Prosimy Boga o wiele rzeczy, ale chyba najbardziej pragniemy uzdrowienia. Uzdrowienia fizycznego. Uzdrowienia wewnętrznego. Uzdrowienia relacji z innymi. Uzdrowienia relacji z samym Bogiem. Pragniemy uzdrowienia, ponieważ chcemy przeżywać nasze życie w pełni. W ostatnim czasie miałam okazję wysłuchać kilku niesamowitych świadectw ludzi uzdrowionych przez Boga. Z bolesnego schorzenia kręgosłupa. Z depresji. Z bardzo toksycznej i raniącej postawy wobec bliskiej osoby. Bóg jest dobry! Jezus żyje, jest wśród nas i uzdrawia tak samo, jak dwa tysiące lat temu. On chce naszego uzdrowienia. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że chce naszego uzdrowienia jeszcze bardziej, niż my sami… choć nie wszystkich tu i teraz uzdrawia.

Jest różnica w tym, jak patrzymy na kwestię uzdrowienia my, a jak patrzy Bóg. Po ludzku chcemy być zdrowi i nie ma w tym nic złego. Sama borykam się z paroma zdrowotnymi problemami, które nawet jeśli nie przykuwają mnie do łóżka, to potrafią skutecznie utrudnić codzienne funkcjonowanie i stawiają czasami mniejsze lub większe ograniczenia. I bardzo, ale to bardzo, chciałbym, aby te ograniczenia i ich źródło, zniknęły. O ileż bardziej więc powrotu zdrowia muszą pragnąć ludzie o wiele mocniej dotknięci chorobą. Zupełnie zrozumiałe.

Zgadzamy się co do tego, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Ale w czasie trzech lat swojego nauczania Jezus też nie wszystkich uzdrowił. I z tym najtrudniej nam się pogodzić. Bóg może w swej mądrości wiedzieć to, czego my nie jesteśmy w stanie dostrzec – czasami to brak uzdrowienia jest łaską.

Święta Teresa z Avila zapytała kiedyś Jezusa, dlaczego doświadcza swoich przyjaciół cierpieniem. Sama nie była od cierpienia i choroby wolna. Jezus miał jej odpowiedzieć, że zawsze tak doświadcza swoich przyjaciół, na co św. Teresa miała odpowiedzieć: ach, to dlatego masz ich tak mało… Nie była to jedyna święta, która doświadczyła tak bliskiej relacji z Jezusem, a jednocześnie nie była od cierpienia wolna. I nie znaczy to, że Bóg chce, abyśmy cierpieli, ale że cierpienie nie jest bezsensowne, nawet jeśli powód, dla którego Bóg je do nas dopuszcza, jest dla nas zakryty.

Ewangelie są świadectwem niesamowitych uzdrowień przez Chrystusa. W Dziejach Apostolskich czytamy o tym, jak Jezus uzdrawiał przez swoich Apostołów. Nie powinniśmy się więc dziwić, że zdarza się to i współcześnie. Każdy dzień po śmierci, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Jezusa, to dzieje apostolskie. Wszyscy jesteśmy posłani, by głosić Ewangelię, a Chrystus w każdym czasie wybiera sobie ludzi, przez których właśnie tak działa. I tak jak wtedy tak i teraz nie wszyscy są uzdrawiani.

W jednej z konferencji o.Witko, który posługuje charyzmatem modlitwy wstawienniczej, i którego posługa była narzędziem w ręku Jezusa ku niejednemu uzdrowieniu, powiedział, że żadne uzdrowienie nie jest dane przez Boga dla samego faktu uzdrowienia. Bóg dopuszcza nasze rany, aby w nich objawiła się Jego chwała, a jednocześnie Bóg pragnie przede wszystkim naszego zbliżenia się do Niego. Czasami to uzdrowienie jest narzędziem nawracającym, innymi razy to nawrócenie musi otworzyć w nas przestrzeń, która pozwoli nam uzdrowienie przyjąć.

Mówimy, że Bóg czyni wszystko we właściwym czasie, jednak o wiele trudniej jest nam trwać przy Nim, gdy upragniona łaska wciąż nie nadchodzi. Ufać Mu, gdy modlitwa wydaje się bez odpowiedzi. Uwielbiać Go, gdy nie rozumiemy dlaczego nas nie uzdrawia. A w obecności Jezusa uzdrowienie nie jest kwestią “czy?”, lecz “kiedy?”. Bóg zawsze pragnie naszego dobra, tylko postrzega je o wiele bardziej wielowymiarowo, niż my. Wszystko, czym nas obdarowuje, ma przede wszystkim zbliżyć nas do Niego. Może się to wydawać mało logiczne, ale Boga naprawdę można odnaleźć w cierpieniu. Kiedy nawróciło się moje serce, miałam poważne problemy ze zdrowiem. Po urazie kręgosłupa byłam kilka tygodni unieruchomiona. Pamiętam, że przez pewien czas ból był tak silny, że przy najmniejszym poruszeniu, przy nagłym naprężeniu mięśni miałam wrażenie, jakby mi ktoś wbijał w plecy żelazne pręty. Nawet nie jestem w stanie opisać słowami tamtego doświadczenia. A oprócz cierpienia fizycznego był jeszcze aspekt utraty pracy oraz niepewność jutra i spora odległość od domu. Na pewno nie chciałabym już nigdy przeżyć tego ponownie, ale… właśnie ta sytuacja dopuszczona przez Boga stała się okazją do głebszego poszukiwania Go. A wcześniej, piszę to bez dumy, nie raz zdarzało mi się Boga o coś prosić i to otrzymywać, lecz pozostawać daleko od Niego.

Strasznie rozczulają mnie świadectwa uzdrowień opisane w Biblii. Każde z nich stało się znakiem Bożej mocy i chwały. Jezus wybierał takie beznadziejne przypadki, ludzi, na których inni już dawno postawili krzyżyk. Czy poznalibyśmy Bożą wszechmoc, gdyby On najpierw nie dopuścił choroby? Czy pociągnąłby ludzi do siebie przez dobroć i miłosierdzie, gdyby nie miał kogo obdarować swoją miłością i miłosierdziem? Czy uwierzylibyśmy w Jego miłość, gdyby nie wziął na siebie krzyża, który należał się nam i gdyby nie cierpiał za nas? Choroba i cierpienie nie pochodzą od Boga – jeśli masz wątpliwości otwórz swoją Biblię i przeczytaj opis stworzenia świata. W zamyśle Boga nie było przestrzeni na ból, chorobę czy śmierć i nie z Jego woli przyszły one na świat. On stworzył świat idealny, który stał się niewystarczający dla człowieka zwiedzonego przez szatana i oddawszy za nas życie prowadzi nas z powrotem do raju, gdzie nie będzie już ani chorób, ani cierpienia, ani śmierci. Ale ta droga prowadzi przez życie w świecie skażonym konsekwencjami tego pierwszego grzechu, nie jesteśmy więc wolni od cierpienia. I chociaż wszyscy pragniemy zdrowia, warto się zastanowić, gdzie pośród naszych próśb o uzdrowienie jest miejsce dla Boga. Czy chcemy być “tylko” zdrowi, czy chcemy uzdrowienia, aby On mógł się w naszym życiu objawić i być bardziej kochanym, być mocniej upragnionym i być przyjętym z całym bogactwem łask?

Kiedy czytamy Ewangelie, przyjmujemy wszystko z taką oczywistością. To się już dokonało, to są historie, które dobrze znamy, słyszeliśmy je nie raz. Symbolika umycia apostołom nóg jest taka oczywista – dla nas. Teoria ofiary na krzyżu jest jasna – dla nas. Ale nasz ludzki rozum nie dostrzega w tym logiki. W naszym osobistym cierpieniu też logiki nie dostrzegamy. Jak Hiob…

W czwartym rozdziale Ewangelii św. Łukasza jest opis uzdrowienia teściowej świętego Piotra. Historia ta jest przytoczona także w ósmym rozdziale Ewangelii św. Mateusza. Gdy Jezus uzdrowił tę kobietę z gorączki, ona “wstała i usługiwała im”. Służyć – nie lubimy tego słowa, prawda? Źle nam się kojarzy. Służyć, czyli być na samym dole społecznej hierarchii. Ale sam Bóg przyszedł na świat, aby nam służyć (zob. Mt 20, 28). Wszystko to, co dostajemy od Niego, nie jest tylko dla nas. Wszystkie dary, charyzmaty, narzędzia duchowe, którymi On nas obdarza, są po to, abyśmy mogli zrobić coś dobrego dla drugiego człowieka. Abyśmy byli jak dobry Samarytanin albo jak przyjaciele, którzy zanieśli do Jezusa paralityka.

Jeśli chcesz, możesz mnie uzdrowić – to prośba trędowatego o uzdrowienie, zapisana na kartach Ewangelii. Ile w tym jednym zdaniu pokory i ufności! Jeśli chcesz… A nam od razu załącza się taki lęk, że może Bóg właśnie nie chce, no bo jeśli by chciał, to w ogóle by tej choroby do nas nie dopuścił. Ciężko jest czasami zrozumieć Boże zamysły. Myślę, że to też po trochu dowód na to, że On jest Bogiem, bo gdybyśmy byli w stanie ogarnąć Go naszym ludzkim, ograniczonym umysłem, to czym by się od nas różni? Podczas swojej ostatniej Paschy, czyniąc coś zupełnie niezrozumiałego dla apostołów, Jezus powiedział do św. Piotra słowa, które napawają mnie nadzieją: Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później będziesz to wiedział.

Modlitwa: Dobry Boże, proszę Cię teraz o łaskę uzdrowienia dla osoby, która czyta ten tekst. Nie wiem, czy uzdrowienia potrzebuje dusza czy ciało, ale Ty wiesz wszystko i wszystko możesz. Wlej w serce tej osoby ufność w to, że Ty chcesz jego/jej dobra, i że cierpienie, którego doświadcza, nie jest bezsensowne, chociaż sens może być dla niej zakryty. Dotknij serca tej osoby, aby potrafiło przyjąć tę łaskę. Niech oczy tej osoby przejrzą, jak oczy Tobiasza; niech ustanie krwotok, jak kobiecie, która dotknęła się Twojej szaty; niech wróci czucie w sparaliżowanym ciele; niech odejdzie nieczystość serca i ciała; niech odejdzie gorączka; a jeśli trzeba, podźwignij tę osobą z grobu, w którym tkwi, cokolwiek tym grobem jest. Jezu, Ty wiesz, co potrzebuje uzdrowienia. Dodaj nam wiary, abyśmy nie zwątpili w Ciebie; abyśmy trwali na modlitwie mimo naszych trudności i zniechęceń; abyśmy ufali Ci wtedy, gdy nie rozumiemy dlaczego dotyka nas choroba i cierpienie… Ty wszystko możesz, Ty zatroszcz się o tę osobę, ufam Tobie, amen!