„Czym jest wejście na Rysy w porównaniu z Golgotą życia” – takie słowa wypowiedział pewien góral, który wiózł moich przyjaciół i mnie na Łysą Polanę. Tego dnia mieliśmy właśnie wchodzić na najwyższy polski szczyt. A dlaczego o tym mówię?

W tym roku obchodzimy 100-lecie objawień w Fatimie. Warto zatem wrócić do słów Matki Bożej, która w 1917 roku prosiła Łucję, Franciszka i Hiacyntę, aby odmawiali różaniec.

Na pozór może się wydawać, że to bardzo prosta sprawa, ale w rzeczywistości różaniec jest bardzo trudną modlitwą. Nie chodzi przecież o bezmyślne „klepanie zdrowasiek” tylko o prawdziwą i szczerą modlitwę, która angażuje zarówno ducha jak i ciało. Jak jednak dostrzec i sprawdzić jego skuteczność, skoro kojarzy nam się z czymś trudnym? Po prostu trzeba spróbować.

Różaniec jest jak łańcuch na górskim szlaku, a nasze życie jest wędrówką przez ten szlak. Każda osoba, która zawędrowała w wyższe rejony gór doskonale wie o tym, że na trudnych odcinkach znajdują się łańcuchy, które mają pomóc wędrowcom w bezpiecznym pokonaniu tych fragmentów, które są trudniejsze lub po prostu niebezpieczne. Zostały tam umieszczone przez ludzi doświadczonych, znających doskonale trudność i przeciwności szlaku.

Taki sam asekuracyjny łańcuch dostaliśmy od Maryi. Dostaliśmy go na codzienną wędrówkę przez życie. Matka Jezusa przeszła tą samą drogą – drogą życia – ponad dwa tysiące lat temu i doskonale zna najtrudniejsze jej odcinki, co więcej zdobyła szczyt. Warto więc łapać się tego łańcucha, który nam zostawiła za każdym razem, gdy nie dajemy już rady iść albo kiedy po prostu nie wiemy dokąd. On da siłę i oparcie w naszej wędrówce na szczyt. 😊