Są filmy, które kręcą mnie, zanim je obejrzę. Tak było z Hobbitem, Władcą Pierścieni, Niezłomnym (tym z 2014r), Facing the Giants, czy też Męską grą. Szczególnie ten ostatni ze sportem w tle, no i Alem Pacino w roli głównej. Eh… rewelacja. Przy seansie ostatniego z ww. tytułów zacząłem zastanawiać się nad głębszym, może wymyślonym przeze mnie i dla mnie, przesłaniem. Otóż: czy ze zła może urodzić się dobro? Czy z grzechu może wyniknąć coś dobrego?

Każdy upadek boli. Czy bardziej boli fizyczny, który związany jest z bólem ciała, czy duchowy, który boli inaczej? Myślę, że każdy z nas może mieć swoje zdanie na ten temat i pewnie w każdym zdaniu będzie prawda. W moim przypadku upadek duchowy, czyli grzech, działa w sprytny sposób. Na początku nie boli ze względu na emocje. Gdy ochłonę, przychodzi smutna refleksja, że jednak dałem ciała na całej linii. I co dalej? Bunt, gniew i szukanie winnych. Przy okazji ktoś zawsze obrywa odłamkowym. A po czasie stwierdzam, że jestem do niczego. Upadłem. Przegrałem. Co dalej?

Ból może trwać godzinę, dzień, dwa dni i minie. Przychodzi wtedy najważniejszy moment – decyzja, co z tym zrobić dalej. Trwać i przegrać, czy złapać to za twarz i wygrać? Jeśli myślę, że się nie da, z pomocą przychodzi Pismo Święte. Najwięksi też upadali. Mojżesz zabił i uciekł, Samson zabił i uciekł, Piotr zdradził i uciekł. Przywódcy narodów, bohaterowie, ikony, które w pewnym momencie swojego życia jednak straciły nad nim kontrolę. Jedni po dłuższym, a inni po krótszym czasie, ale wrócili. Bóg pomógł im złapać upadek za twarz i pójść dalej, żeby stawić czoła swojemu życiu. Tylko taka droga ma sens.

Trwanie w upadku prowadzi tylko w jedną stronę – degraduje człowieka. Z czasem mniej przeszkadza, ale nie pozwala wyjść z ciemności, w jaką się weszło. Ojcowie Kościoła pisali, że człowiek, będąc w ciemności, powinien iść. Nawet jeśli nic nie widzi, powinien  poruszać się do przodu. Nie stać w miejscu. Nikt z nas nie wie, co będzie. Wiemy, że to decyzje popychają sprawy do przodu, a ich brak niczego nie rozwiązuje.

Grzech, z którego człowiek wychodzi, to rzeźbiarz sumienia. Obrabia nas, pokazując, gdzie należy pracować. Oczywiście sportowe zacięcie musi być, więc polecam Ci fragment z filmu pt. Męska gra. To monolog Ala Pacino, który mogę oglądać bez końca.