Nie mogę uwolnić się od fragmentu Księgi Rodzaju opisującego pewną wizytę u Abrahama. Tak czasem jest. Gdy modlisz się i trafisz na moment, który wszystko Ci tłumaczy. Czytasz z zapartym tchem. W myślach widzisz postacie, dialogi, miny i toczącą się akcję. Nagle jest bum. Jedno zdanie, jedno słowo, które trafia prosto w twoje serce. I koniec. Koniec? To złe słowo. Początek? Tak, początek, to …. dobre słowo.

Jest potwornie gorąco gdy Abraham siedzi pod dębami w Mamre. O czym myśli? Ja myślałbym o tym, jak mi gorąco. On, pewnie o Bogu, o swoim życiu, o decyzjach które podjął, o starzejącej się coraz bardziej Sarze, o Hagar i Izmaelu, o obietnicy którą dostał tak dawno temu. Jego potomstwo miało być liczne jak gwiazdy na niebie. I co? Mieć pretensje, czy nie? Tyle wyrzeczeń, tyle walki i cierpień, tyle rozczarowań w oczekiwaniu na wypełnienie obietnicy i nic. Gdzie szukać nadziei? Skąd brać siłę? Z relacji. Ze spotkania z Bogiem. Abraham całe swoje życie buduje relacje z Bogiem. Pyta, szuka, gdy słyszy odpowiada. Mogę jedynie podejrzewać, że czasami wbrew logice i rozumowi idzie za słowem Tego, któremu oddaje swoje życie. Tak jest i tym razem.

„Pan ukazał się Abrahamowi pod dębami Mamre, gdy ten siedział u wejścia do namiotu w najgorętszej porze dnia. Abraham spojrzawszy dostrzegł trzech ludzi naprzeciw siebie. Ujrzawszy ich podążył od wejścia do namiotu na ich spotkanie. A oddawszy im pokłon do ziemi, rzekł: «O Panie, jeśli darzysz mnie życzliwością, racz nie omijać Twego sługi! Przyniosę trochę wody, wy zaś raczcie obmyć sobie nogi, a potem odpocznijcie pod>drzewami. Ja zaś pójdę wziąć nieco chleba, abyście się pokrzepili, zanim pójdziecie dalej, skoro przechodzicie koło sługi waszego». A oni mu rzekli: «Uczyń tak, jak powiedziałeś». Abraham poszedł więc spiesznie do namiotu Sary i rzekł: «Prędko zaczyń ciasto z trzech miar najczystszej mąki i zrób podpłomyki». Potem Abraham podążył do trzody i wybrawszy tłuste i piękne cielę, dał je słudze, aby ten szybko je przyrządził. Po czym, wziąwszy twaróg, mleko i przyrządzone cielę, postawił przed nimi, a gdy oni jedli, stał przed nimi pod drzewem.” (Rdz 18, 1-8)

Są goście, jest posiłek i Abraham, jakby trochę zestresowany całą sytuacją. Pada pytanie: „… «Gdzie jest twoja żona, Sara?»” (Rdz 18, 9). Po wskazaniu namiotu przez Abrahama, i moim zdaniem, upewnieniu się że Sara słyszy, następuje kulminacyjny punkt spotkania: „«O tej porze za rok znów wrócę do ciebie, twoja zaś żona Sara będzie miała wtedy syna»”(Rdz 18, 10). Jak można zareagować na taką nowinę? Zdziwieniem? Zachwytem? Może pokornym przyjęciem wieści? Sara śmieje się z dobrej nowiny: „«Teraz, gdy przekwitłam, mam doznawać rozkoszy, i mój mąż starzec?»” (Rdz 18, 12) Za chwilę próbuje się tłumaczyć, jednak przed gośćmi nie ma żadnej tajemnicy. Ona nie wierzy. Pyta. Drąży temat, bo rozum podpowiada jej że to jakiś absurd, ciężki kawał. Odpowiedź jest bardzo stanowcza: „Czy jest coś, co byłoby niemożliwe dla Pana? Za rok o tej porze wrócę do ciebie, i Sara będzie miała syna».” (Rdz 18, 14) Właśnie, czy jest coś niemożliwego dla Boga? Nie ma.

Wielokrotnie możesz zadawać sobie pytanie – Dlaczego? Nie wiem czy usłyszysz odpowiedź. Wiem za to z całą pewnością, że gdy będziesz szukał odpowiedzi, to je dostaniesz. Czy w chwili, gdy tak jak Abraham i Sara, będziesz u kresu nadziei? Nie wiem. Wiem, że szukając znajdziesz. Pytając, nie zbłądzisz. Budując relacje z Bogiem, nie stracisz. Wiara pomaga podnieść się z każdego upadku. Bóg, który w chwilach kryzysu wydaje się odległy, jest bliżej Ciebie niż kiedykolwiek wcześniej. Tylko, zaproś go, tak jak zaprosił Abraham.