań wszystkich problemów Eliasza, nie pociesza go ani nie motywuje do dalszego działania. Zdaje się mówić: „Pobądź ze Mną blisko. Chcę się z tobą spotkać”. I przychodzi – nie w wichurze, ogniu ani trzęsieniu ziemi, lecz w szmerze łagodnego powiewu.

Po tym wyjątkowym doświadczeniu Pan zadaje pytanie powtórnie. Co ciekawe odpowiedź Eliasza jest identyczna. Ta sama historia życia, te same problemy, te same emocje. Mogłoby się wydawać, że nic się nie zmieniło. Jednak Pan na tę samą odpowiedź tym razem reaguje inaczej – posyła Eliasza na nowo do jego prorockiej misji.

Czasami oburzamy się na Boga, że nie zmienia naszych okoliczności. Mamy wrażenie, że aniołowie, którzy mieli nas strzec, polecieli na wakacje i piją na jakiejś chmurze drinki z palemką, a u nas tylko kłody pod nogami, ciernie i skały. A może właśnie wtedy, kiedy cały świat wali się nam na głowę i mamy serdecznie dość, warto wybrać się na swoją górę Horeb i usłyszeć w sercu to ciche pytanie. Co ty tutaj robisz Agnieszko, Piotrze, Jolu…?

Gdy wyrzucimy już z siebie całą listę skarg i zażaleń i nie zatrzymamy się na niej, ale wyjdziemy z groty naszych oczekiwań, przejdzie wicher, ogień i trzęsienie ziemi, a potem łagodny szmer Bożej obecności. I nagle okaże się, że nie potrzeba nam niczego więcej. W Bożej obecności odnajdziemy samych siebie, swoją tożsamość i misję właśnie w tych okolicznościach, cierniach i kłodach.

Eliasz stanął na nowo w tożsamości swojego imienia i namaszczał królów, powoływał proroków, aż wreszcie opuścił ziemię porwany na ognisty rydwan, bez śmierci. A przecież znał tylko część Prawdy. Dzięki Jezusowi każdego dnia możesz stawać na nowo w tożsamości „Jahwe jest moim Tatą”. Co może Cię zatrzymać, gdy żyjesz taką godnością?


Anna Kierbedź

Anna Kierbedź

W godzinach pracy tłumaczka tekstów zupełnie niekreatywnych. Po godzinach – wariatka (to sprawdzona opinia moich najbliższych przyjaciół), która chce czterema kółkami swojej limuzyny (zwanej też poduszkowcem, TIR-em lub wózkiem inwalidzkim) wykreślić na tej ziemi i na ludzkich sercach jakiś pozytywny ślad. Zafascynowana ludźmi – ich poznawaniem, byciem z nimi, wspólnym śmianiem się i płakaniem. Szukająca inspiracji u Jezusa i zaprzyjaźnionych hiszpańskich świętych – Ignasia z Loyoli i Teśki z Avili. Zakochana do szaleństwa w Słowie. Ponad tym wszystkim – odnaleziona, umiłowana córka Boga.