Czy jest ktoś, kto nie lubi historii „od zera do bohatera”? Nie sądzę, żeby dzisiaj, w czasach gdy światu tak brakuje nadziei, znalazłby się ktoś, kto odrzucałby proste, bo proste, ale budujące opowieści. Ja tam takie lubię. Zawsze lubiłem. Dlatego też król Dawid jest dla mnie tak ważną postacią.

Król Izraela, najmłodszy syn Jessego z Betlejem, namaszczony na króla przez proroka Samuela wbrew panującemu zwyczajowi. Pamiętna walka z Goliatem, małżeństwo z córką króla i szerokie perspektywy na przyszłość. Co prawda po wspomnianych wydarzeniach już tak kolorowo nie było, bo Saulowi przestała podobać się popularność Dawida. Niestety Dawid im dalej w las, jeśli chodzi o bycie królem, tym moralnie gorzej.

Namaszczony przez Boga, człowiek z trudnym charakterem, pogubił się w bardzo niewinnie zaczynającej się sytuacji. Wyszedł na taras i zobaczył Batszebę, żonę swojego przyjaciela Uriasza. Ziarenko pożądania zaczęło kiełkować. Doszło do zbliżenia i Batszeba zaszła w ciążę. Zdrada przyjaciela i strach przed hańbą popchnęły go do wysłania Uriasza na pewną śmierć, tylko po to, żeby Batszeba została jedną z jego żon, a on miał wobec ludzi czyste ręce.

Można by powiedzieć, że to moralna degrengolada. Każdy kolejny czyn gorszy od poprzedniego. Absolutnie niepedagogiczna postać. Bóg go jednak wybrał. Dlaczego?

Im większy grzech, tym większa może okazać się łaska Boga. Im większe błędy, tym większe możliwości dla Niego, żeby naprawił to, co wydaje się nie do naprawienia. Bóg nigdy nie brzydzi się człowieka. Gdy padasz pod ciężarem grzechu, gdy idziesz coraz dalej w ciemność, On idzie tuż za tobą i zawróci cię z tej drogi, jeśli tylko Go o to poprosisz. Jeśli tylko mu na to pozwolisz. Jesteś dzieckiem, którego nigdy nie zostawi. Nie może jednak za ciebie chodzić. Jak rodzic na spacerze z dwuletnim dzieckiem, który pozwala mu iść samemu. Jeśli cały czas będzie Go trzymać, to dziecko nigdy nie nauczy się chodzić. To grozi upadkiem i stłuczeniem, ale nie ma innego sposobu.

Dawid upadł wiele razy… ale za każdym razem wstawał. Wstawał i szedł dalej. Żywa relacja z Bogiem dawała mu siłę i podnosiła z kolan. Miał bardzo osobista relację z Bogiem. I takiej relacji i Tobie, i sobie życzę.

 

Pan odezwał się z nieba grzmotem:
to głos swój dał słyszeć Najwyższy.
Wypuścił strzały i rozproszył [wrogów],
błyskawice – i zamęt wśród nich wprowadził.
Aż ukazało się łożysko morza
i obnażyły się posady lądu
od groźnej nagany Pana,
od tchnienia wichru Jego nozdrzy.
Wyciąga rękę z wysoka i chwyta mnie,
wydobywa mnie z toni ogromnej.
Wyrywa mnie od przemożnego nieprzyjaciela,
od mocniejszych ode mnie, co mnie nienawidzą.
Napadają na mnie w dzień dla mnie złowrogi,
lecz Pan jest dla mnie obroną.” (Psalm 18, 14-19)