Pamiętam jak dziś, chwile w której pierwszy raz dostałem pytanie o swoją największą porażkę. Jaka jest twoja największa porażka? Co jest twoim największym sukcesem? Ehh… napisać że jąkałem się przy odpowiedzi, to nic nie napisać. Tak się zapowietrzyłem że potrafiłem wydawać z siebie jedynie pojedyncze dźwięki – yyyy, eeee itd. Wtedy nie odpowiedziałem Zmusiło mnie to jednak do chwili refleksji (2 dni), dzięki której znalazłem odpowiedź. Dzisiaj gdy do tego wracam, skupiam się nad tym, co zrobiłem w chwili porażki. Czy uznałem że wszystko jest do d… i załamałem się? Czy też zrobiłem tak jak Józef, syn Jakuba (Izraela)? Wziąłem co jest i szedłem dalej.

Nie mogłem przejść obok tej historii obojętnie. Co to w ogóle za facet ten Józef?! Pokochany przez ojca, znienawidzony przez braci, sprzedany do Egiptu, oskarżony o wyimaginowany gwałt, zesłany do więzienia, mozolną i mrówczą posługą osiągnął władzę/opiekę nad wszystkimi więźniami, tłumacz snów który dzięki błogosławieństwu Boga trafił przed oblicze faraona. Tam zachwycił władcę Egiptu, na tyle że ten ustanowił go swoją prawą ręką.

Niesamowita historia, o której można by długo pisać. Wyciągnę z niej tylko jeden szczegół. Jedną, nie wiem czy to dobre określenie, cechę charakteru. Józef, za każdym razem, gdy dostawał od życia kopa w tyłek, potrafił odnaleźć się w danej sytuacji. Nie siedział, nie biadolił. Według mnie, to przy niepowodzeniach siadał i stwierdzał tak: „Dobra, a więc jak jest? Jest do d… .” Po tej krótkiej refleksji, z wiarą w sercu, robił to co umiał najlepiej. To co w danej sytuacji mógł robić. I tak trzeba. Wejść w kryzys. Stwierdzić że on jest i pójść dalej. Nie udawać że go nie ma. On jest, ale nie będzie wiecznie.

Moim zdaniem, nie ma sensu rozstrząsać temat dlaczego mnie to spotkało. To bez znaczenia. Coś innego ma tutaj decydujące znaczenie – Bóg potrafi wyciągnąć z dna i pójść razem z człowiekiem przez najtrudniejszy odcinek życia. On chce być z Toba w każdej chwili. Chce przejść przez ciemność razem z Tobą. Nigdy nie zostawia w potrzebie. Wszyscy mogą Cię opuścić ale On nigdy. Dlatego że taki właśnie jest. Józef musiał być o tym dogłębnie przekonany. I nie wahał się z tego korzystać.

Wiara, zgoda na to co się dzieje i systematyczne działanie, pozwoliły Józefowi przejść przez życie z podniesioną głową. Jest czas na smutek i żal po porażce ale to nie koniec. Jeśli trzeba to spluń za siebie i zaklnij ale potem pójdź dalej.