Pierwszym co przyszło mi na myśl po ostatnim sięgnięciu do historii Samsona, to sławne zdanie z finałowej sceny Grega Zorby, czyli – Jaka piękna katastrofa. Wymieszanie podziwu i irytacji ze zmarnowanego potencjału, jaki bez wątpienia miał Samson. Można by wylać na bohatera wiadro epitetów, niekoniecznie pozytywnych, ale jego historia nie tylko uczy, nie jest tylko ku przestrodze.

Samson miał jedną główną wadę – szybciej robił niż myślał. No dobra… miał dwie wady. Druga, to słabość do kobiet. Nie wiem, czy bardziej pierwsza, czy jednak druga doprowadziły go do tragicznej śmierci. Może obie w równym stopniu? Nieistotne. Jeśli znasz jego historię, to spróbuj usunąć z niej wszystkie przymiotniki, jakie przychodzą ci do głowy. Prześledź ją, tak po prostu. Wydarzenie po wydarzeniu, bez emocji. Wiesz co? Gdy tak zrobiłem, zobaczyłem kogoś zupełnie innego niż na początku. Zobaczyłem wojownika, który znalazł swoją własną drogę do Boga. Tak, wiem… zabijał, mścił się, palił plony Filistynów. Zostaw to jednak. Spójrz na ten ciąg wydarzeń jako drogę do poznania Boga. Do odnalezienia własnego „ja”. On szukał – dziwnie, trochę jakby był ślepy, ale szukał własnego spełnienia, własnej relacji z Bogiem. Pokraczność w dążeniu do celu jest w jego przypadku przytłaczająca, ale czy ze mną nie jest podobnie?

Są chwile w życiu, kiedy człowiek chce po swojemu. Ma swój własny plan i trzyma się go jak pchła psiego ogona. Nie daje sobie wytłumaczyć, że to jednak nie ta droga. A że cierpliwość ma wtedy na poziomie kukurydzy w mikrofalówce, to i spokojnie rozmawiać z nim ciężko. Co wtedy? Rodzice Samsona przyjęli jego decyzje i poszli z nim, choć podejrzewali, że to nie może się dobrze skończyć. Dali mu jednak wybór. Wolność w podejmowaniu decyzji.

Pismo Święte nie jest podręcznikiem od historii czy biologii. W przypadku Księgi Sędziów i historii Samsona to pełna pasji opowieść o zewnętrznie silnym a tak naprawdę słabym człowieku, który na własnej skórze przekonał się o tym, co niesie za sobą wolność, która jest pięknym, ale wymagającym darem.