W poszukiwaniu nadziei powinno się pójść, tak mi się przynajmniej wydaje, tam gdzie nadzieja widoczna jest gołym okiem. Wylewa się ze stron Pisma Świętego tak bardzo, że trudno jej nie zauważyć. A czy warto pójść tam, gdzie, wydawać by się mogło, nadziei próżno szukać? Spróbujmy.

Bo to zła historia – tak można by streścić fragment o Kainie i Ablu. Trudna, brutalna i na pierwszy rzut oka będąca jedynie przestrogą, ostrzeżeniem i pokazaniem skutków ludzkiego grzechu. Tak o niej myślałem. Myliłem się. Historia dwóch braci jest historią miłości Boga do człowieka. Wyciagnięciem ręki do grzesznika.

Gdy po niejakim czasie Kain składał dla Pana w ofierze płody roli, zaś Abel składał również pierwociny ze swej trzody i z ich tłuszczu, Pan wejrzał na Abla i na jego ofiarę; na Kaina zaś i na jego ofiarę nie chciał patrzeć. Smuciło to Kaina bardzo i chodził z ponurą twarzą. Pan zapytał Kaina: «Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować». (Rdz 4, 3-7)

Kain zabija swojego brata. Bóg doskonale wie, co zrobił Kain. I co z tym robi? Chce wejść z nim w relację, w rozmowę: „Wtedy Bóg zapytał Kaina: «Gdzie jest brat twój, Abel?» On odpowiedział: «Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?»” (Rdz 4, 9)

Wobec takiej odpowiedzi Bóg przejmuje inicjatywę. Wypędza go z roli, którą uprawia. Mówi, że będzie tułaczem i zbiegiem na ziemi. Kain odpowiada: „«Zbyt wielka jest kara moja, abym mógł ją znieść. Skoro mnie teraz wypędzasz z tej roli, i mam się ukrywać przed tobą, i być tułaczem i zbiegiem na ziemi, każdy, kto mnie spotka, będzie mógł mnie zabić!» (Rdz 4, 13-14)

Bóg protestuje: „Ale Pan mu powiedział: «O, nie! Ktokolwiek by zabił Kaina, siedmiokrotną pomstę poniesie!» Dał też Pan znamię Kainowi, aby go nie zabił, ktokolwiek go spotka.” (Rdz 4, 15)

Bóg bierze Kaina w opiekę. Daje mu znamię, które będzie go chronić. To bezczelnie niepedagogiczne. Kto tak robi? Bóg chroni mordercę, który zabił niewinnego człowieka. Gdzie jest granica miłosierdzia Bożego? Jak wgryzłem się w przytoczony fragment, to aż ciarki mi przeszły. Bóg nie jest Bogiem tylko tych, którzy ładnie składają ręce. On kocha bez względu na zasługi. Trudno to przyjąć, ale popatrzmy na Mojżesza, który również zabił, czy też Dobrego Łotra, który za dobre uczynki z pewnością na krzyżu nie wylądował.

Szczerze mówiąc, trudno przejść do porządku dziennego nad taką sytuacją. Nie staram się tego zrozumieć, bo to nie ma sensu. On taki jest. Wyciąga rękę do grzesznika wtedy, gdy inni najchętniej by na nią napluli. Jak Go nie kochać? 🙂