Przeglądając tablicę aktualności na Facebooku, trafiłam niedawno na anegdotę o pewnym misjonarzu. Anegdota opowiadała o tym, że ów misjonarz próbował przekonać członków pewnego plemienia do udania się wraz z nim do usytuowanego na drugim brzegu rzeki ośrodka medycznego prowadzonego właśnie przez misjonarzy. Pomimo tego, że szalała zaraza i było to jedyne miejsce, gdzie można było uzyskać pomoc medyczną, członkowie plemienia nie chcieli iść, ponieważ wierzyli, że rzekę zamieszkują złe duchy. Nie zbliżali się do niej, wodę do picia czerpali z innego źródła. Misjonarz gorąco zachęcał ich do przeprawy na drugi brzeg, ale byli nieustępliwi. Przyprowadził ich nad brzeg rzeki, ale odmówili zbliżenia się do wody. Misjonarz wszedł do wody po kostki, ochlapał wodą twarz, napił się wody z rzeki, ale to również ich nie przekonało. Dopiero gdy zanurkował, by po chwili wynurzyć się po drugiej stronie rzeki, uwierzyli, że złe duchy nie zrobią im krzywdy i że rzeka była jedynie pełna ich strachu. Dopiero wtedy podążyli za misjonarzem.

Ta historia obrazuje sens Dzieła Odkupienia. Jezus nie potrzebował narodzić się w ludzkim Ciele, nie potrzebował dorastać, nie potrzebował doświadczać zwykłych ludzkich trudności i słabości, nie potrzebował trwożyć się w Ogrójcu, cierpieć i umierać na Krzyżu. Tak naprawdę wystarczyłaby jedna kropla Krwi Chrystusa, by zbawić całą ludzkość. Po co więc było to wszystko? Wielu ludzi, także i dziś, mówi, podobnie jak dwa tysiące lat temu zły łotr wiszący na krzyżu obok Jezusa, że gdyby naprawdę był Bogiem, to by się uratował. W rozmowach z osobami, które deklarują się jako niewierzące, często słyszę ten argument.

Jezus przyszedł, by nas zbawić. Wszystko to, czego doświadczył, było potrzebne NAM, nie Jemu. Słowa inspirują, ale pociąga przykład, żywe świadectwo. Jezus wiedział, że nie wszyscy Mu uwierzą, ale wiedział, że uwierzy o wiele więcej ludzi, gdy swoim przykładem wskaże właściwy kierunek. Wiedział, że nie wystarczy ludziom powiedzieć, co mają czynić, że nie można od ludzi wymagać ofiary i odwagi, ale że trzeba dać im przykład do naśladowania. Podobnie, jak kapitan statku nie siedzi w swojej kajucie podczas sztormu. Chrześcijaństwo jest czasami taką rzeką strachu. Może i chcemy pomocy, ale boimy się tego, co po drodze. Czasami są to lęki irracjonalne, a czasami całkiem uzasadnione. Dlatego Jezus poszedł pierwszy tą drogą, aby nam pokazać, że nie musimy się bać, że z Jego pomocą pokonamy wszystkie trudności, przeprawiając się przez naszą rzekę strachu. On teraz czeka na tym drugim brzegu i zachęca nas, żebyśmy podążyli Jego śladami, a jednocześnie towarzyszy nam i wspomaga nas we wszystkich trudnościach. Mamy Boga po swojej stronie, Boga, który był gotowy urodzić się i umrzeć po to, abyśmy my mogli żyć wiecznie, i który nieustannie wspomaga nas Swoją łaską, aby nic nas na naszej drodze nie zatrzymało – ani realne przeszkody, ani nasze własne lęki. To jest prawdziwie Dobra Nowina!

Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą;
nie trwóż się, bom Ja twoim Bogiem.
Umacniam cię, jeszcze i wspomagam,
podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą. (…)
Albowiem Ja, Pan, twój Bóg,
ująłem cię za prawicę
mówiąc ci: «Nie lękaj się,
przychodzę ci z pomocą».
Iz 41, 10; 13