Tydzień temu, dokładnie w Wielką Sobotę, czułam, że jestem z Jezusem w grobie. Duchowo miałam wrażenie, że leżę tam obok Niego. W Wielki Piątek odnowił mi się uraz kręgosłupa. Ból był silny do tego stopnia, że nie byłam w stanie uczestniczyć w Liturgii Wielkiego Piątku. Kompletna klapa, gdy chce się przeżyć ten czas jak najbardziej duchowo. Adorowałam Jego Krzyż w domu, czując przy najmniejszym ruchu, jak mój własny krzyż – dosłownie ten właśnie odcinek kręgosłupa – dawał o sobie boleśnie znać. Krótki, ale przeszywający ból, tak jakby ktoś w to miejsce wbijał jakiś tępy przedmiot. Może była to taka łaska: mały, choć bolesny, ułamek Jego cierpienia…
W Wielką Sobotę ból wciąż towarzyszył, choć na tyle mniejszy, że po południu mogłam pójść na adoracyjne czuwanie. Kościół był prawie pusty. Jeden ministrant, pan kościelny i jakaś pani. Usiadłam na swoim stałym miejscu, z którego widziałam dobrze zarówno grób, jak i monstrancję. I tak się ucieszyłam, że Go dobrze widzę, że mogę Go w ciszy adorować. Po paru minutach przyszła jednak jeszcze jedna pani i usiadła centralnie przede mną, zasłaniając grób. Po jakiejś chwili poszła, ale zaraz przyszedł ktoś inny i również usiadł tak, że grobu nie widziałam. Ktoś zaczął przestawiać krzesła i porządkować świece przy ołtarzu, rozmawiać z ministrantem i zagadywać osoby siedzące w ławkach… Zalała mnie fala smutku, zniecierpliwienia i bezradności! Mimo najszczerszych chęci, by przeżyć to Triduum duchowo jak najgłębiej, wciąż miało miejsce coś, co mi Go przysłaniało albo uniemożliwiało przy Nim w skupieniu trwać.
Oparłam czoło na dłoniach i zamknęłam oczy. Starałam się wyciszyć wszystkie dźwięki. Cicho, przecież Król zasnął! Dziecinnie zrobiłam Panu Jezusowi wyrzut, że wszystkie ławki w kościele wolne, a tu jak na złość mi Go zasłaniają… Od rana kościół otwarty, a akurat teraz pan kościelny musiał zabrać się za porządki i przygotowania, każdym szurnięciem i słowem wybijając mnie z duchowej koncentracji. Trwałam tak z zamkniętymi oczyma z jednej strony słysząc wszystko, a z drugiej czując, jakby mnie od wszystkiego oddzielał kamień grobowy. A ja tam w grobie, przy Jego stopach, bezsilna wobec tego wszystkiego, co we mnie umiera. I właśnie wtedy – gdy wszystko było nie tak, a ja nie miałam na nic wpływu, dostałam łaskę duchowego przytulenia. Spłynął na mnie Jego pokój. Bez fajerwerków, bez wielkich wewnętrznych uniesień. Po prostu poczułam się przytulona przez Miłość i wszystko zaczęłam widzieć inaczej. Gdy podniosłam głowę zobaczyłam, że w kościele jest kilkoro ludzi. Przede mną nadal dwie osoby, które przysłaniały mi grób. Widziałam “tylko” monstrancję górującą nad grobem. „U Niego nawet grób jest pełen życia…” – przypomniały mi się słowa pewnego księdza przeczytane wcześniej na Facebook’u. A ja uparcie, po ludzku, skupiłam się na tym, co trudne, co niezrozumiałe, co niechciane. Grób Jezusa od dwóch tysięcy lat jest pusty! Czuwanie wielkosobotnie, figura Jezusa złożona do grobu to religijne praktyki, które mają nam tamte wydarzenie przybliżyć, ale to się wydarzyło tylko raz – wtedy! A dziś, nawet w taki dzień, jak Wielka Sobota, chwała Zmartwychwstania jest źródłem radości i siły i nic tego nie zmieni, żadne przeciwności, przeszkody, rozproszenia – chyba, że sama cud Zmartwychwstania zamknę w ciasnej ramce moich wyobrażeń i symboliki gestów. Jutrzenka wielkanocnego poranka może zajaśnieć równie mocno po środku najciemniejszej nocy, bo to Bóg jest Panem miejsca i czasu. Muszę tylko pamiętać, aby odwrócić się od ciemnego grobu w kierunku Światła (J 20, 16).
Mając przed oczyma żywego Jezusa w Najświętszym Sakramencie skupiłam się na Jego symbolicznej obecności w grobie i tym, co mnie tam trzymało. A Jezus przychodzi i woła po imieniu (J 20, 16): przestań się skupiać na tym co trudne, co minęło, na swoim bólu, smutku, bezradności, lęku… spójrz na Mnie! – mówi.
Tam, w kościele, zachciało mi się śmiać z samej siebie! Jak On mi to musiał obrazowo pokazać! Choć osoby siedzące przede mną zasłaniały Jego grób, bez żadnych przeszkód patrzyłam na monstrancję, a w niej na żywego Boga, żyjącego Boga. Patrzyłam, ale Go nie widziałam. A przecież św. Paweł napisał:

Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie,
próżna jest także wasza wiara.
1 Kor 15, 14

Jezus zmartwychwstał, to się już dokonało. Piękna jest liturgia Triduum i tradycja celebrowania Święta Zmartwychwstania Pańskiego, piękna symbolika praktyk, które duchowo przenoszą nas do tamtego czasu i tamtych wydarzeń – ale Jego grób jest pusty! Jego Miłość nie pozwoliłaby Mu go opuścić i nas tam zostawić. A tyle rzeczy może być naszym grobem! Zniechęcenia, trudności, cierpienie fizyczne, ból duchowy, odrzucenie, skomplikowane relacje, konsekwencje dawnych złych wyborów… Tkwimy w tym i ciągle rozpamiętujemy, przegapiając Jego przyjście tu i teraz. Czekając na zmartwychwstanie naszych ciał w przyszłości, nie przegapmy tego, co dzięki Jego łasce zmartwychwstaje w nas już teraz. Pokój, radość, miłość, nadzieja, życzliwość, przebaczenie… Co w Tobie umarło? Jaka część Ciebie potrzebuje zmartwychwstania? Co nadal trzyma Cię w grobie? Co Ci Go przysłania, na czym skupiasz się tak bardzo, że Go nie widzisz? Jezus zmartwychwstał po to, abyśmy i my mogli żyć!

Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. (…) Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi!…
Pwt 30, 15. 19b

Przypomniało mi się też pewne zdarzenie z zeszłego roku, również z Wielkiej Soboty. Mój kościół jest kościołem filialnym, a parafia ma tylko jednego kapłana. Z tego względu procesja rezurekcyjna ma miejsce wieczorem w Wielką Sobotę. Rok temu, gdy procesja wróciła do kościoła, pewien starszy pan zaczął przestawiać kwiaty przy grobie, aby ułatwić do niego dojście… Wtedy ksiądz proboszcz zwrócił uwagę, że nie będziemy kłaść Jezusa z powrotem do grobu, Chrystus zmartwychwstał. Zabawne z pozoru zdarzenie podkreśla ten fakt: nie ma Go tu, nie ma Go w grobie! Święta wielkanocne mają nam o tym przypominać i są uczczeniem tego największego cudu, ale powinniśmy żyć tą dobrą nowiną i radować się nią każdego dnia. Każdy dzień jest przestrzenią spotkania ze zmartwychwstałym Jezusem. Jakże często o tym zapominamy! Dwa dni i po świętach, słyszy się zewsząd. „Smacznego jajka, niech zajączek przyniesie ci same dobre rzeczy…” Ktoś powiedział, że słysząc to, Jezus przewróciłby się w grobie, gdyby nadal w nim leżał… Ale ten grób jest pusty. Chwała Panu!