Ostatnimi czasy próbowano mnie przekonać, że są na świecie ludzie, w których nie warto inwestować. Tacy, którym nie warto pomagać, bo po co lać wodę do dziurawego wiadra, przecież i tak się rozleje. Nie mają w sobie talentów, niczym się nie wyróżniają, nie są przydatni, nic nie wnoszą, są trochę jak piąte koło u wozu. Niekonieczni, żeby nie napisać zbędni. Często popełniają błędy. Trzeba po nich poprawiać. Tracić na nich czas. Zamiast pójść z czymś do przodu, cofamy się żeby korygować błędy delikwentów. W sportach zespołowych, takie jednostki eliminuje się ze składu. Jakim nieszczęściem byłoby zastosowanie takiej logiki, na samym początku istnienia.

Adam i Ewa byli w Edenie szczęśliwi. To raczej nie ulega wątpliwości. W końcu wszystko, co stworzył Bóg, było dobre. Trudno więc być nieszczęśliwym w miejscu, gdzie wszystko jest dobre. Mogli do woli korzystać z całego ogrodu. Mogli spożywać owoce ze wszystkich drzew. Ze wszystkich, oprócz jednego. Czy to duże obwarowanie? Czy to duża cena za bycie szczęśliwym? Czy to ograniczenie wolności? Moim zdaniem nie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę te słowa: „Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał. A przy tym Pan Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: «Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz»” (Rdz 2, 15-17). To nie jest zakaz, to rada, dobra rada. Rada rodzica, który dba o to, by jego najukochańsze dziecko nie umarło. Wskazówka i drogowskaz dla dobrej drogi życia, wiecznego życia.

Dalszy ciąg historii znamy. Jest wąż, owoc i zerwanie przymierza z Bogiem. Co jednak dzieje się w chwili, gdy Adam i Ewa chowają się? Czy wiedzą jakie są konsekwencje ich decyzji? Czy zdają sobie sprawę, że konsekwencją ich decyzji jest… śmierć: „… ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” (Rdz 2, 17). Mając w głowie myśl o śmierci, trudno nie uciekać. Co jednak robi Bóg? Pyta. Nawiązuje dialog: „Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu. Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: «Gdzie jesteś?»” (Rdz 3, 8-9). Przecież doskonale widział, gdzie jest mężczyzna. Jest przecież Bogiem. Dalej: „On odpowiedział: «Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się». Rzekł Bóg: «Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?»” (Rdz 3, 10-11). Adam już w tej chwili podejmuje decyzje z konsekwencją grzechu w sercu. Oddala winę od siebie. Nie uderza się w piersi, zwala winę na Ewę, ona zaś na węża itd. Co Bóg powinien zrobić? Jeśli trzymamy się reguł przymierza między nimi a Bogiem, to Adam i Ewa powinni… umrzeć. On nie chce ich śmierci, ratuje ludzi, którzy odrzucili jego miłość. Daje im odzienie: „Pan Bóg sporządził dla mężczyzny i dla jego żony odzienie ze skór i przyodział ich.” (Rdz 3, 21). Dokonali wyboru, ale Bóg nie skreśla ich, bo są Jego dziećmi.

Widzę tu ogromną nadzieję ulokowaną w człowieku. Bóg kocha do szaleństwa, szaleństwa krzyża, na którym w Jezusie Chrystusie oddaje życie za Ciebie, abyś mógł wrócić do Niego. Wrócić i cieszyć się pierwotnym stanem szczęścia. Bóg nigdy Cię nie skreśla, choćbyś był po uszy w szambie grzechu. Choćbyś go odrzucił, przeklął i odszedł, On zawsze na Ciebie czeka. Jeśli tylko będziesz chciał wrócić.

Nie ma wiader, do których nie warto lać. Choćby miało się rozlać, to lać trzeba. Nigdy nie wiemy, kiedy ktoś chwyci wyciągniętą do niego rękę. Nigdy nie wiemy, kiedy zachce wrócić. Nigdy nie możemy nikogo skreślać, bo Bóg nikogo nie skreśla. Nie ma też co szukać winy w innych ludziach, za to co nas spotyka. Bądź kowalem swojego losu, który pracuje na najlepszym materiale pochodzącym do kochającego Boga.